tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Calciopoli czy vendetta? Zwrot akcji po latach

Najnowsze ustalenia włoskiego Sądu Najwyższego rzucają nowe światło na aferę, która w 2006 roku wstrząsnęła piłkarską Europą. Po latach można odnieść wrażenie, że sprawa była tylko... burzą w szklance wody. Werdykt z 24 marca kończąc jedną sprawę rozpoczyna drugą, równie istotną. Juventus będzie teraz chciał odzyskać to, co utracił. A klubowi księgowi dokładnie te straty oszacowali...
Od lewej: Antonio Giraudo, Luciano Moggi i Fabio Capello (fot. Getty Images)

Luciano Moggi Gdy o 1:17 sędzia kończył odczytywać wyrok, w sali uśmiechał się tylko jeden – Luciano Moggi. Były dyrektor turyńskiego klubu został ostatecznie uniewinniony od zarzutu "dopuszczenia się oszustwa sportowego". Drugi z wyroków został anulowany – sprawa o współudział w popełnieniu przestępstwa uległa bowiem przedawnieniu. Podobnie stało się w przypadku Antonia Giraudo, drugiego z dyrektorów, bliskiego współpracownika Moggiego.

Cieszę się, że tyle osób zostało uniewinnionych. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy przez te lata się ode mnie nie odwrócili. Okazało się, że poprzednie nienormalne procesy nie dowiodły w zasadzie niczego. Po dziewięciu latach wiadomo, że rozgrywki ligowe były prawidłowe, losowania również, a rozmów na temat wysyłania sędziów nie było – stwierdził 77-latek.

Pierluigi Pairetto – to między innymi z nim Luciano Moggi miał utrzymywać "ekskluzywne kontakty" Fakty i mity

Warto wrócić do istoty rzeczy. Calciopoli – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie jest i nigdy nie było sprawą dotyczącą ustawiania wyników spotkań. Odgórne decydowanie o ich kształcie nigdy nie miało miejsca. Zarzuty pod adresem Moggiego sprowadzały się do tego, że miał stworzyć system nacisku na dobór arbitrów do konkretnych spotkań zgodnie z własnymi preferencjami. Dyrektor podzielił sędziów na takich, których uważał za sprzyjających lub niewadzących Juventusowi, jak i takich, których wolał unikać. Działając według tego schematu dzwonił do Paolo Bergamo i Pierluigiego Pairetto – odpowiedzialnych we włoskiej federacji (FIGC) za przydzielanie arbitrów do konkretnych spotkań. Moggi nie był osamotniony – podobnych działań dopatrzono się ze strony Milanu, Fiorentiny i Lazio, ale w mniejszej skali, co również znalazło odzwierciedlenie w pierwszym wyroku.

Jak przebiegał proces z 2006 roku? Ekspresowo. Sytuacja była wyjątkowo niewdzięczna – pierwsze doniesienia pojawiły się na początku maja, a sprawa została rozstrzygnięta jeszcze przed rozpoczęciem mundialu. Sąd sportowy działający przy FIGC znalazł się pod presją czasu, bo sprawie bacznie przyglądała się FIFA. Ewentualne konsekwencje byłyby niezwykle srogie – Włochom groziło nawet wykluczenie z udziału w mistrzostwach świata, które potem, wbrew wszystkiemu, wygrali.

Najbardziej zaszkodziły Juventusowi zapisy rozmów telefonicznych. Z zebranego materiału dowodowego wynikało ponad wszelką wątpliwość, że dyrektor turyńskiego klubu rzeczywiście naciskał. Szkopuł w tym, że dopiero po latach okazało się, że podobną presję wywierali także przedstawiciele innych zespołów i dopiero wtedy upadł główny zarzut o ich rzekomą wyjątkowość.

Massimo Moratti od wielu lat czekał na sukces Zemsta Interu?

Aferę Calciopoli w 2006 roku nagłośniła "La Gazzetta dello Sport", którą złośliwi kibice innych drużyn nazywali "Gazetta dello Inter". To właśnie tam pojawiły się transkrypcje rozmów Moggiego, które dostarczył Telecom. Tym ciekawszy wydaje się fakt, że ówczesnym właścicielem tytułu był Carlo Buora – były wiceprezydent Interu oraz... dyrektor Telecomu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko wygląda na system naczyń połączonych. Połączonych w jednym, dość wyraźnym celu.

