tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Wynik Lewandowskiego nie ma znaczenia

Artykuł pierwszy ustawy o ochronie dóbr kultury z 15 lutego 1962r stanowi, że są one „bogactwem narodowym i powinny być chronione przez wszystkich obywateli”. Temu chyba należy przypisywać oburzenie, jakiego wyrazy widoczne i słyszalne były w naszej przestrzeni publicznej po ogłoszeniu wyników Złotej Piłki za rok 2016. Robert Lewandowski naszym dobrem narodowym jest i basta.

Wynik Lewandowskiego nie ma znaczenia

Artykuł pierwszy ustawy o ochronie dóbr kultury z 15 lutego 1962r stanowi, że są one „bogactwem narodowym i powinny być chronione przez wszystkich obywateli”. Temu chyba należy przypisywać oburzenie, jakiego wyrazy widoczne i słyszalne były w naszej przestrzeni publicznej po ogłoszeniu wyników Złotej Piłki za rok 2016. Robert Lewandowski naszym dobrem narodowym jest i basta.
fot. Getty Images

Jako kapitan reprezentacji, idealny ambasador tego, co polskie i dowód na to, że Polak może uczciwie zapracować na sukces światowej skali. Zżymamy się i złościmy na (pozorną!) niesprawiedliwość, jaka go spotkała, tymczasem wynika to z niezrozumienia charakteru plebiscytu i powodów, dla których Lewandowski zajął odległe miejsce. Spieszę wyjaśnić.

Po kilku latach Złota Piłka wróciła do korzeni, czyli wyboru dokonywanego przez 173 dziennikarzy z całego świata. Uważam to za dobrą decyzję. Ballon d’Or, najbardziej prestiżowa nagroda świata futbolu, w swojej istocie jest niczym konkurs piękności. Taki pomysł. Poza tym, czy naprawdę dziennikarz z Fidżi doceni wielką pracę, jaką Lewandowski wykonał dla drużyny podczas Euro 2016? Czy może zapamięta tylko, że strzelił tylko jedną bramkę? Czy wzruszy go mistrzostwo Niemiec z Bayernem, jeśli w swoim kraju Bundesligi nie ogląda? Sukces w Złotej Piłce zależy także od klubu, w którym grasz. Ostatni przedstawiciel ligi niemieckiej wygrał dwie dekady temu i nie było to związane tylko z krajowymi wynikami.

Lewandowski powinien być trzeci Nowe kryteria

Jest więc nagroda od „France Football” rodzajem show, w którym liczy się wizerunek. Jednocześnie, mam nieodparte wrażenie, że w tym roku jurorzy nie zapoznali się zbyt dokładnie ze zmienionymi kryteriami. Po pierwsze, miały się liczyć indywidualne i drużynowe osiągnięcia (ćwierćfinał Euro2016 sukcesem był na pewno, ale mało kogo to wzrusza poza Polską, personalne statystyki Roberta nie podlegają dyskusji). Po drugie, klasa zawodnika opisana jako „umiejętności oraz fair play” – tu wiadomo. (Niektórzy pomstowali, że CR7 powinien stracić punkty przez oskarżenia o malwersacje podatkowe, choć żadnej winy mu nie udowodniono. Poza tym, sprawa wypłynęła po terminie głosowania). Po trzecie, miała się liczyć cała kariera piłkarza. Studiując głosy mam wrażenie, że wielu kolegów z jury jednak nie otworzyło załącznika ze zmodyfikowanymi wytycznymi.



Lewandowski zareagował na wyniki nietypowo dla siebie. Rok temu, po czwartym miejscu, czuł się zaszczycony, gdy w tym roku sprawy przybrały zły obrót, nazwał Złotą Piłkę „kabaretem”. Co najmniej niepotrzebnie. Uważający na każdy ruch zawodnik mógł zrazić do siebie część jurorów, a przecież za rok łatwo mi sobie wyobrazić Polaka walczącego o podium. Zapewne znów zdominuje eliminacje, Polacy awansują na Mundial, a jeśli Lewandowski odniesie wymarzony sukces w Lidze Mistrzów, będzie bardzo wysoko.

Robert Lewandowski (P) (fot. Getty Images) Najwyższy w historii

Polak zajął szesnaste miejsce, ale nie ma to przecież żadnego znaczenia. Gdybym np. dał mu pierwsze miejsce zająłby 11stą lokatę, tylko co by to zmieniło? W Złotej Piłce chodzi o wyłonienie najlepszego piłkarza między listopadem poprzedniego a listopadem bieżącego roku. Siłą rzeczy jurorzy co do zasady szukali „tego trzeciego” do duetu Ronaldo-Messi. Głosy się rozdrobniły, a Robert nie zaznaczył się jesienią wyczynem w rodzaju pięciu goli w dziewięć minut, jak w 2015 roku. W chwili, gdy głosowano, zwyczajnie o sobie nie przypomniał. Bywa i tak.

Złota Piłka ma swoją specyfikę i kluczem do tegorocznych wyników jest zrozumienie, że to nie jest klasyfikacja 23 najlepszych piłkarzy, tylko poszukiwanie jednego spośród nich. Jestem przekonany, że kapitan biało-czerwonych ma wszystko, by znaleźć się na podium w (niedalekiej) przyszłości. Gdy kiedyś szefowie Borussii nie chcieli dać mu wysokiego kontraktu argumentując, że „trzy miliony euro to jest w Polsce dużo pieniędzy” nie obraził się, tylko ciężko i sumiennie pracował, by podpisać w 2016 roku z Bayernem najwyższy kontrakt w historii Bundesligi i polskiego sportu. Nawiasem mówiąc, moi koledzy, pracujący u naszych zachodnich sąsiadów, pisali mi smsy o tym, jak dumni są z takiego obrotu spraw. Polak potrafi i udowodnił swoje, dając im powód do noszenia głów wysoko.

Jedno na koniec. Sergio Ramsowi, Andresowi Inieście, Gonzalo Higuainowi i kilku innym nie przyszło do głowy złościć się na wyniki, a przecież wielkie znakomitości czasem nie dostały nawet punktu! Powtarzam, to nie jest ocena dwudziestu najlepszych, tylko szukanie jednego. Jedynego. Życzę Robertowi, i nam wszystkim, żeby był ponad ten nie oddający jego pozycji w futbolu wynik. I by za rok nie trzech, a 173 dziennikarzy świata widziało go w gronie trzech najlepszych piłkarzy świata za 2017 rok. Najlepiej, rzecz jasna, na pierwszym miejscu.

najnowsze opinie

Maciej Iwański "Zasady głosowania Złotej Piłki ulegną zmianie"

Przemysław Babiarz "Pozbywanie się klasyka, jest odcięciem się od korzeni"

Michał Lewandowski Stawiam na Halep, ale żaden scenariusz nie będzie niespodzianką

Marek Jóźwik Lepiej późno niż za późno