tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Bogusław Baniak: Burkina Faso w amoku

– Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Ręce i nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, nie mogłem niczego zjeść i miałem bardzo wysoką temperaturę. To był amok. Malaria zabija wielu ludzi w Afryce – mówi Bogusław Baniak, trener reprezentacji Burkina Faso U-15 oraz koordynator kadr U-17 i U-20.
Bogusław Baniak (fot. PAP/Adam Ciereszko)

Mateusz Karoń, SPORT.TVP.PL: – Na łamach „Katowickiego Sportu” przeczytałem, że groziła panu śmierć.
Bogusław Baniak:
– Wszystko przez malarię. Dwa razy miałem do czynienia z tą chorobą. Za pierwszym razem myślałem, że to jakaś grypa. Przebiegała dość łagodnie i szybko mi przeszło. W drugiej sytuacji było znacznie gorzej. Lekarze obawiali się o życie, przeniesiono mnie do kliniki ambasady amerykańskiej, gdzie otrzymałem silne leki.

– Jak to przebiegało?
– Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Ręce i nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, nie mogłem niczego zjeść i miałem bardzo wysoką temperaturę. To był amok. Ten obłęd wykańcza człowieka nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Stąd pewnie duża śmiertelność obywateli Burkina Faso.

fot. Getty Images – Udało się wygrać z chorobą…
– Mam opiekę lekarza federacji. Zadzwoniłem. Przyjechał natychmiast, przez dzień leżałem w jego klinice, ale szybko zdecydował, że trzeba mnie przenieść.

– Malaria częściej dopada przyjezdnych?
– Tak, choć można się zabezpieczyć. Oczywiście miałem szczepienie, ale czasami to nie wystarczy. Występują tu maleńkie komary; są tak małe, że prawie ich nie widać; wieczorami kąsają na potęgę. Ludność ma z nimi ogromne problemy.

– Przeciętna długość życia mieszkańców Burkina Faso jest mniej niż 50 lat.
– Brakuje pieniędzy na medykamenty, więc ludzie umierają. Mój największy sukces to uratowanie dwójki dzieci. Jeden to chłopiec o imieniu Magira. Jego mama zapukała do mnie w środku nocy z prośbą o pomoc. Zawiozłem go do kliniki, za którą zapłaciłem. Dziś nazywa mnie „papą”.

– Biedę widać na każdym kroku?
– Nie. Jest duże rozwarstwienie, bo nie ma klasy średniej. Są też poważni biznesmeni, widziałem mnóstwo samochodów wartych po pół miliona, lecz wielu rodzinom brakuje na wszystko. Burkińczycy są ubodzy, ale solidarni.

– Były piłkarz Górnika Zabrze, Erwin Wilczek, pracował jako trener w Gabonie i opowiadał, że brakowało piłek.
– To najmniejszy problem. Czasami piłkarze nie mają na paliwo, a najgorsze jest to, że część młodych zawodników nie może nawet zjeść więcej niż jednego posiłku dziennie. Federacja gwarantuje pieniądze tylko podczas zgrupowań. Przy dwóch treningach sytuacja robi się niewesoła…

PAP/Adam Ciereszko – To sprawa kluczowa?
– Większość nie jest w stanie chodzić do szkoły. Mówią tylko w języku mossi. Dlatego mój projekt to futbol i nauka. Dzięki zgrupowaniom chłopcy uczą się także francuskiego.

– W jakich warunkach trenujecie?
– Mamy trzy boiska: jedno sztuczne i dwa naturalne. Nie jest to centrum treningowe takie jak w Wiśle Kraków, ale dajemy radę. Zawodnicy otrzymują również suplementy.

– Ten rejon świata to dwie pory roku. Dziewięciomiesięczna sucha i trzymiesięczna deszczowa. Jak pracować?
– Pierwszy trening zaczynamy o 6:30. Drugi o 15:30 w temperaturze wynoszącej nawet 40 stopni. Inaczej się nie da, ponieważ około 18 zapada zmrok. Zachód słońca trwa krótko.