Geneza wzajemnej niechęci na linii Juventus – Inter to temat na odrębny artykuł, jednak historyczny kontekst z pewnością zasługuje na podkreślenie. W 2006 roku mijał 17. rok Interu bez tytułu mistrzowskiego. Massimo Moratti – właściciel klubu – co sezon inwestował w transfery kolejne szokujące sumy, a najważniejszego trofeum wciąż nie mógł się doczekać.

Kilka razy było blisko – jak choćby na finiszu sezonu 1997/98, kiedy to doszło do pamiętnego starcia, które zespół z Turynu wygrał 1:0 po golu Alessandro Del Piero. Jedną sytuacją z tego meczu żyły przez moment całe Włochy. W drugiej połowie Mark Iuliano powalił w polu karnym Ronaldo, jednak Piero Ceccarini nakazał grać dalej. Juventus ruszył z kontrą, po której pod bramką Interu padł Del Piero i wówczas arbiter rzut karny podyktował.

Wszystko rozegrało się w kilkanaście sekund. Parę minut później na trybuny wysłany został protestujący trener Nerazzurrich Luigi Simoni, który w emocjach wbiegł na murawę, a czerwoną kartką ukarany został Ze Elias. Protestom nie było końca. W parlamencie doszło nawet do bójki dwóch posłów, którzy zaciekle kłócili się o przebieg spotkania. Koniec końców zespół z Turynu miał w kluczowym momencie sezonu 4 punkty przewagi nad rywalem i sięgnął po kolejne scudetto.

Guido Rossi w 2006 roku Nowe realia

"Ist fecit, cui prodest" – ten uczynił, komu to przyniosło korzyść – głosi łacińska sentencja. Jeśli odnieść tę zasadę do Calciopoli, to sprawa stanie się czytelniejsza. Trzeba podkreślić, że wydarzenia z 2006 roku dotknęły nie tylko Juventus. Choć turyński klub ucierpiał najmocniej – został relegowany do Serie B i pozbawiony dwóch tytułów mistrzowskich – to dostało się także Milanowi, Fiorentinie i Lazio, zespołom z czołówki. Wszystkie zostały ukarane bagażem ujemnych punktów i karami finansowymi.

Nowe rozdanie w uprzywilejowanej pozycji zostawiło tylko jeden zespół – Inter Mediolan. W nowych realiach klub Morattiego szybko został ligowym hegemonem. Serię triumfów w Serie A zwieńczył finał LM z 2010 roku, w którym piłkarze prowadzeni przez Jose Mourinho pokonali (2:0) Bayern Monachium.

Być może doszukiwanie się związków "La Gazetta dello Sport" – Inter – Telecom na zawsze mogłoby pozostać w sferze spekulacji, gdyby nie kilka osobliwych faktów. Pierwsza fala skandalu w maju 2006 roku zmyła ze stanowiska Franco Carraro, ówczesnego prezesa FIGC. Zarzucono mu działanie na rzecz Lazio. Jego tymczasowym następcą został Guido Rossi, były... dyrektor Interu, zdeklarowany kibic tej drużyny i dobry znajomy Morattiego. To właśnie on odpowiadał za ekspresowe tempo procesu. Jakby tego było mało, gdy we wrześniu 2006 roku Rossi rezygnował w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, czekała na niego posada dyrektora w... Telecomie, którą piastował przez blisko rok.

Rola Rossiego w procesie była kluczowa. To właśnie on skonkretyzował zarzut "ekskluzywnych kontaktów z osobami odpowiedzialnymi za delegowanie sędziów", który wcześniej nie występował w kodeksie karnym i rzucił na całą sprawę korupcyjne światło, które nigdy nie znalazło odbicia w faktach.

Christian Vieri nie doczekał w Interze największych sukcesów Kontratak Vieriego

Ciekawe w tym kontekście są słowa Christiana Vieriego. W 2009 roku długoletni napastnik Nerazzurrich, który opuścił zespół w 2005 roku, zwołał konferencję prasową, na której ogłosił zakończenie kariery. Między typowymi dla takich sytuacji słowami napastnik przemycił jednak coś wyjątkowego.

