tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Legendy futbolu: alfabet Alfredo Di Stefano

Piłkarzem, jak sam wspomina, został przez przypadek. Do swojego pierwszego klubu trafił za pośrednictwem znajomości matki. Jego przyjście do Europy spowodowało wojnę między Realem Madryt, a Barceloną. Ostatecznie stał się idolem Królewskich i jednym z najlepszych piłkarzy w historii. Transmisja "Legend Futbolu" z Alfredo Di Stefano od 17:55 w TVP Sport i SPORT.TVP.PL.
Alfredo Di Stefano (fot. Getty Images)

Alfredo Di Stefano trafił do Madrytu w wieku 27 lat (fot. Getty Images) A jak AKTYWA

W jego czasach za pieniądze uzbierane podczas kariery raczej nie dało się przeżyć całej reszty swojego życia. Di Stefano jednak umiejętnie zadbał o swoją przyszłość. Dziś niczego mu nie brakuje. Ma willę, wartą 15 000 euro za metr kwadratowy. Posiada również 500-metrowy apartament i dwa mieszkania w pobliżu Estadio Santiago Bernabeu. Oprócz kilku działalności w Walencji, grube pieniądze ciągle płaci mu Real Madryt.

Jako honorowy prezydent klubu otrzymuje 180 tys. euro rocznie. Kolejnych 120 tys. to pieniądze za pozwolenie na wykorzystywanie jego prywatnej kolekcji w klubowym muzeum. Teraz już wiecie skąd wzięło się powiedzenie "życie jak w Madrycie".

B jak BLOND STRZAŁA

Po hiszpańsku "La Saeta Rubia". Taki przydomek nadał mu jeden z argentyńskich dziennikarzy, jeszcze za czasów jego gry w River Plate. Tłumaczył, że to z powodu szybkości i niezwykłej precyzji.

C jak CHAPUCERO

Wbrew pozorom, nie od samego początku został idolem madryckich tłumów. W pierwszych meczach po swoim przyjeździe spisywał się wręcz beznadziejnie. Hiszpańska prasa nazwała go nawet "chapucero", czyli partacz.

D jak DZIECI

Cała gromadka. Znamy tylko ich imiona i wiemy, że bardzo troszczą się o majątek swojego ojca. – Nie obchodzi mnie co sądzą o tym moje dzieci. Jestem zakochany i chcę wziąć ślub z Giną. Może i mam 86 lat, ale ciągle młode serce – tłumaczył kilka miesięcy temu. W czym problem?

Historię tajemiczej Giny znajdziecie pod literką "G". Dzieci chciały odwieźć go od tego pomysłu i chronić jego majątek. Zdecydowały się nawet go ubezwłasnowolnić. Najwyraźniej się udało, bo do ślubu z młodą Kostarykanką jak dotychczas nie doszło.

E jak ESPANYOL

Ostatni przystanek Di Stefano w piłkarskich butach. Trafił tam w wieku 38 lat, ale nawet to nie przeszkadzało mu w zdobywaniu kolejnych bramek. Nie było już ich jednak tak wiele, bo jedenaście przez dwa sezony. Mając równą czterdziestkę na karku zdecydował się zakończyć karierę.

F jak FERENC PUSKAS

Wraz z Węgrem i innymi świetnymi piłkarzami tworzyli jedenastkę, którą wielu uznaje za najlepszą w historii klubowego futbolu. Wspólnie zdominowali nie tylko Hiszpanię, ale i całą Europę. To tak jakby dziś w ataku Realu wystawić Cristiano Ronaldo i Leo Messiego.

G jak GINA

Gina Gonzalez. Kostarykańska dziennikarka sportowa. Kilka lat temu złożyła wizytę Di Stefano z prośbą o wywiad-rzekę, który pomógłby jej w napisaniu jego kompletnej autobiografii. Długie godziny przy dyktafonie przerodziły się w uczucie. Stała się jego powierniczką, menedżerką, a nawet pielęgniarką. Para zaręczyła się i miała zamiar się pobrać. Na przedramieniu wytatuowała sobie nawet piłkarski pseudonim swojego kochasia "La Saeta Rubia". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Gina nie była o... 51 lat młodsza.

