tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Cristiano Ronaldo. Biografia" – przeczytaj fragment

"Moi informatorzy twierdzą, że jeszcze w 2008 roku sporządzono i podpisano umowę przedwstępną łączącą Cristiano Ronaldo z Realem Madryt" – pisze Guillem Balague.
Cristiano Ronaldo (fot. Getty Images)

"Tekst umowy nie był zbyt długi, ale znalazły się na nim wszystkie niezbędne podpisy. W dokumencie Real zobowiązywał się do podpisania kontraktu z piłkarzem. Gdyby transfer nie doszedł do skutku z uwagi na zerwanie porozumienia przez jedną ze stron, miała ona zapłacić 30 milionów euro tytułem odszkodowania.

Jorge Mendes (fot. Getty Images) Warunki umowy zostały uzgodnione podczas kilku spotkań, które odbyły się w Porto i w których wzięli udział Jose Angel Sanchez i Carlos Bucero, asystenta Predraga Mijatovicia, dyrektora ds. sportowych. Na jednym z tych spotkań pojawił się także Javier Calderon, prawnik klubu.

Bucero przez całą noc rozmyślał, jak sformułować umowę przedwstępną, aby nie narażać żadnej ze stron na ryzyko. Ostatecznie uporał się z tym problemem. Mendes zaakceptował tekst tego dokumentu i pozostawało już tylko nadać mu moc prawną. 12 grudnia 2008 roku umowa została odczytana w obecności notariusza, a następnie podpisana przez Ramona Calderona oraz Jorge Mendesa, występującego w roli pełnomocnika Cristiano.

Dokument został zdeponowany u madryckiego notariusza Pablo Durana de la Coliny. Gdyby ktoś chciał do niego zajrzeć lub zabrać go z depozytu przed 30 czerwca 2009 roku, potrzebowałby do tego podpisów Mendesa i przedstawiciela Realu Madryt. Po tej dacie, gdyby któraś ze stron postanowiła naruszyć postanowienia tej umowy i upublicznić jej treść, notariusz miał obowiązek wydać egzemplarze dokumentu obu stronom.

Ogólnie wszystko wydawało się logiczne. Real Madryt i Ronaldo uzgodnili, że nie będą upubliczniać tej umowy, skoro piłkarz jest związany kontraktem z Manchesterem United.

Cristiano Ronaldo (fot. Getty Images) Miałem okazję zobaczyć egzemplarz dokumentu, który wydawał się tą umową przedwstępną. Był przechowywany w szufladzie masywnego biurka wykonanego z drewna orzecha włoskiego, wykończonego skórą w kolorze butelkowej zieleni. Osoba, która mi go pokazała, wydobyła kluczyk do szuflady z kieszeni spodni. W tym czasie siedziałem na sofie, twarzą do jedynego okna w gabinecie.

Podał mi dokument. Przez dłuższą chwilę żaden z nas się nie odzywał, żebym mógł uważnie przestudiować tekst. Nie on jeden ma egzemplarz tej umowy, ale nie zamierza jej upubliczniać. Stwierdził też, że inni jej posiadacze też tego nie chcą. Chociaż może… Przyznał, że jest ktoś, kto może być zainteresowany tym, aby dokument ujrzał światło dzienne i aby stał się on przedmiotem publicznej dyskusji. Powiedział mi, jak się z tą osobą skontaktować i jak ją przekonać.

W głowie dosłownie roiło mi się od pytań. Czy to jest zgodne z prawem? Czy zawodnik związany kontraktem z innym klubem może coś takiego podpisać? Czy to było niezbędne? Kto jako pierwszy dopuścił do wycieku? No bo przecież doszło do wycieku. Te informacje zostały mi przekazane właśnie dzięki niemu. Jeszcze wrócę do tej sprawy.

Wraz z głównym dokumentem sporządzono rzekomo dwa dodatkowe. Pierwszy, z listopada 2008 roku, był prywatnym i poufnym porozumieniem między zawodnikiem a Manchesterem United, na mocy którego ustalono cenę transferu na 80 milionów funtów. Real Madryt nie był stroną tej umowy.

Drugim dokumentem dodatkowym był list podpisany przez Cristiano Ronaldo, w którym wymienione zostały szczegółowe warunki kontaktu: piłkarz godził się na odejście do Realu Madryt za 80 milionów funtów wraz z końcem sezonu 2008/09, a gdyby postanowił zostać w angielskim klubie, zapłaciłby Realowi 30 milionów euro. Hiszpański klub musiałby wypłacić taką samą kwotę zawodnikowi, gdyby postanowił wycofać się z umowy.

Ramon Calderon (fot. Getty Images) Ramon Calderon zastanawiał się, czy nie spotkać się z Ronaldo osobiście, sprawa została jednak załatwiona bez jego udziału. Obaj rozmawiali przez telefon 12 grudnia, czyli już po tym, jak prezydent Realu i Mendes podpisali główną umowę. – Jestem bardzo podekscytowany – powiedział Cristiano Calderonowi. – Powitamy cię z otwartymi ramionami – odparł prezydent hiszpańskiego klubu. To była ich ostatnia rozmowa. Real Madryt musiał jedynie wysupłać odpowiednią kwotę. Królewscy postarali się zatem o kredyt w wysokości 70 milionów euro w Banco de Santander, a także zawarli walutowy kontrakt terminowy forward w wysokości miliona euro, na wypadek gdyby wartość funta wobec euro ulegała istotnym wahaniom (ostatecznie okazało się, że funt umocnił się w stosunku do euro, dzięki czemu Real Madryt zaoszczędził cztery miliony euro).

Pozostało już tylko zadbać o poufność całego procesu.

Gdy wszystko zostało już dopięte, w Realu odbyła się mała uroczystość z okazji pozyskania piłkarza, a Mijatović dyskretnie wysłał mu nawet strój hiszpańskiego klubu.

12 stycznia 2009 roku, miesiąc po podpisaniu umowy, obwieściłem, że Ronaldo i Real Madryt są już dogadani na sto procent. Ogłosiłem to na antenie Sky Sports i napisałem na łamach gazety „AS”.

Osoba ujawniająca tego rodzaju informacje znajduje się w dziwnej sytuacji. Miałem wiarygodnych informatorów, znałem całą historię w najdrobniejszych szczegółach i uznałem, że czas to ogłosić. Informacja o tym, że gwiazda odchodzi z jednego z najlepszych klubów, zawsze stanowi jednak zaproszenie do słownych ataków. Nagle poczułem się osamotniony: nikt nie chciał potwierdzić tego newsa, nikt nie chciał nadstawiać dla mnie karku. Nie miałem innego wyboru, jak położyć uszy po sobie i cierpliwie czekać, aż kluby oficjalnie potwierdzą transfer.

Na razie jednak Manchester United wszystkiemu zaprzeczał.

Potwierdzenie transferu było absolutnie nie na rękę Florentino Perezowi, który wierzył – albo bardzo chciał wierzyć – że jego powrót jest konieczny. Z licznych doniesień medialnych wynikało, że rozpoczęła się zakulisowa gra obliczona na zmuszenie Calderona do rozpisania przedterminowych wyborów. To Perez chciał być człowiekiem, który pokaże światu Cristiano Ronaldo w białym stroju Realu Madryt.

(fot. wsqn.pl)