– Życie w Burkina Faso jest pewnie uciążliwe?

– Nie narzekam. Federacja zapewniła mi dom z basenem, dwa samochody, asystentów i ochronę w nocy. Uciążliwości dostrzegam dopiero, gdy wyjdę na ulicę. Nie ma pieniędzy, przemysł jest słabo rozwinięty, ale mimo strasznej biedy Burkińczykom z twarzy nie schodzą uśmiechy. Lubią sobie pomagać. Przez miesiąc urlopu w Polsce zobaczyłem więcej nienawiści niż tam od początku pobytu. Życzyłbym sobie, żeby chociaż połowa z nas miała takie usposobienie jak ludzie z Burkina Faso.

– Chyba nie jest tam za bezpiecznie?
– To prawda, przeżyłem dwa zamachy. Za pierwszym razem jakiś generał obudził się w nocy i postanowił przejąć władzę. Wziął dwustu żołnierzy, a potem urządzili jatkę. A rok temu dwaj Malijczycy ostrzelali hotel oraz restaurację „Cappuccino”. Zginęły dzieci, które znałem…

fot. Getty Images – Był pan tam?
– Miałem być. Włoska rodzina zaprosiła mnie na spotkanie, ale odmówiłem. Chciałem obejrzeć mecz piłkarzy ręcznych z Serbią. To chyba dar Boga, że udało mi się znaleźć transmisję z mistrzostw Europy. Gdybym nie mógł oglądać… Akurat w czasie spotkania rozpoczął się zamach. Widziałem jego skutki następnego dnia. Nie do opisania.

– Stracił pan kogoś bliskiego?
– Mój kolega, właściciel "Cappuccino" i jego dziecko zginęli. Matka miała szczęście, bo poszła do toalety. Jeszcze kilka dni po tym wydarzeniu nie mogłem się otrząsnąć.

– Nie pojawiła się myśl o ucieczce?

– Wiele razy pakowałem walizki, miałem dość wszystkiego, ale Burkińczycy to wspaniali ludzie, ich pogoda ducha pozwala szybko zapomnieć o przykrych wydarzeniach.

– Ten kraj chyba oszalał na punkcie piłki?

– Jak nie ma chleba, to trzeba igrzysk. Reprezentanci są idolami. W Wagadugu zbudowano duży stadion narodowy, który często zapełnia się do ostatniego miejsca. Podczas eliminacji widziałem eksplozję radości po golu dającym awans do Pucharu Narodów Afryki. Coś nieprawdopodobnego, szał był tak ogromny, że dzień później dano wolne w pracy.

– Miał pan być przy pierwszej reprezentacji w czasie tego turnieju.
– Moim zdaniem było przygotowanie raportu. Na razie jest problem z organizacją wyjazdu do Gabonu, bo z urlopu wracałem pięć dni. Najpierw utknąłem na lotnisku w Berlinie. Według planu miałem wylądować w Stambule, ale te dwa porty lotnicze zostały zamknięte przez śnieżyce. Wreszcie dotarłem na miejsce. Przez opóźnienia nie zdążyłem wyrobić wizy i teraz czekam na decyzję. Gabończycy inaczej traktują Europejczyków, nawet prezydent federacji piłkarskiej nie może zbyt wiele wskórać. Mój asystent został ze mną. Ci ludzie są niebywale honorowi. Powiedział, że bez "coacha" się stąd nie ruszy.

fot. Getty Images – Prezesi polskich klubów często pewnie dzwonią w sprawie graczy z Burkina Faso?
– Kilkunastu menedżerów pytało, ale obecnie nie zamierzam działać w tej roli. Nie przyjechałem tu handlować piłkarzami, tylko pomagać w rozwoju futbolu. Oczywiście mam zeszyt z nazwiskami utalentowanych, wszystko zapisuję, bo to element mojej pracy.

