tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Iga Świątek: nie będę drugą Agnieszką Radwańską

Iga Świątek to jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek młodego pokolenia. W ostatnich miesiącach piętnastolatka z Warszawy doszła do ćwierćfinału juniorskiego Roland Garros oraz zdobyła złoty i srebrny medal w mistrzostwach Europy do lat 16. W rozmowie ze SPORT.TVP.PL opowiedziała o wrażeniach z turniejów Wielkiego Szlema, zmianie trenera oraz stosunku do Agnieszki Radwańskiej.
(Fot. Facebook.com/IgaSwiatek)

Maciej Łuczak, SPORT.TVP.PL – „Nowa Agnieszka Radwańska”, „następczyni Agnieszki Radwańskiej” – takie określenia pojawiają się wokół każdej młodej dziewczyny, która osiąga tenisowe sukcesy. Ostatnio dotyczą głównie Ciebie. Jak Ty to przyjmujesz?
– Na pewno denerwuje mnie, kiedy porównują naszą technikę albo pytają, czy wzoruje się na sposobie gry Agnieszki. Ja gram zdecydowanie innym stylem – nasz tenis kompletnie się różni – uderzam agresywniej, ona woli skróty, slajsy.

–Czyli nie traktujesz jej jako swojej idolki?
– Oczywiście życzę jej sukcesów, bo w końcu jest z Polski, ale nie jestem jakąś jej wielką fanką.

(Fot. Facebook.com/IgaSwiatek) – Po wielkim sukcesie, jakim był awans do ćwierćfinału Roland Garros nagle zmieniłaś trenera. Po kilku latach skończyłaś współpracę z Michałem Kaznowskim, o którym kiedyś powiedziałaś, że to ma być na wiele lat. Z czego to wynikało to rozstanie?
– Właściwie to wszystko stało się nie po, a w trakcie Roland Garros. Mnie przy tym jednak nie było i nie miałam na to wpływu. Staram się już jednak do tego nie wracać, bo to nie jest przyjemny temat. Skupiam się teraz na zapoznaniu z nowym trenerem i nie roztrząsam tego, co się stało.

– Czyli to nie była Twoja decyzja?
– Nie, to się stało niejako obok mnie.

–A jak oceniasz Michała Lewandowskiego, swojego nowego trenera?
– Tak naprawdę dopiero się poznajemy, bo wcześniej sporo wyjeżdżałam i nie było okazji wspólnie potrenować. Pierwsze wrażenia są jednak super.

– W Polsce popularna w środowisku tenisowym jest teoria, że do zrobienia kariery niezbędny jest wyjazd w młodym wieku na Zachód, by tam trenować w jednej z wielu akademii. Czy Ty też zamierasz pójść taką drogą?
– Nie, na razie na pewno zostanę w Polsce. Rodzice nie puściliby mnie do szkoły z internatem i plan jest taki, że normalnie skończę liceum. Co prawda nie wiem jeszcze, czy ono będzie zwykłe czy sportowe, ale do żadnej szkoły tenisowej w Stanach Zjednoczonych się nie wybieram. Miałem kilka zaproszeń do różnych akademii, ale nigdy nie miałam czasu żeby tam pojechać. Trenuję w Polsce i na razie uważam, że jest mi tu ok.

– Czyli Twoim zdaniem trenując w Polsce też można zrobić karierę?
– Oczywiście, że tak. Teraz dodatkowo, kiedy przeszłam do Legii to jest jeszcze fajniej i wygodniej. Mam dużą pomoc medyczną i wszystko czego potrzebuję.

– Dotychczas brałaś udział w dwóch juniorskich turniejach Wielkiego Szlema – Roland Garros oraz Wimbledonie. Jakie masz wrażenia z gry na jednych z najważniejszych kortów świata?
– Ogromna różnica w porównaniu do zwykłych juniorskich turniejów. Na Wielkich Szlemach wszystko jest zrobione pod zawodników żeby nam było łatwo.

(Fot. Facebook.com/IgaSwiatek) – Nawet juniorów?
– Tak, na Wimbledonie dostawaliśmy różne podarunki, do pokoju przynosili nam torby z turniejowymi gadżetami. To było naprawdę miłe. Na innych zawodach organizatorzy skupiają się głównie tylko na tym, żeby sprawnie wszystko przeprowadzić.

– Czyli Wimbledon bardziej Ci spodobał niż Roland Garros?
– Trudno powiedzieć, chociaż w sumie może trochę tak było. Na Roland Garros była inna atmosfera, bo wszystko co robiliśmy znajdowało się pod jednym z głównych kortów, tym imienia Suzanne Lenglen. Na korytarzu mijałam tam wszystkie gwiazdy, a w Londynie, my juniorzy, mieliśmy osobny budynek tylko dla siebie. W Paryżu bardziej czułam się jak na Wielkim Szlemie, ale na Wimbledonie było przyjemniej choćby przez te podarunki, czy świetną organizację.

