tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Trzydziesty sezon Golloba. Metamorfozy profesora

Kochają go miliony, drugie tyle nienawidzi. Szanują wszyscy. Przed Tomaszem Gollobem trzydziesty sezon w karierze. Mistrz świata z 2010 roku przez całą swoją bogatą karierę przechodził metamorfozę. Z buntowniczego "zabijaki" do dżentelmena żużlowych torów.

Trzydziesty sezon Golloba. Metamorfozy profesora

Kochają go miliony, drugie tyle nienawidzi. Szanują wszyscy. Przed Tomaszem Gollobem trzydziesty sezon w karierze. Mistrz świata z 2010 roku przez całą swoją bogatą karierę przechodził metamorfozę. Z buntowniczego "zabijaki" do dżentelmena żużlowych torów.
Tomasz Gollob (fot. PAP)

W maju na Stadionie Narodowym w Warszawie – po 26 latach jazdy z orzełkiem na plastronie – pożegnał się z reprezentacją Polski. Publiczność zgotowała mu owację na stojąco, a łzy spłynęły po twarzy najwybitniejszego polskiego żużlowca. Nie zawsze było jednak tak kolorowo...

Arogancki młokos z bloku wschodniego

Już pierwszego dnia, kiedy wsiadł na motocykl, wielu widziało w nim przyszłego mistrza świata. Na pewno jedną z takich osób był ojciec Tomasza – Władysław. Były menadżer żużlowy wmawiał to wszystkim, spotkanym na swojej drodze. Trudno aby w tej sytuacji nie odbiło się to na młodym zawodniku, który mimo że jeździł pod olbrzymią presją, to bardzo szybko zaczął osiągać sukcesy.

Na torze jeździł bezpardonowo, często na pograniczu przewinienia. W wielu polskich miastach spotykał się przez to z dezaprobatą. Przy okazji meczów ligowych, kiedy przyjeżdżał ze swoją Polonią Bydgoszcz, był wygwizdywany. Nonszalanckie wypowiedzi ojca oraz jego samego nie przysparzały mu zwolenników. Był w tym wszystkim "jakiś". Tak samo na torze, jak i poza nim. Dlatego przyciągał na trybuny tłumy.

Charakter Golloba w 1993 roku, kiedy debiutował w zawodach o mistrzostwo świata, poznała żużlowa elita, która w tamtych czasach składała się przede wszystkim z zawodników ze Skandynawii oraz Wysp Brytyjskich. Człowieka z bloku wschodniego nikt nie traktował poważnie. Gollob chodził własnymi ścieżkami, będąc nielubianym w środowisku. Z jednej strony za swoje podejście do życia, z drugiej za to, że był... po prostu dobry i szybko zaczął się rozpychać łokciami.

Tomasz Gollob (fot. PAP)

Ring wolny. Boyce nokautuje Golloba

W pewnym momencie wszystko urosło do takich rozmiarów, że w stawce szesnastu zawodników walczących o tytuł mistrza świata, piętnastka walczyła z Gollobem. Ten jeździł brawurowo, aż miarka się przebrała. W 1995 roku podczas Grand Prix Anglii w Hackney Polak podcina Craiga Boyce'a. Ten upada, ale szybko się podnosi i biegnie w stronę Golloba, siedzącego na motocyklu. Australijczyk wyprowadza cios w głowę Polaka, który znokautowany upada na tor.

Światowa federacja nakłada karę na agresora, na którą składają się pozostali zawodnicy w stawce. To najlepiej świadczy o tym, jak Gollob był traktowany przez najlepszych żużlowców globu.

Pech? To jakby nic nie powiedzieć

Gollob walczył z całym światem. Walczył skutecznie, bo już w 1997 roku zdobywa pierwszy medal Grand Prix. Za tym idzie metamorfoza. Tomasz zaczyna uczyć się języka angielskiego, przez co staje się bardziej otwarty dla żużlowego światka. Żeni się, rodzi mu się dziecko, co sprawia, że zaczyna bardziej uważać na torze. Szanować rywali.

W 1999 roku jest żużlowcem kompletnym. Gotowym na tytuł mistrza świata. Jest także innym człowiekiem. Człowiekiem, przeciwko któremu nie gra cały świat, a zaczyna się dokładnie przyglądać. Młodsi zawodnicy zaczynają się na nim wzorować, tak jak kiedyś Gollob wzorował się na Hansie Nielsenie.

Polak od pierwszej do przedostatniej rundy cyklu Grand Prix prowadzi w klasyfikacji generalnej. Tydzień przed ostatnimi zawodami o tytuł jedzie do Wrocławia na zawody o Złoty Kask. Tam dochodzi do makabrycznego wypadku z udziałem Golloba. Lider cyklu Grand Prix przelatuje przez bandę, uderza w słupek, traci przytomność i opuszek palca.

Bydgoszczanin startuje w duńskiej rundzie Grand Prix na silnych lekach przeciwbólowych. Zdobywa tylko osiem punktów i traci tytuł na rzecz Tony'ego Rickardssona.

Tomasz Gollob (fot. PAP)

Dziesięć długich sezonów

Gollob na pierwszy i ostatni tytuł indywidualnego mistrza świata musiał czekać kolejne dziesięć sezonów. W między czasie zostaje poturbowany w wypadku samochodowym oraz lotniczym. Wszystko to odbija się na psychice mistrza. Polak zaczyna inaczej podchodzić do życia, jeszcze bardziej je szanować, tak samo jak swoich rywali z toru. Staje się wzorem do naśladowania.

W 2010 roku już nic nie stanęło mu na drodze. Jeszcze przed ostatnimi zawodami Grand Prix zapewnia sobie tytuł mistrzowski. Jest zawodnikiem spełnionym.

Przed nim trzydziesty sezon. Trzeci w barwach GKM-u Grudziądz. Nadal czarują efektowną jazdą. Z tą różnicą, że zostawia miejsce rywalom z toru, za co jest szanowany w każdym mieście w Polsce. Na każdym stadionie jest owacyjnie witany. Rywale się przed nim kłaniają. Poczynając od 47-letniego Grega Hancocka, kończąc na młokosie Bartoszu Zmarzliku, którego Gollob ochrzcił swoim następcą.

Tomasz Gollob (fot. PAP)

najnowsze opinie

Adam Małysz "40. urodziny? Wolę o tym nie myśleć"

Adam Małysz Emocje są takie, że nie śpię po nocach

Kacper Bartosiak Niekwestionowany. Lewis ostatnim takim mistrzem...

Bartłomiej Rabij Za duzi, za bogaci. Kluby z Meksyku bez konkurencji