tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Polska sędzia w elicie UEFA. "Zaczęło się od... podstępu"

Monika Mularczyk, jedyna polska sędzia piłkarska od 2015 roku w grupie Elite UEFA, w rozmowie z dziennikarzem SPORT.TVP.PL m.in. o początkach kariery, najtrudniejszych dotychczasowych wyzwaniach i celach na najbliższe lata.
Monika Mularczyk (Ś) z asystentkami Anną Dąbrowską i Kingą Seniuk-Mikulską (fot. archiwum Moniki Mularczyk)

Prowadziła mecze kobiecej Ligi Mistrzów, finał Mistrzostw Europy Kobiet do lat 19 i finały Pucharu Polski. Była sędzią technicznym w trzech meczach Ekstraklasy mężczyzn. Przed nią mistrzostwa świata kobiet do lat 20 w Papui Nowej Gwinei (13.11 – 3.12) – transmisje w Telewizji Polskiej!

Adrian Koliński, SPORT.TVP.PL: – Jak zaczęła się ta przygoda z sędziowaniem?
Monika Mularczyk: – Na początku byłam wyłącznie asystentką. Myślałam, że nie mam odpowiednich predyspozycji do prowadzenia meczów. Wolałam biegać z boku, być w cieniu sędziego głównego. Z tym akurat nigdy nie miałam problemu.

Monika Mularczyk na meczu Wisła Kraków – ŁKS w 2008 roku (fot. PAP) – Dlaczego?
– Może dlatego, że jestem uparta? Tak sobie to tłumaczyłam, może też dlatego, że nigdy wcześniej nie sędziowałam na środku żadnego meczu. Minęło kilka lat zanim zmieniłam zdanie, co było wynikiem podstępu. Był taki mecz w Skierniewicach - sędziowie z Łódzkiego ZPN grali z sędziami z Mazowieckiego ZPN. Byłam wyznaczona na linię, ale przed wyjściem na boisko nasi prezesi stwierdzili, że zrobią zamianę i to ja będę na środku. Broniłam się, mówiłam, że nie ma takiej możliwości. Ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam się przecież rozpłakać, więc przejęłam gwizdek i tak już zostało.

– Jak poszło w tamtym meczu?
– Niewiele z niego pamiętam. Mecze sędziów prowadzi się niezwykle ciężko, bo świetnie znają przepisy, więc zostałam rzucona na głęboką wodę. A byłam wtedy "świeżynką". To był mecz na przetrwanie, a nie na pokazanie się.

– Jak często pani sędziuje?
– Zwykle jeden mecz w tygodniu.

– A na co dzień?
– Pracuję w Zespole Sportowych Szkół Ogólnokształcących w Skierniewicach, gdzie uczę wychowania fizycznego. Sama chodziłam do liceum sportowego, które jeszcze kilka lat temu było w ZSSO. Jestem zatrudniona na pół etatu, żeby pogodzić pracę z sędziowaniem, treningami i obowiązkami osobistymi.

Myślałam, że nie mam odpowiednich predyspozycji do prowadzenia meczów. Wolałam biegać z boku, być w cieniu sędziego głównego Monika Mularczyk

Monika Mularczyk i Anna Dąbrowska (fot. archiwum Moniki Mularczyk) – Jest pani w grupie Top Amator B, a to oznacza w Polsce możliwość prowadzenia spotkań do drugiej ligi mężczyzn. Często się to zdarza?
– Różnie bywa. Na szczeblu centralnym kobiety regularnie sędziują Centralną Ligę Juniorów. W okręgu rozstrzygają też w spotkaniach trzeciej i czwartej ligi. Do tego dochodzą mecze za granicą. Teraz jest ich znacznie więcej.

– Jakie są najważniejsze różnice w prowadzeniu meczów kobiet i mężczyzn?
– Wiadomo, że przepisy mamy jednakowe dla wszystkich. Największą różnicą jest tempo gry. Męska piłka jest też bardziej poukładana, przewidywalna. U kobiet jest więcej przypadku, zaskakujących zagrań i zachowań, choć to też się zmienia. Mecze najlepszych kobiecych drużyn czy to w Europie czy na świecie są naprawdę szybkie i bardzo ciekawe.

– Mężczyźni ostro reagują na decyzje arbitrów. Są grzeczniejsi, gdy widzą, że kartkę wyciąga kobieta?

