tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nowojorskie pożegnania

Minął pierwszy tydzień ostatniego w tym roku wielkoszlemowego turnieju. I nie ma co ukrywać, były to dla nas bardzo rozczarowujące dni. Po Wimbledonie gdzie Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz grali w półfinałach, a Łukasz Kubot dotarł do najlepszej ósemki, liczyliśmy znów na błyskotliwy start Polaków.

Nowojorskie pożegnania

Minął pierwszy tydzień ostatniego w tym roku wielkoszlemowego turnieju. I nie ma co ukrywać, były to dla nas bardzo rozczarowujące dni. Po Wimbledonie gdzie Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz grali w półfinałach, a Łukasz Kubot dotarł do najlepszej ósemki, liczyliśmy znów na błyskotliwy start Polaków.
Roger Federer (fot. Getty Images)

A spotkało nas szybkie sprowadzenie na ziemię. O ile grający z kontuzją pleców Janowicz może być usprawiedliwiony, o tyle po występie Radwańskiej spodziewaliśmy się dużo więcej. Cóż, czwarta runda okazała się kresem aktualnych możliwości Polki. Pozostało jednak wrażenie kolejnej niewykorzystanej okazji na sukces w imprezie najwyższej rangi.

Rafael Nadal i Roger Federer (fot. Getty Images) Ale to nie porażka Polki jest szeroko komentowana w Nowym Jorku. W kiepskim, bezbarwnym stylu z turnieju odpadł pięciokrotny triumfator US Open – Roger Federer. Bezradność Szwajcara w pojedynku z Tommy’m Robredo była zadziwiająca. Wielki mistrz w dziesięciu poprzednich konfrontacjach z Hiszpanem zawsze wygrywał. Teraz nie miał pomysłu, sił i wiary by powalczyć o ćwierćfinał.

Poległ w trzech setach i to nie z graczem młodego pokolenia, Djokoviciem, Nadalem czy Murrayem, ale z weteranem, po ciężkich przejściach zdrowotnych. Pytanie, do tej pory zadawane po cichu, czy nieuchronnie zbliża się koniec kariery „tenisisty wszech czasów” słychać z wielu stron coraz głośniej. Pierwszy raz o tym, że jego przygoda z zawodowym tenisem zbliża się do finału, mówiło się już w 2008 roku. Wówczas Federer przegrał Wimbledon ze swoim największym rywalem – Rafaelem Nadalem. Ich epicki, pięciogodzinny mecz, wielu uważa za najlepszy w historii tenisa.

Andy Murray i Roger Federer (fot. Getty Images) Ale po tej porażce Szwajcar szybko się pozbierał i to w mistrzowskim stylu. Zdobył upragnioną koronę w Paryżu i odzyskał tytuł w Londynie. Wygrał cztery z sześciu kolejnych wielkoszlemowych imprez i wrócił na pierwsze miejsce światowych list. Później nastąpiło kolejne wyhamowanie, związane z pojawieniem się Novaka Djokovicia. Przegrane w prestiżowych bataliach czy to Serbem, czy z Nadalem sprawiły, że Federer na dobre stracił pewność siebie. Przestał być niezwyciężonym mistrzem i liderem światowych kortów. Jego technika, inteligencja i finezja nie wystarczały w starciach z siłą fizyczną młodej fali. Z tego dołka wydostał się na chwilę, po raz ostatni, po ponad dwóch latach.

W 2012 roku pokonał na ukochanym przez siebie Wimbledonie kolejnego pretendenta Andy’ego Murraya. To było siódme zwycięstwo w Londynie i rekordowe, siedemnaste w Wielkim Szlemie. Tego lipcowego popołudnia tak naprawdę zakończyła się dekada wielkich triumfów, być może najwybitniejszego tenisisty w historii, który przez ponad dziesięć lat zdobył 77 tytułów.

Tommy Robredo i Roger Federer (fot. Getty Images) Na spełnienie ostatniego marzenia – złota olimpijskiego w grze pojedynczej nie wystarczyło już sił. Ze srebrnego medalu cieszył się przez łzy, bo finałowa, druzgocąca porażka z Murrayem na pewno bolała na równi z tą sprzed czterech lat z Nadalem. Tegoroczny powrót na Wimbledon skończył się traumatyczną klęską z 116. zawodnikiem rankingu Sierhiejem Stachowskim. "Tak upadają mistrzowie i giganci" – napisały następnego dnia gazety.

Federer to nie tylko wielki tenisista, to też ambasador tej dyscypliny, która obecnie przeżywa swój rozkwit i zalicza się do najważniejszych w światowym sporcie. To osobowość, legenda, spełniony zawodowo indywidualista, prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec bliźniaczek. Czy ktokolwiek ma prawo wywierać na nim presję, by przy braku kolejnych sukcesów kończył karierę? Odpowiedź wydaje się oczywista. Dopóki gra, podróże i cały tenisowy świat sprawiają mu frajdę, nie ma ani powodu ani konieczności by schodził z kortu. W żaden sposób nie umniejszy to jego dokonań, nie zmieni jego historycznej pozycji. Decyzję o zakończeniu kariery powinien podjąć sam. I bez wątpienia ją podejmie, szybciej – jeśli zacznie przegrywać tak wyraźnie, wręcz wstydliwie jak z Robredo, bądź później – jeżeli jeszcze raz uda mu się nas i rywali zaskoczyć…

najnowsze opinie

Piotr Jagiełło Wolna sobota. Fonfara jak Lennox Lewis

Rafał Rostkowski Dlaczego polscy sędziowie pomogli anulować gola Ajaksu

Piotr Sobczyński Karnawał i post

Jacek Dąbrowski Więcej światła