tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Opowieści z tafli NHL" – przeczytaj fragment książki

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że czasem niełatwo jest zachować zimną krew. W sezonie 1973/74 Flyers zdobyli swój pierwszy Puchar Stanleya.
Wayne Gretzky (fot. Getty Images)

APLIKACJA TVP SPORT – JAK POBRAĆ?

Pamiętam, że gdy miałem 13 lat, mój ojciec powtarzał: – To nie jest dla ciebie. – O co ci chodzi? – pytałem. – Hokej będzie szedł w takim kierunku – mówił ojciec. – Teraz, gdy Flyers wygrali, inne drużyny będą ich naśladować. Miał rację. Podobnie jak w innych sportach, w NHL jesteśmy tylko wielkim stadem bydła. Gdy jedna drużyna coś robi, inne robią to samo. Tak było z porannym treningiem.

Gdy grałem dla Oilers, po zwycięstwach mieliśmy poranny rozjazd, więc wszystkie drużyny zaczęły go kopiować. Gdy jednak w 2015 roku Puchar zdobyli Blackhawks Joela Quenneville’a, który nie urządzał tych treningów, nagle wszyscy ich zaprzestali. Każdy chce wygrywać i zawsze naśladuje się drużynę, która odnosi największe sukcesy. Miał rację. Podobnie jak w innych sportach, w NHL jesteśmy tylko wielkim stadem bydła. Gdy jedna drużyna coś robi, inne robią to samo. Tak było z porannym treningiem. Gdy grałem dla Oilers, po zwycięstwach mieliśmy poranny rozjazd, więc wszystkie drużyny zaczęły go kopiować.

Gdy jednak w 2015 roku Puchar zdobyli Blackhawks Joela Quenneville’a, który nie urządzał tych treningów, nagle wszyscy ich zaprzestali. Każdy chce wygrywać i zawsze naśladuje się drużynę, która odnosi największe sukcesy. Próbowałem się bić kilka razy, ale bójki z moim udziałem były raczej zabawne. 22 grudnia 1982 roku graliśmy przeciwko North Stars. Tamtego dnia otrzymałem nagrodę Sportowca Roku według magazynu "Sports Illustrated". Bardzo się z tego powodu cieszyłem. Ktoś przyleciał z Nowego Jorku, złapał za mikrofon i wygłosił mowę na temat tego, jak wielkim autorytetem jestem w świecie hokeja. W prostych słowach powiedział, że przyznano mi nagrodę, ponieważ się nie biję. A w drugiej tercji tłukłem się z Nealem Brotenem.

Do dziś nie mam pojęcia dlaczego. Czasem tak bywa. Tak naprawdę po prostu się szarpaliśmy. Było to trochę głupie. Wysłali nas na ławki kar, spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Gdy wróciłem na ławkę, Dave Semenko powiedział: "To był najgorszy kobiecy boks, jaki widziałem". Dwa lata później, 7 marca 1984 roku, graliśmy z Chicago. Bob Murray, obecny właściciel Ducks, był bardzo porządnym zawodnikiem. Grał twardo, ale zawsze fair. W tamtych czasach drużyny zatrudniały hokeistów, którzy mieli mnie szczuć. Frustrowało mnie to. Bob odwalał po prostu swoją robotę, ale wkurzyłem się na niego i rzuciłem rękawicę. Złapał mnie i przerzucił jak naleśnik. Leżałem na lodzie, patrząc na niego, a on trzymał pięść wprost nad moją twarzą. Powiedział: – Nie ruszaj się, nic ci nie zrobię. – OK – odparłem. – Nie ruszam się! Ale kątem oka widziałem, jak cztery pary nóg przeskakują przez bandę. Messier, Dave Semenko, Dave Hunter i Donny Jackson. Krzyknąłem: „Zostawcie go, nic nie zrobił”. Te same nogi ruszyły z powrotem w kierunku ławki. (…)

fot. inf. prasowa

Dzisiejsza NHL jest pod nadzorem telewizji. Przed tą erą szliśmy do szatni po tercji i ktoś mówił: "Widziałeś, jak tamten koleś uderzył kijem naszego w głowę?". I do końca kolejnej sprawa była wyjaśniana na lodzie. Gordie Howe mawiał: "Zapamiętaj numer i dopadnij go następnym razem". Cóż, dziś nie da się już tak robić, ponieważ jest dwóch sędziów, więc mają oni dużo lepszy wgląd w to, co dzieje się pomiędzy akcjami, a na widowni znajduje się jakieś osiem kamer telewizyjnych. Każdy incydent jest dokładnie analizowany przez pracowników NHL, którzy śledzą powtórkę za powtórką z różnych ujęć i w bardzo zwolnionym tempie. A jeśli profesjonalne kamery czegoś nie uchwycą, zrobi to ktoś z komórką. Zawsze znajdzie się miejsce dla twardzieli, którzy potrafią grać, jak na przykład nasi "ochroniarze", Dave Semenko i Marty McSorley.

Kibice zawsze będą kochać technicznych zawodników chętnych rzucić rękawice, jak Brendan Shanahan czy Wendel Clark. Któż nie pamięta Vincenta Lecavaliera i Jarome’a Iginli pojedynkujących się w finale w 2004 roku? Obaj zawodnicy zainspirowali swoje zespoły. W dzisiejszym hokeju takie drużyny jak Anaheim nie potrzebują "ochroniarzy" dla swoich gwiazd, ponieważ Corey Perry i Ryan Getzlaf świetnie radzą sobie bez takiego wsparcia. Z tego samego powodu Edmonton zatrudniło Milana Lucica. Jeszcze niedawno zdarzało się, że na lód wyskakiwali wszyscy zawodnicy obu drużyn i panowała wolna amerykanka. Dziś jednak niektórzy gracze są raczej jak Bobby Orr czy Gordie Howe i potrafią sami o siebie zadbać.

Jestem przekonany, że za 10–15 lat w NHL nie będzie bójek. Nie ma ich w hokeju w Europie czy na poziomie koledżów. Coraz więcej zawodników wchodzi do ligi bez jednej bójki na koncie. W naszych czasach bicie się było zupełnie normalne. Nadchodzą jednak czasy, gdy to jego brak będzie standardem. Bójki są powoli wypierane z hokeja. Myślę, że lady Byng byłaby teraz bardzo szczęśliwa.

Fragment pochodzi z książki Wayne’a Gretzky’ego i Kirstie McLellan Day "Opowieści z tafli NHL". Książka pod patronatem TVP Sport. Premiera 29 marca nakładem Wydawnictwa SQN.

fot. inf. prasowa

podobne informacje

Bohater Holtby. Capitals nadal liderem

Washington Capitals – Columbus Blue Jackets w aplikacji TVP Sport

Hokeiści NHL nie zagrają w IO? "Jeśli sytuacja się nie zmieni..."

NHL: bohater Bozak. Cenna wygrana Maple Leafs