tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Lord Vader, Ryszard III i...

...wielki triumf LDU Quito. Jak zwykle było ciekawie... Copa Sudamericana 2009 już za nami. Wiemy już wszystko, więc czas na analizy i oceny.

Lord Vader, Ryszard III i...

...wielki triumf LDU Quito. Jak zwykle było ciekawie... Copa Sudamericana 2009 już za nami. Wiemy już wszystko, więc czas na analizy i oceny.
W akcji Diguinho (Fluminense) i Jairo Campos (LDU Quito) podczas finałowego meczu (fot. PAP/EPA)

Jak przystało na szanujące się rozgrywki nie zabrakło motywów monarchicznych:

  • po zwycięstwie w finałowym dwumeczu ekwadorskiego LDU Quito z brazylijskim Fluminense (mając w pamięci triumf LDU nad FLU w Copa Libertadores 2008) zespół o pełnej nazwie Liga Deportiva Universitaria Quito śmiało można nazwać miłościwie panującym królem południowoamerykańskich pucharów;
  • mamy także za sobą koronację indywidualną – królem strzelców turnieju został (z dorobkiem 8 strzelonych goli) argentyński napastnik LDU Quito – Claudio Bieler.

    W tegorocznej Copie pojawiły się także akcenty hippiczne:

  • czarnym koniem rywalizacji okazało się paragwajskie Cerro Porteno, które dochodząc do półfinału turnieju odniosło największy sukces w historii klubu
  • w pierwszej połowie rewanżowego spotkania finału FLU – LDU funkcję konia pociągowego w drużynie Fluminense znakomicie pełnił Diguinho. Nie dość, że już w 14. minucie zdobył bramkę, która przywróciła nadzieję Brazylijczykom na odwrócenie losów finałowej batalii, to jeszcze popisał się końskim zdrowiem będąc najaktywniejszym piłkarzem meczu
  • z niewykorzystanej 100-proc. sytuacji, którą miał w końcówce meczu zawodnik LDU - Reasco zapewne „koń, by się uśmiał”, pod warunkiem, że byłby kibicem Fluminense

    Mieliśmy również do czynienia z wątkiem monarchiczno-hippicznym:

  • parafrazując słynne słowa ze sztuki napisanej przez Williama Shakespeare'a „Ryszard III”, wypowiedziane przez tegoż króla Ryszarda III Yorka „Konia! Konia! Królestwo za konia!” - przez ostatnie 18 minut podstawowego czasu gry (czyli od 72 minuty, w której Gum strzelił gola na 3:0 dla FLU) wszystkie poczynania Brazylijczyków można sprowadzić do trzech zdań: „Gola! Gola! Królestwo za gola!”

    Nie ominęły nas również wątki filmowe:

  • podczas decydującego spotkania finałowego mogliśmy podziwiać sceny rodem z „Gwiezdnych wojen” – jeden z niezbyt mądrych kibiców Fluminense przeszkadzał graczom LDU oślepiając ich laserem, którego nawet nieustraszone zazwyczaj klony pracowników ochrony nie były w stanie unieszkodliwić
  • jednak w rolę Lorda Vadera w czasie wspomnianego meczu wcielił się główny arbiter – 39-letni Paragwajczyk Carlos Amarilla, który zgodnie z tłumaczeniem jego nazwiska na język polski bezwzględnie karał już od pierwszych sekund piłkarzy obu drużyn żółtymi kartami. W całym spotkaniu pokazał także trzy (co najmniej kontrowersyjne!) czerwone kartoniki przez co Fluminense kończyło mecz w 10, a LDU w 9. 3) kolejny filmowy epizod to sequel znanej piłkarskiej telenoweli „Nóż w głowie Dino Baggio”, tym razem w wydaniu łagodniejszym (mniej krwistym), czyli „Moneta rzucona z trybun w Claudio Bielera” – notabene obie części sagi poddają w wątpliwość wyobraźnię oraz inteligencję „czynnych bohaterów” tych widowisk.
  • Nie byłoby Copa Sudamericana bez akcentów religijnych:

  • obaj trenerzy (Fluminense – Cuca i LDU Quito – Jorge Fossati) w trakcie drugiego finałowego meczu wznosili modły o końcowy triumf. Co więcej Jorge Fossati był wspomagany przy linii bocznej przez Jose Francisco Cevallos’a (drugiego bramkarza LDU), który był numerem 1 w bramce Los Albos podczas słynnego finału Copa Libertadores 2008. (Cevallos zapamiętany między innymi z noszenia magicznego talizmanu, który jak się później okazało pomógł w konkursie rzutów w CL 2008);
  • nie można zapomnieć o jednym z rezerwowych ekwadorskiego klubu, który na kolanach gorąco modlił się o utrzymanie korzystnego wyniku (korzystnego w dwumeczu, bo drugie spotkanie jak wiadomo LDU przegrało 0:3)

    Ważną rolę - już tradycyjnie - dla rozgrywek w Ameryce Południowej odegrał także aspekt geograficzno – medyczny:

  • nie bez kozery piłkarze Fluminense w pierwszym meczu finałowym (przegranym przez Brazylijczyków 1:5) rozegranym w Ekwadorze mniej więcej od 60 minuty „mieli nogi jak z waty”. Za tym zjawiskiem stoi wysokość na jakiej odbywało się spotkanie – 2850 m n.p.m., co jak wiadomo stwarza spore problemy z aklimatyzacją organizmu.

    Potwierdzeniem handicapu LDU w meczach rozgrywanych w Ekwadorze jest fakt, że piłkarze z Quito, na własnym stadionie odprawili z kwitkiem wszystkich rywali podczas całego sezonu Copa Sudamericana. W tym kontekście nie dziwią wysokie zwycięstwa Los Albos na La Casa Blanca (np. w 1/8 finału 4:0 z argentyńskim Lanusem i 7:0 w półfinale z River Plate Montevideo).

    Na koniec refleksja literacko-matematyczna. Wisława Szymborska pisała, że „nic dwa razy się nie zdarza”. Ekwadorczycy, znani do tej pory głównie z tego, iż w skład ich kraju wchodzą położone na Oceanie Spokojnym wyspy Galapagos (Wyspy Żółwie) mogą się teraz poszczycić obaleniem tej tezy. Dwukrotnie pokonali ten sam zespół – Fluminense Rio de Janeiro – w finałach dwóch różnych rozgrywek pucharowych w Ameryce Południowej. Co ciekawe, by odnieść ten ostatni triumf piłkarze LDU Quito musieli czekać do zakończenia „drugiego doliczonego czasu gry”, co jest ewenementem nawet w latynoskiej piłce...
  • najnowsze opinie

    Adam Małysz "40. urodziny? Wolę o tym nie myśleć"

    Adam Małysz Emocje są takie, że nie śpię po nocach

    Kacper Bartosiak Niekwestionowany. Lewis ostatnim takim mistrzem...

    Bartłomiej Rabij Za duzi, za bogaci. Kluby z Meksyku bez konkurencji