Nie mogę dłużej trzymać tego wszystkiego dla siebie. Aferę Calciopoli wywołał Moratti. Za moich czasów każdy piłkarz Interu musiał podpisać dokument, który zabraniał wspominania o związkach Interu z Telecomem. 70 proc. mojego wynagrodzenia płacił klub, a resztę Telecom, któremu jak wszyscy piłkarze Interu musiałem świadczyć usługi reklamowe. Wszystko po to, aby obejść system podatkowy. Współczuję Juventusowi i Milanowi, cierpiałem razem z nimi, ale wtedy wszyscy chcieliśmy działać na rzecz naszego prezydenta, który okazał się kimś dwulicowym – stwierdził zawodnik wywołując kolejną burzę.

Skąd taka reakcja Vieriego? Po latach dowiedział się, że przez większość okresu gry w Interze Moratti śledził go i podsłuchiwał jego rozmowy telefoniczne. Wszystko z obawy o krewki charakter nieprzewidywalnego piłkarza.

Juventus w 2006 roku. W wyniku afery Calciopoli zespół opuściło 6 piłkarzy z tego składu: Fabio Cannavaro, Lilian Thuram, Zlatan Ibrahimović, Emerson, Patrick Vieira i Gianluca Zambrotta Postanowienia końcowe

Sprawa rozwijała się stopniowo, a Inter został oskarżony dopiero w lipcu 2011 roku. Zarzuty sformułował Stefano Palazzi – ten sam prokurator, który doprowadził do skazania Juventusu w pierwszej instancji.

Inter również brał udział w oszustwach związanych z aferą Calciopoli. Czerpał z tych nieregulaminowych działań korzyści o charakterze sportowym – przyznał.

I to właśnie te słowa spięły klamrą całą sprawę. Billingi od początku pokazywały jednoznacznie, że Moggi kontaktował się z odpowiedzialnymi za delegowanie arbitrów, co było niezgodne z prawem. Kłopot polega na tym, że podobne kontakty utrzymywali wtedy przedstawiciele wszystkich klubów , także Interu, co na jaw wyszło dopiero po latach – w dużej mierze dzięki stronniczemu przedstawieniu dowodów w pierwszej instancji. "Oszustwa sportowego" polegającego na stworzeniu wielowątkowego systemu wypaczającego przebieg rozgrywek nie było – były tylko dążenia poszczególnych ludzi, nie zawsze zgodne z przepisami prawa.

Sąd Najwyższy – oprócz uniewinnienia działaczy Juventusu – potwierdził także, że wyniki w sezonie 2004/05 nie zostały wypaczone przez niezgodną z przepisami działalność. Wszyscy sędziowie, którzy mieli być rzekomo sterowani przez Moggiego, zostali uniewinnieni.

Carlo Tavecchio, nowy szef FIGC 443 miliony zadośćuczynienia

Co taka sytuacja może oznaczać dla turyńskiego klubu? Już wcześniej jego obecne władze dokonały dokładnej wyceny strat. Oprócz ponownego przyznania dwóch tytułów mistrzowskich Juventus domaga się odszkodowania w kwocie 443 milionów euro. Dlaczego akurat tyle? To łączna wycena szkód.

133 miliony euro z tej sumy to straty poniesione na giełdzie, 79 milionów to przychody, które przepadły z powodu wycofania zespołu z LM. Na 110 milionów wyceniono straty związane ze spadkiem wartości marki. 60 milionów euro – tyle Juventus stracił na przyspieszonej sprzedaży zawodników (między innymi Zlatana Ibrahimovicia, Patricka Vieiry, Fabio Cannavaro, Liliana Thurama i Gianluki Zambrotty) po przesunięciu do Serie B. I wreszcie 61 milionów – suma, na która składają się straty związane z niższymi przychodami z tytułu praw telewizyjnych oraz opóźnieniami w budowie nowego stadionu. Razem: 443 miliony euro, bezprecedensowa kwota, której wcześniej żaden klub nie otrzymał na drodze prawnej.

Kogo Juventus zamierza pozwać w procesie cywilnym? Włoską Federację Piłkarską (FIGC). Jej nowy prezydent Carlo Tavecchio po wyroku Sądu Najwyższego przyznał, że obawia się nowej sytuacji.

