tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Niezwykły rok 1994. Jak rodziła się "nowa Brazylia"

Rumuni, nasi rywale w piątkowym meczu eliminacji MŚ, wciąż żyją wspomnieniami z 1994 roku. Wtedy, na mundialu w USA, mieli najlepszą drużynę w swojej historii. Grali z polotem, wyeliminowali Argentynę, a Gheorghe Hagi pokazywał, że jest futbolowym geniuszem.

Niezwykły rok 1994. Jak rodziła się "nowa Brazylia"

Rumuni, nasi rywale w piątkowym meczu eliminacji MŚ, wciąż żyją wspomnieniami z 1994 roku. Wtedy, na mundialu w USA, mieli najlepszą drużynę w swojej historii. Grali z polotem, wyeliminowali Argentynę, a Gheorghe Hagi pokazywał, że jest futbolowym geniuszem.
Reprezentacja Rumunii przed meczem z USA w 1994 roku (fot. Getty)

Dan Petrescu, Miodrag Belodedici, Gheorghe Popescu, Dorinel Munteanu, a nade wszystko trio: Gheorghe Hagi, Ilie Dumitrescu i Florin Raducioiu. I oczywiście trener Anghel Iordanescu. W 1994 roku Rumunia zaskoczyła świat. Do dziś w Bukareszcie mówi się, że ten zespół miał szansę nawet na finał mundialu. Ostatecznie medalu nie zdobył, ale wciąż jest uważany za najlepszy w rumuńskiej historii.

Dan Petrescu (L) i Florian Raducioiu (fot. Getty) W fazie grupowej Rumuni rozbili 3:1 Kolumbię, w której upatrywano czarnego konia turnieju. Wielkie rzeczy prezentował wówczas Hagi, którego gol na 2:0 wymieniany jest wśród najpiękniejszych w dziejach. I choć potem przyszła bolesna porażka 1:4 ze Szwajcarią, zwycięstwo 1:0 z USA zapewniło Rumunom pierwsze miejsce w grupie.

W 1/8 finału doszło do meczu z Argentyną, uważanego za najlepszy na całych mistrzostwach i do dziś wymienianego wśród tzw. mundialowych klasyków. W Pasadenie Argentyńczycy wystąpili co prawda bez Diego Maradony, przyłapanego właśnie na dopingu, i bez kontuzjowanego Claudio Caniggi, ale i tak byli zdecydowanym faworytem. Simeone, Redondo, Ortega i Batistuta wydawali się nie do pokonania. Na dodatek Rumunia też była osłabiona – w ataku nie mógł zagrać zawieszony za kartki Raducioiu.


Mecz zapierał dech w piersiach. Akcja za akcję, strzał za strzał. W 11. minucie Rumuni wyszli na prowadzenie. Z rzutu wolnego Islasa zaskoczył Ilie Dumitrescu: strzelał z lewego skrzydła, w długi róg, pięknie technicznie. Po zaledwie czterech minutach Argentyna jednak wyrównała – z rzutu karnego trafił Batistuta.

Do najpiękniejszej akcji doszło chwilę później. Hagi, wówczas zawodnik włoskiej Brescii, w magiczny sposób skierował piłkę z prawego skrzydła tuż przed argentyńskie pole bramkowe, skąd niespodziewanie zza obrońców wybiegł Dumitrescu i płaskim strzałem po ziemi dał prowadzenie Rumunom. "Podanie geniusza" – pisano potem o zagraniu Hagiego, który rozgrywał wielki mecz. W 56. minucie, po szybkiej kontrze, już sam podwyższył na 3:1. Argentyna zdołała zmniejszyć straty (74. minuta – Balbo), ale tego dnia Rumunia była w nadzwyczajnej formie.

Gheorghe Hagi (fot. Getty Images) W ćwierćfinale zmierzyła się z inną rewelacją amerykańskiego turnieju – Szwecją. Do składu wrócił już Raducioiu, który był najjaśniejsza gwiazdą tamtego meczu. To po jego golu w końcówce Rumuni uratowali remis 1:1, to on trafił potem w dogrywce. Szwedzi musieli zresztą grać w dziesiątkę, po czerwonej kartce dla Schwarza. Mecz rozgrywano w Palo Alto, w samo południe, w wielkim upale; Skandynawowie wyglądali na wykończonych. I gdy wydawało się, że Rumuni pierwszy raz w historii awansują do półfinału, błąd popełnił bramkarz Prunea, który źle obliczył lot piłki, pozwalając skierować piłkę do siatki Kennetowi Anderssonowi. Remis 2:2 oznaczał rzuty karne, a w nich Szwecja miała więcej szczęścia (wygrała 5:4). Nie doszło do półfinału Rumunia – Brazylia, który mógł być niezapomianym meczem… Rumunów, którzy zazwyczaj grali w żółtych koszulkach, ochrzczono wtedy bowiem mianem "nowej Brazylii".

Na kolejnym mundialu w 1998 roku Rumuni znowu świetnie wystartowali. Pokonali Kolumbię 1:0 i Anglię 2:1. Wierzyli, że tym razem zdobędą medal. Przed ostatnim grupowym meczem z Tunezją (1:1) cała ekipa ufarbowała włosy na blond. Piłkarze obiecali, że zrobią to jeśli pokonają Anglię, poza tym miało to przynieść szczęście w kolejnych spotkaniach. Szczęścia jednak zabrakło – w 1/8 finału Rumuni przegrali z będącymi wtedy w wielkiej formie Chorwatami 0:1. Nowe fryzury nie były dobrym talizmanem, a Hagi nigdy nie zdobył medalu mistrzostw świata.

najnowsze opinie

Jerzy Chromik Piłka w mrowisku. Platoński problem

Piotr Jagiełło Wolna sobota. Fonfara jak Lennox Lewis

Rafał Rostkowski Dlaczego polscy sędziowie pomogli anulować gola Ajaksu

Piotr Sobczyński Karnawał i post