– Nie ma reguły. Bywa tak, że podchodzą trochę łagodniej do nas, ale czasami musimy od początku walczyć o autorytet. Pierwszy kwadrans jest badaniem piłkarzy, czy kobieta da sobie radę, czy potrafi sędziować. Czasami mam wrażenie, że źle przyznany aut urasta do wielkiego błędu, a gdy sędziuje mężczyzna – pozostaje to niezauważone.

– Była pani kiedyś obrażona przez jakiegoś zawodnika?
– Takie sytuacje zdarzają się chyba każdemu sędziemu, ale na szczęście nie jest to częste. Pamiętam, że bramkarza w Młodej Ekstraklasie poniosły emocje na boisku, ale po meczu przyszedł do naszej szatni i mnie przeprosił.

Męska piłka jest też bardziej poukładana, przewidywalna. U kobiet jest więcej przypadku, zaskakujących zagrań i zachowań, choć to też się zmienia Monika Mularczyk

Monika Mularczyk (fot. fot. Dariusz Stoński/Pomorski-ZPN) – Najgorsze doświadczenie w karierze?
– Mecz IV ligi w Łęczycy. Byłam asystentką i nie uznałam bramki w doliczonym czasie gry dla gospodarzy. Podniosłam chorągiewkę, ponieważ zawodnik na pozycji spalonej wyraźnie przeszkadzał bramkarzowi rywali przy obronie. Decyzja prawidłowa, ale rozpętała się burza, bo dla miejscowych była niezrozumiała. Mieliśmy problemy z zejściem z boiska i wyjazdem ze stadionu. Mocno to przeżyłam, był to początek mojej przygody z sędziowaniem.

– A największa wpadka?
– Kilka lat temu w meczu drużyn młodzieżowych podyktowałam rzut karny, który widziałam chyba tylko ja.

– Który z meczów był najważniejszy?
– Finał Mistrzostw Europy do lat 19, Anglia – Francja. Turniej rozgrywany był w Walii w 2013 roku.

– Niedługo mistrzostwa świata kobiet do lat 20 w Papui Nowej Gwinei. Jest pani jedną z pięciu Europejek wybranych do prowadzenia meczów. To impreza sezonu?
– Zdecydowanie. Na razie impreza życia! Jest to turniej FIFA, można powiedzieć, trzeci w hierarchii, jeśli chodzi o kobiece, po mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich.

Pamiętam, że bramkarza w Młodej Ekstraklasie poniosły emocje na boisku, ale po meczu przyszedł do naszej szatni i mnie przeprosił. Monika Mularczyk

Monika Mularczyk z asystentkami na Estadio Santiago Bernabeu (fot. archiwum Moniki Mularczyk) – Dlaczego nie będzie polskiego zespołu sędziowskiego, na liniach mają pomagać Rumunka i Ukrainka?
– Dobre pytanie. Nie wiem dlaczego. W piłce kobiecej, w przeciwieństwie do męskiej, nie jest praktykowane delegowanie trójki z tego samego kraju na najważniejsze imprezy. Ale widać już symptomy zmian, liczę, że na kolejne mistrzostwa pojadę już w stałym, polskim składzie.

– Przed nami mistrzostwa Europy w Holandii w 2017 roku i mistrzostwa świata we Francji w 2019. To największe marzenia?
– Tak. Jeżeli zdrowie pozwoli i nie przyplącze się jakaś kontuzja, to wszystko – mam nadzieję – przede mną. Do tego jeszcze długa droga.

– Nie grała pani zawodowo w piłkę...
– Nie, trenowałam lekkoatletykę - biegałam na 800 m. Sposób poruszania się po boisku jest na pewno ważny. To co było 15 lat temu, to jednak inna bajka. Trening robiony pod kątem sędziowania jest inny, niż lekkoatletyczny.

– W męskiej Ekstraklasie widziano już sędzię techniczną.
– Tak, pierwszy raz byłam nią w 2008 roku w Krakowie podczas meczu Wisły z ŁKS , a później jeszcze w Bełchatowie i w Warszawie.

– Będzie pani niedługo sędzią głównym w Ekstraklasie?
– Powiem po europejsku: Expect unexpected...

Rozmawiał – Adrian Koliński

najpopularniejsze

MŚ 2018: Ramos, Pique i Busquets zagrozili odejściem z kadry

Andrzej Gołota: jak będzie trzeba, to dokończę sprawę

FIFA planuje rewolucję. Reprezentacja do zmiany?

Szarmach: Podolski w Górniku? Wokół jest dużo znaków zapytania

Harry Kane: chciałbym spędzić całą karierę w Tottenhamie