Jakże miałbym się tym nie przejmować? Trudno zachowywać obojętność. Najbardziej zależy mi na stabilności. Przecież gdybyśmy mieli wypłacić 443 miliony euro, to zostajemy bankrutem. Doskonale rozumiem jednak to, że jeśli wygrywasz coś na boisku, to masz do tego prawo. Juventus z ery przed Calciopoli nie musiał wygrywać na drodze sądowej. Najpierw musimy rozstrzygnąć kwestię odszkodowania. Chcę porozumienia, prezes Andrea Agnelii dał się poznać jako rozsądny i otwarty człowiek, jednak nigdy nie doszliśmy do konkretów. Działamy w służbie piłki, ale nie możemy być niczyimi niewolnikami – przyznał.

Te nieco pokrętne słowa pokazują jednoznacznie, że Tavecchio jest skłonny zwrócić turyńskiemu klubowi zabrane tytuły, ale za cenę daleko idących ustępstw. Wygląda na to, że choć po decyzji Sądu Najwyższego jedna opera mydlana właśnie za nami, to lada chwila rozpocznie się nowa.

Jose Mourinho (L) i Massimo Moratti po triumfie Interu w LM w 2010 roku. Ostatni moment chwały włoskiej piłki klubowej Calciopoli a sprawa włoska

Mierząc się z ogromem faktów i pomówień związanych z aferą, warto spojrzeć na te wydarzenia w szerszej perspektywie. Zemsta Morattiego dała mu upragnioną dominację na Półwyspie Apenińskim – doprowadziła nawet do triumfu w Lidze Mistrzów, największego sukcesu jego kadencji, jednak sprzedając większościowy pakiet akcji Erickowi Thohirowi w 2013 roku włoski potentat z pewnością nie czuł się spełniony. Inter doskonale wykorzystał nową rzeczywistość, ale działał dbając tylko o to, co tu i teraz.

Brak długofalowego planowania strącił mediolańczyków z piedestału i nie trzeba było do tego żadnej afery i sankcji karnych. Ostatnie 3 sezony w Serie A to seria triumfów Juventusu. Inter zajmował kolejno dziewiąte, szóste i piąte miejsce. Zmianę miały przynieść aktualne rozgrywki, ale już widać, że choć powrót Roberto Manciniego tchnął w zespół nowego ducha, to w Interze po prostu nie ma graczy na klasową drużynę.

A znienawidzony Juventus, wbrew przeciwnościom, stopniowo rozkwitał, by wreszcie odzyskać blask. Wszystko dzięki rozważnemu planowaniu "nowej zmiany", która przejęła stery od Moggiego. Dziś Bianconeri to jedyny zespół we Włoszech, który jest właścicielem obiektu. I choć zespół z Turynu wydaje znacznie mniej na transfery i nie może równać się z czołówką Premier League, Primera Division czy Bundesligi, to dzięki dominacji na krajowych boiskach stale tę różnicę zmniejsza.

Milan po Calciopoli blask odzyskał błyskawicznie, ale był to tylko chwilowy wzlot. W 2007 roku zespół Carlo Ancelottiego wygrał LM, rewanżując się w finale Liverpoolowi (2:1) za pamiętną porażkę po rzutach karnych w Stambule dwa lata wcześniej. W 2011 roku udało się odzyskać prymat w Serie A, ale to ostatni z wielkich sukcesów. Obecny Milan w niczym nie przypomina tamtej drużyny, a jego problemy są w dużej mierze podobne do tych, z którymi boryka się sąsiad z San Siro.

Afera Calciopoli była więc tylko chwilowym "paliwem" dla Interu, ale włoska piłka wyszła na niej źle. Przedstawiciele Serie A stracili miejsce w Lidze Mistrzów na rzecz Bundesligi. Z sezonu na sezon ranga ligi spada, a kluby borykają się z problemami finansowymi. Czasy świetności – jak choćby sezon 2002/03, kiedy Włochy miały trzech przedstawicieli w półfinale LM – wydają się odległym wspomnieniem. Rozliczenie się z Calciopoli to pestka przy niesłychanie trudnym zadaniu, jakim teraz wydaje się projekt odbudowania potęgi włoskiej piłki.

Kacper Bartosiak

CZYTAJ TEŻ: CALCIO W ODWROCIE. DLACZEGO WŁOSKA PIŁKA UMIERA?

podobne informacje

Iniesta zostawi Barcelonę? "Jest taka możliwość"

Real przed historyczną szansą

Andres Iniesta trafi do Włoch?

Włoskie media: mistrzowskie Juve na "szóstkę"