tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nowy format mundialu. W co gra Gianni Infantino?

Na początku 2017 roku może zapaść decyzja, która diametralnie zmieni najważniejsze piłkarskie rozgrywki świata. Gianni Infantino mocno opowiada się za powiększeniem mundialu. Czy prezydentowi FIFA rzeczywiście chodzi o futbol, czy tylko o kolejną kadencję?
Gianni Infantino (fot. Getty Images)

Od początku był faworytem. Z tak silnym poparciem europejskich federacji po prostu nie mógł przegrać, nie mając zresztą charyzmatycznego i mocnego konkurenta. Jego wygraną przyjęto z ulgą i zadowoleniem. Media podkreślały, że najważniejszym atutem Infantino jest... brak związków ze skompromitowanym Seppem Blatterem. "To początek nowej ery. On gwarantuje transparentność i sprawiedliwość" – pisał kataloński 'Sport".

Joachim Loew (fot. Getty Images) Ilość czy jakość?

Gdzieś w cieniu tych wszystkich atutów pozostało jego spojrzenie na futbol. A tak naprawdę to właśnie plany powiększenia finałów mistrzostw świata zapewniły mu elekcję. Choć od początku jasno opowiadał się za zwiększeniem liczby uczestników, to próżno było szukać konkretów. Usłyszeliśmy je dopiero pod koniec roku.

– Koncepcja jest taka, by 16 zespołów kwalifikowało się bezpośrednio do fazy grupowej, a kolejne 32 rywalizowałyby w fazie wstępnej, która odbyłaby się w kraju organizującym mundial, przed fazą grupową. Z tego grona również pozostałoby 16 drużyn i wzięłyby one udział w normalnym, 32-zespołowym turnieju. Liczba uczestników zostałaby zwiększona do 40 lub 48 – powiedział Infantino.

Według oficjalnej wersji ma to zwiększyć zainteresowanie futbolem, a także spopularyzować go w rejonach, gdzie jeszcze nie jest na topie. Nieoficjalnie – więcej meczów to więcej pieniędzy z praw do transmisji, a przede wszystkim dodatkowe głosy mniejszych federacji, które mogą zapewnić Szwajcarowi kolejną kadencję.

W środowisku zawrzało, a najgłośniej protestują najwięksi.– Zdaje sobie sprawę, że powiększenie mundialu to szansa dla mniejszych reprezentacji na pokazanie się w wielkiej imprezie. Z drugiej strony musimy sobie uświadomić, że turniej bardzo ucierpi na tym pod względem sportowym. Czy o to rzeczywiście chodzi? – pyta retorycznie Joachim Loew, cytowany przez "Die Welt".

Pep Guardiola (fot. Getty Images) "Wszystko po to, by zabić piłkarzy"

Selekcjoner reprezentacji Niemiec odwołuje się do doświadczeń związanych z mistrzostwami Europy. We Francji po raz pierwszy wystąpiły 24 zespoły. Tymczasem emocji wyraźnie nie przybyło, a jakość gry – zdaniem dużej grupy piłkarzy i trenerów – spadła. Powiększenie turnieju głównego to także obniżenie wagi eliminacji. Jeśli łatwiej awansować, to stawka takiej rywalizacji jest znacznie mniejsza.

Stanowczo zaprotestowało też Europejskie Stowarzyszenie Klubów. "Polityka i sukces komercyjny nie mogą być priorytetami w futbolu" – napisał jego prezes Karl-Heinz Rummenigge w liście otwartym do prezydenta FIFA. Drużyny ze Starego Kontynentu "dostarczają" najwięcej piłkarzy na reprezentacyjne imprezy – podczas mundialu w Brazylii zawodnicy występujący na co dzień w Europie stanowili aż 76 procent wszystkich uczestników.

Inną wadę projektu dostrzega Pep Guardiola. – Wszystko zmierza do tego, by zabić piłkarzy. Intensywność gry jest coraz większa, a my zamiast dążyć do zmniejszenia liczby spotkań, chcemy ją jeszcze zwiększyć. Zawodnicy muszą mieć czas na odpoczynek. Zarówno fizyczny, jak i psychiczny – skomentował menedżer Manchesteru City.

Inaczej widzi to Infantino. – Nawet jeśli zaakceptujemy 48-zespołowy format, to nie zwiększy się liczba meczów dla poszczególnych zawodników. A więc nie będzie miało to wpływu na zdrowie zawodników. Jedyną różnicą jest to, że 6-8 krajów więcej będzie mogło celebrować wyjątkowe wydarzenie, jakim są mistrzostwa świata – powiedział podczas konferencji prasowej w Jokohamie.

Reprezentacja Niemiec z Pucharem Świata (fot. Getty Images) Liczenie szabel

Nawet jeśli udałoby się wypracować rozwiązanie, które co najmniej utrzymałoby aktualną liczbę spotkań, to trudniej wykluczyć inne zagrożenie. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jeśli w 3-zespołowej grupie drużyna A pokona zespół B 5:0, a ten zwycięży reprezentację C 1:0, to zespoły A i C przystępowałyby do ostatniej kolejki z wiedzą, jaki wynik dawałby im awans do kolejnej rundy. Idealny grunt dla wszelkich teorii spiskowych.

Z powiększeniem MŚ powiązany jest inny pomysł Infantino. Turniej nie odbywałby się w jednym czy dwóch krajach, tak jak dotychczas, a zostałby rozdzielony na większą liczbę. Jak argumentował Szwajcar, dzięki temu można wykorzystać większą liczbę obiektów sportowych, czyniąc ich budowę i utrzymanie bardziej opłacalnymi. To logiczne rozwiązanie, bo trudno byłoby znaleźć organizatora, mogącego udźwignąć ciężar imprezy złożonej z 48 drużyn.

Infantino na razie jest nieugięty. Jeśli dotrzyma swojej obietnicy wyborczej, to przedmiotem dyskusji pozostanie jedynie format powiększenia turnieju finałowego, a nie sama idea. Mądrzejsi będziemy na początku stycznia, po kongresie światowej federacji w Zurychu. Chyba że piłkarscy giganci zbudują większy front przeciwko proponowanym zmianom. Przyszłość mistrzostw świata może rozstrzygnąć się liczeniem szabli.