Jego ostatnim klubem był Espanyol Barcelona (fot. Getty Images) H jak HERB

Z herbem Realu Madryt wiąże się inna, ciekawa historia. Miała ona miejsce na początku lat sześćdziesiątych. Do Królewskich dołączył wtedy Amancio, późniejszy kapitan i świetny napastnik. Kiedy pierwszy raz przyszedł na trening, Di Stefano, który był już wtedy weteranem, dał mu koszulkę bez klubowego herbu. Ten, kompletnie zdziwiony, zapytał o co chodzi. Nie przyszedł przecież do Realu po to, żeby grać w kompletnie białej koszulce, bez chwalebnego emblematu. – Przed noszeniem koszulki z herbem Realu Madryt, musisz porządnie spocić się w tej bez niego – odpowiedział mu Di Stefano.

I jak INTERNACJONAŁ

Rodowód Di Stefano jest strasznie pokręcony. Urodził się w Argentynie, ale jest potomkiem włoskich, francuskich i irlandzkich imigrantów. Z Wysp Brytyjskich pochodziła bowiem jego babka, czym z resztą lubił się chwalić. Poza tym grał w trzech reprezentacjach – Argentyny, Kolumbii i Hiszpanii.

J jak JEDYNY OCALAŁY

Tak, tak... Czas leci. Di Stefano drobnymi, stawianymi o lasce kroczkami, zbliża się do dziewięćdziesiątych urodzin. Na tym świecie zostało mu już niewielu kolegów, z którymi rozmontowywał defensywy największych klubów. Z ekipy River Plate nazywanej „La Maquina”, czyli machina – tej, która kompletnie zdominowała argentyńskie rozgrywki – został już tylko on.

K jak KONFLIKT

Jego transfer do Europy nie poszedł od tak, gładko. Pojawiły się poważne problemy, a stronami konfliktu były oczywiście Real i Barcelona. Tak naprawdę to Katalończycy sięgnęli po niego jako pierwsi. Zapłacili i czekali na swojego nowego piłkarza. Wtedy do akcji wkroczył jednak Real, który brutalnie go im podebrał. Początkowo Barcelona nie dawała za wygraną, lecz wtedy w całą sytuację wkręcili się jeszcze politycy, a konkretnie generał Francisco Franco, który był zwolennikiem Królewskich. Tym sposobem Di Stefano pozostał w Madrycie.

L jak LOS MILLONARIOS

Teraz? Kolumbijski średniak. Sześćdziesiąt lat temu był to jednak jeden z najlepszych klubów na świecie, a na pewno w Ameryce Południowej. Di Stefano grał tam przez cztery lata. Ostatnie cztery lata przed wyjazdem do Europy. Trzykrotnie wywalczył tam mistrzostwo Kolumbii. W 1952 roku Millonarios grali towarzysko z Realem Madryt, z okazji pięćdziesięciolecia powstania Królewskich. Właśnie wtedy Di Stefano wpadł im w oko.

M jak MISTRZOSTWA ŚWIATA

To chyba precedens, że jeden z najlepszych piłkarzy w historii, reprezentujący tak silne piłkarsko kraje jak Argentyna czy Hiszpania, nigdy nie zagrał w finałach mistrzostw świata. Miał po prostu gigantycznego pecha. W 1950 roku Argentyna nie zdołała się zakwalifikować. Cztery lata później, już po jego wyjeździe do Hiszpanii, FIFA zabroniła mu jej reprezentowania, z uwagi na to, że wcześniej grał już dla Argentyny i Kolumbii.

Zgodę otrzymał dopiero w 1956, a rok później po raz pierwszy włożył koszulkę La Roja. W 1958 roku, dla odmiany, kwalifikacji nie uzyskała Hiszpania. Ostatnia szansa nadarzyła się cztery lata później, ale Di Stefano... złapał kontuzję. A podczas kolejnych mistrzostw miał już czterdzieści lat.

