tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Niewolnicy z własnej woli. Co począć z takimi jak Payet?

Dimitri Payet, Aleksandar Prijović i Julian Draxler to tylko najnowsze przypadki piłkarzy, którzy postanowili, że nie będą więcej grali w swoich klubach. Mimo ważnych kontraktów. Takich zawodników z każdym oknem transferowym jest coraz więcej. Co mogą kluby? Niewiele. Przecież "z niewolnika nie ma pracownika"...
Slaven Bilić (L) i Dimitri Payet (fot. Getty)

Muszę wam coś przekazać. Dimitri Payet nie chce więcej grać dla West Hamu – gdy Slaven Bilić mówił to na konferencji, był autentycznie podłamany. – To jeden z naszych najlepszych piłkarzy albo w ogóle najlepszy. Dlatego daliśmy mu taki długi kontrakt. A dziś odmawia on gry – wyznał Chorwat. Internauci dla żartu podłożyli nawet pod wypowiedź Bilicia smutną melodię, ale fanom Młotów nie jest do śmiechu.

Wiele razy słyszałem, że żaden piłkarz nie jest większy od klubu. W tym przypadku to stwierdzenie nie może być bardziej błędne. Dimitri po prostu odmówił gry. Nie będzie więc trenował z zespołem. Ale nasze stanowisko pozostaje niezmienne – on nie jest na sprzedaż – to jeszcze raz Bilić. Francuz ma w Londynie kontrakt do 2021 roku. Co ma więc z nim zrobić West Ham? Płacić 120 tysięcy funtów tygodniowo piłkarzowi, który będzie trenował z rezerwami? Sytuacja jest patowa.

Na celowniku: Aleksandar Prijović odpowiada na pytania kibiców Lista niecierpliwych

Payet nie był jednak pierwszy. Kilka dni wcześniej Aleksandar Prijović oznajmił na łamach "Super Expressu", że "jego misja w Legii dobiegła końca", chociaż ma jeszcze dwa i pół roku kontraktu. Niemiec Julian Draxler ma 23 lata, a już dwa razy wymuszał odejście – najpierw z Schalke, a teraz z Wolfsburga. W ostatnich latach "niewolników" robili z siebie m.in. Luis Suarez, Raheem Sterling, Yaya Toure, Luka Modrić, Henrich Mchitarjan, a nawet nasz Robert Lewandowski. William Gallas zagroził nawet kiedyś, że jeśli znajdzie się w składzie Chelsea, to strzeli samobója.

Nie zawsze wina leżała wyłącznie po stronie piłkarza, ale zawsze efekt był ten sam: na koniec i tak klub pozwalał mu odejść. Sterling trafił do City, Draxler jest już w PSG, a Prijović ma lada chwila odejść z Legii do PAOK-u Saloniki. Angielskie media twierdzą też, że – mimo słów Bilicia – West Ham jest gotów sprzedać Payeta zimą. Chiny czekają. Jednym z niewielu chlubnych przykładów jest Lewandowski, który w końcu porozumiał się z Borussią i poczekał z przenosinami do Bayernu jeszcze rok, aż skończył się jego kontrakt w Dortmundzie.

Julian Draxler (fot. PAP/EPA) Zesłanie albo rozstanie

Prawnicy sportowi wskazują, że polubowne rozstanie (czytaj: jak najdroższa sprzedaż zbuntowanego piłkarza) to jedyne rozwiązanie korzystne dla klubu. Owszem, West Ham mógłby – jak podpowiadają brytyjskie media – zatrzymać Payeta w klubie i co dwa tygodnie nakładać na niego kolejne odszkodowania, każde w wysokości 250 tysięcy funtów. Ale wtedy straci i najlepszego piłkarza, i duże pieniądze, które mógłby zarobić na jego sprzedaży.

Podstawowym dokumentem regulującym stosunki między piłkarzem i klubem jest umowa. A praktycznie w każdej umowie zawarte są zapisy, według których zawodnik migający się od występów może być obciążany odszkodowaniami – mówi nam Łukasz Bachleda–Księdzularz, właściciel kancelarii prawa sportowego.

Poza rekompensatą finansową klub może zesłać piłkarza do rezerw albo odsunąć od treningów. Ale dla zbuntowanego zawodnika to nic dobrego – musi mieć świadomość, że traci wtedy na wartości przez co spada zainteresowanie nim – dodaje prawnik. Na "Klubach Kokosa" tracą i piłkarze, i kluby.