– Miałaś w Londynie albo Paryżu okazję na bliższy kontakt z którąś z gwiazd?
– Widziałam jak trenuje Andy Murray, spotkałam Agnieszkę Radwańską i rozgrzewałam się obok Garbine Muguruzy, ale nie odważyłam się do niej podejść. Teraz to w sumie trochę żałuję.

– W jednym z wywiadów powiedziałaś, że bardzo chciałabyś być sławna. Już teraz, szczególnie w środowisku tenisowym, wokół Twojej osoby powstało trochę szumu. Jak Ty to odbierasz?
– Na razie bardzo mi się podoba, ale nie wiem, jak to będzie gdyby ta „sława” jeszcze urosła. Obawiam się, ze wtedy to już może nie być takie łatwe. Ale pochwalę Ci się – dostałam nawet list od fanki. To dla mnie śmieszne i przyjemne.

– Powoli nachodzi czas, w którym z juniorów przejdziesz do dorosłego tenisa. Masz konkretny plan, kiedy ma to nastąpić?
– Nie mam tego nigdzie rozpisanego punkt po punkcie, ale wiem, że chciałabym już grać dziesięciotysięczniki (turnieje najniższej rangi dla dorosłych). Tylko do tego potrzebuję dzikich kart. Zobaczymy czy uda się je zdobyć.

– A grałaś już kiedyś w takich zawodach?
– Jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni.

– To jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące?
– Mam dwa główne cele – juniorski US Open oraz Drużynowe Mistrzostwa Świata na Węgrzech. Chciałabym tam wygrać medal dla Polski.

– Sukcesy, puchary, wywiady – to wszystko już w wieku piętnastu lat. Jak wyglądają Twoje relacje z rówieśnikami. Prowadzisz przecież dość specyficzne życie. Nie odczuwasz, że koledzy i koleżanki inaczej na Ciebie patrzą?
– Czasem, kiedy nauczyciele zapytają gdzie byłam i ja im opowiadam o miejscach, w które pojechałam na turnieje, to wtedy czuję, że to może się nie podobać moim rówieśnikom. Wiadomo jak jest z osobami, które czymś się wyróżniają.

(Fot. Facebook.com/IgaSwiatek) – Zazdroszczą Ci?
– Jest chyba kilka takich osób, ale przecież to nie moja wina, że udało mi się osiągnąć parę sukcesów.

– A po tych ostatnich dobrych wynikach nie było momentu, że choć na chwilę przewróciło Ci się w głowie? W końcu zewsząd słyszysz ostatnio pochwały.
– Nie, absolutnie nie. Nawet moja trenerka od "ogólnorozwójki" cały czas mi powtarza, że ja za mało wierzę w siebie, więc jeżeli w ogóle mam problem, to raczej w drugą stronę.

– Świetnych juniorów w Polsce w ostatnich latach jednak nie brakowało. Problem zawsze było przełożenie tego na wyniki w turniejach dla zawodowców. Masz jakieś swoje obserwacje w tym temacie? Wiesz jak takich problemów uniknąć?
– Szczerze mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale wiem, że trzeba uważać. Teraz jest najważniejszy moment w mojej karierze, kiedy się okaże czy będę grała profesjonalnie. Zdaje sobie z tego sprawę.

– W tenisa na świecie grają tysiące młodych zawodników. Do czołówki przebijają się jednostki – czy Ty myśląc o swojej karierze wierzysz, że jesteś w stanie być np. w top 10 rankingu WTA czy też zadowoliłaby Cię choćby i setna lokata?
– Nie, z setnego to na pewno nie byłabym zadowolona. Zresztą teraz to wszystko jest bardzo ciężkie. Tak jak mówisz – konkurencja jest ogromna. Muszę zacząć grać w profesjonalnych turniejach, wtedy będę mądrzejsza i łatwiej będzie porównywać się do innych osób. Najpierw to muszę zobaczyć, czy uda mi się w ogóle przebić choćby na tysięczne miejsce. Co innego oglądać tenis w telewizji, a co innego wyjść na kort.

– A często w ogóle śledzisz grę tych najlepszych?
– Nie, wystarczą mi moje mecze i treningi. Chociaż ostatnio zacząłem trochę więcej oglądać, bo kiedyś to w ogóle nie śledziłam tego, co dzieje się w czołówce. Wolę męski tenis – tam jest dużo wyższy poziom.

– A nie miewasz czasem dość tenisa?
– Jak byłam młodsza to często tak bywało. Dużo bólu sprawiało mi, że nie miałam czasu spotykać się z rówieśnikami, ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że ten sport to moja przyszłość i po prostu opłaca się trenować. Tak się staram myśleć i wiem, że nastał już czas na profesjonalizm.

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

ME 2018 piłkarek ręcznych. Polska – Dania: czerwona kartka dla Karoliny Kochaniak [WIDEO]

Kolejny przegrany turniej. Smutny obraz polskiego szczypiorniaka

Therese Johaug znowu bezkonkurencyjna. Radość Norweżki na mecie

PŚ w Tomaszowie Mazowieckim: Sebastian Kłosiński – David La Rue (bieg na 1500 m)