tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Napięcie nie spada. Suarez: śmieję się z drugiej kartki

Ostatni gwizdek sędziego Gila Manzano wcale nie zmniejszył temperatury towarzyszącej meczowi Barcelona z Atletico (1:1), który dał awans Dumie Katalonii do finału Pucharu Króla. Obydwie drużyny nie szczędziły uszczypliwości pod adresem arbitra, który wyrzucił z boiska trzech piłkarzy i nie uznał prawidłowej bramki Antoine'a Griezmanna.
Luis Suarez (fot. Getty)

Tuż po meczu pierwszy do ataku przystąpił Luis Suarez, który kwestionował dwie żółte kartki, które zobaczył w trakcie meczu. – To było moje pierwsze przewinienie. Sędzia tradycyjnie niczego mi nie wyjaśnił. Z drugiej kartki się śmieję, było widać, że tak ma być. To nie był nawet faul, ale wiadomo… Nie zrobiłem absolutnie nic. Mam nadzieję, że klub się odwoła – doszukiwał się złych intencji Urugwajczyk.

Na temat odwołania wypowiedział się również Luis Enrique. – Zgadzam się, trzeba się odwołać, ale wystarczy cofnąć się w czasie i widać, jakie są efekty tych odwołań… – narzekał szkoleniowiec Barcelony.

Diego Simeone (fot. Getty) Temat arbitrów poruszył oczywiście również Diego Simeone, który miał słuszne pretensje o nieuznanego gola Antoine'a Griezmanna. – Sędziowie mogą popełniać błędy – tak jak piłkarze. Graczy można jednak odstawić, ale nie wiem czy jest to możliwe w przypadku sędziów. Taka jest piłka i tym razem dotknęło to akurat nas. Jasno wiem, dlaczego w Lidze Mistrzów mamy większe szanse niż w La Lidze czy pucharze – ironizował argentyński trener.



– Na koniec wydawało się, że wszyscy oszaleli. To trudne mecze o dużej intensywności. Muszę zobaczyć akcję z udziałem Suareza – już nieco spokojniej wypowiadał się Andres Iniesta. 

W podobnym tonie mówił Ivan Rakitić. – Napięcie nie pomagało sędziemu. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Szkoda, że dwóch naszych zawodników nie będzie mogło zagrać razem z nami, ale tak już jest – stwierdził po meczu chorwacki pomocnik Barcelony.

Czerwone kartki dla Suareza i Sergiego Roberto to nie jedyne zmartwienie Luisa Enrique. Mecz kulejąc zakończył Javier Mascherano. – Nie wiem, czy jakaś drużyna w Europie rozegrała tyle meczów w styczniu, odpoczywając między spotkaniami tylko przez 60 godzin. Taki terminarz sprawia, że zawodnicy doznają kontuzji – skarżył się na natężenie gier szkoleniowiec Barcy.

Na razie nie wiadomo ile potrwa przerwa w grze Argentyńczyka. Na pewno nie wystąpi w najbliższy weekend w meczu z Deportivo Alaves.

Zobacz także Barcelona – Atletico 1:1. Finał dla Blaugrany. Atletico okradzione z gola

podobne informacje

Media: Frenkie de Jong oszukał Barcelonę. Postawił na innego giganta

Media: prosił już pięć razy. Neymar chce wrócić do Barcelony

10 milionów to za drogo dla Arsenalu. "Stać nas tylko na wypożyczenia"

Kolejny problem Realu. "Bernabeu pustoszeje"