(fot. Getty Images) To samo tyczy się rozwiązania umowy z zawodnikiem z jego winy. Polskie kluby mogą na przykład – zgodnie z przepisami PZPN i FIFA – zwolnić piłkarza i dochodzić od niego odszkodowania, jeśli trzykrotnie nie pojawi się on na treningu bez usprawiedliwienia. Takie rozwiązanie jest jednak po pierwsze żmudne i czasochłonne, a po drugie – niekorzystne finansowo. Póki w piłkarskich federacjach nie pojawi się pomysł nakładania na nielojalnych graczy kar zawieszenia, puty ich pracodawcy będą na straconej pozycji.

Najnowszy "niewolnik" to Diego Costa. Lider strzelców Premier League dopiero co zapewniał o przywiązaniu do Chelsea, ale gdy tylko usłyszał o 30 mln funtów za rok oferowanych przez Chińczyków, postanowił zrobić wszystko, by klub się go pozbył. Możliwe jednak, że się przeliczył. Roman Abramowicz nie chce go puścić. A jeśli Rosjanin się uprze, Costa może dwa lata pozostałe do końca kontraktu spędzić w "Klubie Kokosa" albo na wypożyczeniach.

W transferowym sporze jest jeszcze trzecia strona, mająca najmniej do powiedzenia. To kibice, których zaufanie co pół roku wystawiane jest na próbę. Dla nich jedynym wyjściem jest zwykle wyrzucenie do kosza koszulki z nazwiskiem idola. I próba wytłumaczenia sobie, że "to przecież tylko miejsce pracy" dla współczesnych, piłkarskich najemników.

Aktualizacja:

O opinię poprosiliśmy również mec. Pawła Kokota – Dyrektor Departamentu Sportu kancelarii Masiota i Wspólnicy – który uczestniczył przy powstawaniu prawa kontraktowego w Polsce. Oto jego wypowiedzi:

– Bunt zawodnika przeciwko klubowi zwykle nie przynosi nic dobrego ani jednej, ani drugiej stronie. Wydaje się, że słynne Kluby Kokosa, niczym nieuzasadnione zsyłanie zawodników do rezerw itd. to już przeszłość. Zawsze jednak konflikt na linii zawodnik – klub to bardzo trudna sytuacja. Takie spory najlepiej rozwiązywać polubownie.

– Z doświadczenia wiem, że co do zasady kontrakt zawodnika z klubem nakłada na tego pierwszego szereg obowiązków, począwszy od zobowiązania do uczestnictwa w meczach czy treningach klubu. Nieusprawiedliwiona i nieuzasadniona odmowa gry jest więc rzecz jasna naruszeniem kontraktu przez zawodnika.

– Poza kontraktem profesjonalnym, stosunki między piłkarzami a klubami regulują – w przypadku Polski – przepisy PZPN. A konkretniej uchwała Zarządu PZPN pod nazwą "Minimalne wymagania dla standardowych kontraktów zawodników w sektorze zawodowej piłki nożnej". Ta uchwała zawiera najważniejsze postanowienia regulujące obowiązki klubów i zawodników – jest swoistym minimum, które musi znaleźć się w każdym kontrakcie profesjonalnego piłkarza.

– Co do zasady, ani klub, ani zawodnik nie mają możliwości jednostronnego rozwiązania kontraktu. W przepisach FIFA i PZPN są jednak przewidziane wyjątki. Przykładowo, PZPN-owskie „Minimalne wymagania” dają klubowi możliwość jednostronnego rozwiązania kontraktu w przypadku, gdy zawodnik wziął udział w zakładach bukmacherskich dotyczących rozgrywek piłkarskich albo gdy zawodnik trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy nie pojawił się na treningu bez usprawiedliwienia. W takiej sytuacji Zawodnik może zostać ponadto zobowiązany do zapłaty odszkodowania.

najpopularniejsze

Radwańska wraca na kort. Transmisja w TVP Sport i SPORT.TVP.PL

Joshua wzruszył trenera. Kupił mu... [WIDEO]

Ostra reakcja Williams. "Możesz mnie obrażać..."

Gollob już wybudzony ze śpiączki. "Świetna informacja"

Polska – Kazachstan 0:1. Druga porażka biało-czerwonych