– Talentów jest wiele?
– Tak, oni są stworzeni do piłki. Prawie nie mają tkanki tłuszczowej, bo też niespecjalnie byłoby z czego ją zbudować...

– To silni i szybcy zawodnicy?
– Tak, a oprócz tego dysponują nieprawdopodobną techniką.

– Ponoć piłkarze z Czarnego Lądu są niezdyscyplinowani taktycznie.
– 100 procent prawdy. Jak się ogląda Puchar Narodów Afryki, to w pierwszej połowie da się zaobserwować realizację założeń. Po przerwie zazwyczaj plan znika. Od 50. minuty widzimy chaos. Wszyscy chcą się pokazać, sprzedać jakiemuś menedżerowi, więc próbują rajdów. Charakter solistów bierze górę.

– Marzenie większości graczy to wyjazd do Europy?
– Wiara w białego człowieka jest tu ogromna. Trener czy skaut z Europy to ich wielka szansa. Zresztą, jakbyśmy zapytali któregoś zawodnika o cele, odpowiedziałby bez wahania: „oddam życie za swój kraj, ale chciałbym wyjechać do was”.

– Możemy się spodziewać jakiegoś pańskiego transferu?
– Po wygaśnięciu kontraktu mogę współpracować z agentami, przygotowując im informacje o tutejszych zawodnikach.

– Praca trenera w Afryce to głównie nauka taktyki?
– Zdecydowanie. Przesuwanie, animacje, zachowanie na poszczególnych pozycjach; mówiąc ogólnie – podstawy. Muszę wdrożyć system 4-2-3-1, ponieważ taki preferuje selekcjoner Paulo Jorge Duarte. Cel jest taki, by do następnych mistrzostw kontynentu wychować piłkarzy. W tej chwili mamy graczy występujących wyłącznie poza krajem, a młodzież potrzebuje wzorów na miejscu. Taka jest wola ludu.

– Od Erwina Wilczka słyszałem, że Afrykanie mają wiele nietypowych zwyczajów.
– Po odprawie dostają czas wolny. Wtedy do sali wchodzi szaman ubrany w ich barwy. Zaczynają śpiewać, tańczyć, skakać, a ten mag posypuje ich jakimiś proszkami. Mnie się to nawet podoba, że robią to tuż przed meczem. Po pierwsze: znakomita forma rozgrzewki. Po drugie: dzięki temu wychodzą na boisko w jakimś nietypowym stanie. Nie nazwałbym tego koncentracją. To już przypomina amok. Chciałem kiedyś nagrać ten obrządek, ale oni wolą się tym nie dzielić z Europejczykami.

– Wiąże pan przyszłość z Afryką?

– Umowa wygasa za dwa miesiące. Mieliśmy rozmawiać w Gabonie na temat przedłużenia do 2019, ale spotkanie się nie odbyło. Są też inne zapytania, mnie ciągnie do piłki seniorskiej. Chciałbym poprowadzić jakąś reprezentację. Może uda się olimpijską?

Rozmawiał Mateusz Karoń
***
Bogusław Baniak – były trener między innymi Lecha Poznań i Pogoni Szczecin. Objęty postępowaniami w sprawie korupcji w polskiej piłce, które umorzono. Od 2015 selekcjoner reprezentacji Burkina Faso U-15 oraz koordynator kadr U-20 i U-17.

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

ME 2018 piłkarek ręcznych: tytuł dla Francuzek. Nie przeszkodziła im decyzja sędziów

Wojciech Fortuna wskazał faworyta TCS. "Nasi spróbują go dorwać"

Mistrzowska zagrywka Bońka. "Wolę młodzieżowca z Polski niż z Mołdawii"

PŚ w Tomaszowie Mazowieckim. Zbigniew Bródka: start w Polsce to spełnienie marzeń