tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

„Zieloni Kanonierzy” – list z Atlantydy

Dawno, dawno temu, w Warszawie była dobra koszykówka, a Legia, jak Barcelona i Real, miała nie tylko mocny futbol, ale i najlepszy w kraju basket.
fot. materiały prasowe

W maleńkiej salce przy ul. 29 listopada działy się cuda. Mężczyźni w przykrótkich spodenkach zdobywali mistrzostwo Polski. Na trybunach siadywali Kazimierz Deyna, Władysław Stachurski czy Janusz Żmijewski. Koszykarze kolegowali się też z gwiazdami filmu i estrady. Ważniejsze mecze przenoszono do Hali Mirowskiej, która zapewniała nie trzysta tylko cztery tysiące miejsc. Chętnych by kupić bilety było znacznie więcej. Legia grywała z najpierwszymi w Europie, a nawet – co dziś niewyobrażalne – z drużyną All-Stars NBA. Wrażenia były tak silne, że młodzi chłopcy garnęli się do klubu. Zew basketu poczuł nawet późniejszy papież polskiej krytyki futbolowej – redaktor Stefan Szczepłek, który w wieku pacholęcym opuścił swoje Macondo (to jest, oczywiście – swoją Falenicę) i nie bacząc na „nikczemny” wzrost zgłosił się na trening.

Czasy były ciężkie, krajem rządził tępy gnom, nikomu się nie przelewało, a jednak koszykówka rozkwitła na kilkanaście lat. Dlaczego wtedy – nie wiadomo. W każdym razie nigdy później nie było serii medali reprezentacji na mistrzostwach Europy i serii mistrzowskich tytułów Legii. Opowieści o „Zielonych Kanonierach” (wymyślony po październikowej odwilży przydomek koszykarzy Legii) czyta się jak historię Atlantydy. Nikt jej nigdy nie widział, ale wiadomo, że była bardzo piękna.

Bohaterowie tych czasów pomału odchodzą. Parę lat temu kilku z nich (m. In Andrzej Pstrokoński, Leszek Arent) zdobyło się na odwagę i złożyło w ministerstwie sportu petycję o stanie koszykówki w Polsce. Zatroskani przeciętnością kadry, marnymi wynikami juniorów, bylejakością ligi, pamiętali z młodości, że można inaczej. Przyjęto ich na posiedzeniu sejmowej komisji. Przedstawiciele Polskiego Związku Koszykówki wytłumaczyli, że wszystko gra. Sprawa została zamknięta, ma być jak jest.

Tym bardziej warto poznać złotą dekadę lat sześćdziesiątych. Wielu (śmiem twierdzić, że większości) kibiców nie było wtedy na świecie. Historię potęgi legijnej koszykówki przyjmą jak objawienie. Autorom - Markowi i Łukaszowi Ceglińskim oraz Dariuszowi Pawłowskiemu – trzeba podziękować za bardzo staranną pracę. Ich książka jest jak drugi tom „Srebrnych chłopców Zagórskiego” – historii zdobycia przez reprezentację Polski srebrnego medalu na mistrzostwach Europy we Wrocławiu, w 1963 roku. Całe szczęście dociągnęli swą opowieść do współczesności i pokazali kiedy nastąpił zmierzch (afera na Dworcu Gdańskim) i upadek (lata dwutysięczne) koszykarskiej Legii. Na wielkie odrodzenie wciąż czekamy.

Piotr Sobczyński

fot. materiały prasowe