tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Europa w Ameryce

Od dziesięcioleci mnogie zastępy latynoskich futbolistów zasilają europejskie kluby. Dzisiaj to istna inwazja, gigantyczny zalew setek graczy zza Atlantyku; w przeciągu dziejów – począwszy od lat 20. XX wieku – na Starym Lądzie przewinęły się ich zgoła tysiące. Co więcej, zdarzało się w historii, że naturalizowani Latynosi wynosili europejskie reprezentacje na same szczyty.

Europa w Ameryce

Od dziesięcioleci mnogie zastępy latynoskich futbolistów zasilają europejskie kluby. Dzisiaj to istna inwazja, gigantyczny zalew setek graczy zza Atlantyku; w przeciągu dziejów – począwszy od lat 20. XX wieku – na Starym Lądzie przewinęły się ich zgoła tysiące. Co więcej, zdarzało się w historii, że naturalizowani Latynosi wynosili europejskie reprezentacje na same szczyty.
(fot. Getty Images)

Mistrzami świata w barwach Włoch byli w 1934 Argentyńczycy Monti, Orsi, Guaita i Demaria oraz Brazylijczyk Guarisi, zaś w 1938 Urugwajczyk Andreolo. W składzie zwycięskiej w 1998 Francji występował Argentyńczyk Trezeguet, a w tryumfującej w 2006 Italii – Argentyńczyk Camoranesi. Zwłaszcza w turniejach przedwojennych zawodnicy ci grali role absolutnie kluczowe.

Mauro Camoranesi (fot. Getty Images) Wszelako był to i nadal jest ruch zdecydowanie jednostronny. Ameryka Łacińska przyciągała futbolistów z Europy niepomiernie rzadziej. Nie dziwota, oba kontynenty dzieliła przepaść nieomal we wszystkich wymiarach. Europa górowała kulturowo, cywilizacyjnie, gospodarczo. Nieporównywalna była jakość życia, porządek publiczny, poziom higieny, sprawności organizacyjne, dyscyplina, obyczaje. Oferty finansowe klubów europejskich wprawiały Latynosów w stan oszołomienia, zapewniając nie tylko niebywały awans materialny, ale również mentalny i społeczny prestiż.

Z tychże przyczyn w drugą stronę wiodła ścieżka nader stroma i bardzo wąziutka. Bywało, iż decydowały względy niekoniecznie sportowe ani też ekonomiczne. Istotna rola przypadała polityce. Hiszpańska wojna domowa sprawiła, że za Oceanem wylądowała liczna grupa znakomitych piłkarzy, w większości Basków. Najpierw znaleźli przytulisko w lewicowo zorientowanym Meksyku, zasilając głównie dwa kluby o nazwach wiele mówiących: Espana i Asturias.

Niebawem, w sezonie 1939/40 najlepsi z nich trafili do wielkich klubów argentyńskich. Langara i Irraragorii stali się gwiazdami San Lorenzo (klub papież Franciszka!), a Blasco, Aedo i Cillaurren – słynnego River Plate. W tym samym okresie mistrzem Argentyny w barwach Boca Juniors został węgierski skrzydłowy Ferenc Sas, wicemistrz świata 1938. Tuż po wojnie z zalewanej komunizmem Europy uciekał Chorwat Blazina. Ostał się dopiero w San Lorenzo, bramki którego strzegł skutecznie wiele lat.

Grzegorz Lato (fot. Getty Images) W 1948 kierownictwo argentyńskiego Newell’s Old Boy, ufając rzekomej potędze futbolu brytyjskiego, sprowadziło trzech graczy ze Szkocji. Jednak Kilpatrick, Mac Donald i Mac Callum zawiedli na całej linii: kompletny niewypał. Moda na Europę minęła na długo, aż w 1960 w River Plate pojawił się kolejny Europejczyk – napastnik hiszpański Pepillo. Wypadł nieźle, ale furory nie zrobił.

W „dzikiej lidze” kolumbijskiej przełomu lat 40/50. okazji na zbicie fortuny szukali zawodnicy wybitnego formatu: Anglicy Franklin i Mitten, Węgier Sarosi, Austriacy Strittich i Sabeditch, Czech Hanke, po latach także fantastyczny Serb Śekularać. Jednak była to koniunktura krótkotrwała.

Właściwie dopiero w „epoce telewizyjnej” – począwszy od lat 70/80. – tendencja ta nieco, ale tylko nieco, przybrała na sile. W Brazylii asem wielu klubów stał się Serb Petković, w Meksyku brylowali piłkarze tej miary, co Hiszpanie Pirri czy Butragueno. Pokazali się też i Polacy: w Meksyku Gomola, Banaś i Lato, w Brazylii Nowak i Piekarski, w Wenezueli Grembocki.

Do tej garści liczących się nazwisk dorzucić można by doprawdy niewiele więcej, co posiadało by jakiś ciężar gatunkowy. Tak, Europejczycy w futbolowej Latynoameryce to, zarówno kiedyś jak i dzisiaj, prawdziwa rzadkość. Europa podbiła niegdyś i skolonizowała Nowy Ląd. W piłce nożnej dzieje potoczyły się, i toczą dalej, akurat całkiem odwrotnie.

najnowsze opinie

Rafał Rostkowski Suarez kopnął bramkarza w rękę i głowę

Apoloniusz Tajner Skoczkowie muszą wyjechać z kraju!

Jakub Kot Czy jury popełniło błąd? Warunki były stabilne...

Adam Małysz Niesamowity konkurs! W niedzielę Kubacki faworytem