Jako honorowy prezydent, od lat wita nowe nabytki Królewskich (fot. Getty Images) N jak NAGRODA

A raczej premia. Za swoje pierwsze zarobione pieniądze, a było to aż 20 pesos, kupił sobie strój i spodnie. Kiedy ostatnio dziennikarz zapytał go o to, czy nie jest zdruzgotany tak wysokimi zarobkami piłkarzy dzisiejszych czasów, odpowiedział: – Powinni zarabiać jeszcze więcej.

O jak OJCIEC CHRZESTNY

Tak nazywają go starsi kibice Realu Madryt. Oficjalnie jest prezesem honorowym i ciągle, mimo sędziwego wieku, znajduje się blisko stołecznego klubu.

P jak POMNIK

Mówi się, że ten, komu wybudują go jeszcze za życia, pod jakimś względem musiał być naprawdę wyjątkowy. Podobizna Di Stefano stoi przed wejściem do kompleksu treningowego Realu Madryt. Ciekawe, że inny pomnik stoi też pod jego domem. Przedstawia... piłkę. – Ludzie budują pomniki piłkarzom, a to właśnie piłka powinna być szczególnie uhonorowana – powiedział.

R jak RIVER PLATE

Klub z miasta w którym się urodził i którego stał się legendą. Czasy, jak można się domyśleć, były zupełnie inne niż dzisiaj. Jak sam opowiadał, po ulicach Buenos Aires biegało wielu znacznie bardziej utalentowanych od niego. Mieli jednak to nieszczęście, że musieli pracować na swoje rodziny, a futbol, siłą rzeczy, z czasem odsuwali w cień. Di Stefano swoją karierę zawdzięcza... matce, która zarekomendowała go u trenera River Plate. Udało mu się przejść testy. Miał wtedy siedemnaście lat i podpisał swój pierwszy kontrakt.

S jak SPADEK

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Di Stefano próbował swoich sił także jako trener. Nie był wybitnym szkoleniowcem, ale swoje udało mu się osiągnąć. Z Valencią udało mu się zwyciężyć w Primera Division, a na końcu swojej trenerskiej przygody, z Realem Madryt, sięgnła w 1990 roku po Superpuchar Europy.

Ciekawe, że w sezonie 1985-86 spuścił Valencię do drugiej ligi. Zarząd pozwolił mu jednak pozostać na stanowisku i rok później Los Ches wrócili do hiszpańskiej elity.

T jak TRANSFERY

Kiedy przypominamy sobie prezentacje Kaki, Ronaldo czy Karima Benzemy, nowym nabytkom Realu zawsze towarzyszy starszy, poruszający się o lasce jegomość. To właśnie Di Stefano, który od wielu lat z największymi honorami wita na Santiago Bernabeu nowe nabytki klubu.

U jak ULICA

To tam, jak większość piłkarzy dawnych czasów, szczególnie wywodzących się z Ameryki Południowej, uczył się grać Di Stefano. Były to ulice przemysłowej części Buenos Aires. Jak sam wspominał, samochód przejeżdżał raz na pół godziny, a jego posiadaniem w sąsiedztwie mogła popisać się zaledwie jedna rodzina.

W jak WRZECHSTRONNOŚĆ

Zaleta, którą ludzie jego czasów przypisują mu najczęściej. Wspominają o jego samotnych rajdach, fantastycznych dryblingach i cudownych, zdobywanych z nieprawdopodobnych pozycji bramkach. Dlatego są tacy, którzy uważają, że to nie Maradona, ani nawet nie Pele byli najlepszymi w historii, a właśnie Di Stefano.

Z jak ZDROWIE

Cóż... Ma już swoje lata. Ostatnio stan jego zdrowia gwałtownie się pogarsza, a wizyty w szpitalach stały się nieodłączną częścią funkcjonowania. Co tydzień wizytę składa mu lekarz. Cierpi na cukrzycę, ma problemy z sercem, kręgosłupem oraz układem oddechowym. Co zaskakujące, ciągle pozostaje jednak bardzo trzeźwy na umyśle.