tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nie ma że boli

Zanim zajmiemy się skoczkami, którzy w Planicy zakończą swój Puchar Świata, kilka słów o biegaczkach, które swój skończyły w Quebecu. Wygrała pracowita Heidi Weng, która opanowała obie techniki – i klasyczną, i łyżwową – równie dobrze. To ważny atut w tej imprezie, choć nie decydujący, bo przynajmniej kilka zawodniczek czołówki robi to tak samo poprawnie.

Nie ma że boli

Zanim zajmiemy się skoczkami, którzy w Planicy zakończą swój Puchar Świata, kilka słów o biegaczkach, które swój skończyły w Quebecu. Wygrała pracowita Heidi Weng, która opanowała obie techniki – i klasyczną, i łyżwową – równie dobrze. To ważny atut w tej imprezie, choć nie decydujący, bo przynajmniej kilka zawodniczek czołówki robi to tak samo poprawnie.
Heidi Weng (fot. Getty Images)

Weng jest zdolna i waleczna, i to jest jej życiowy sukces. Jednak trudno pominąć okoliczności, które jej sprzyjały. Johaug w Pucharze nie startowała, bo czeka na wyrok. Bjoergen startowała okazjonalnie. Oestberg goniła formę i nie dogoniła. Za to Finki, Szwedki i Amerykanki wstały z kolan, przestały się modlić do cór Wikingów i dawały im popalić tu i tam. Jednak one celowały z formą głownie w mistrzostwa świata. Heidi nie jest winna temu, że było jej łatwiej zamiast trudniej. Pracowała jak mróweczka, zbierała punkty jak pszczółka pyłek, na koniec posmakowała miodu oraz ugięła się pod kryształową kulą, niewiele mniejszą od niej, za to prawie równie ciężką.

HEIDI WENG, MARIT BJOERGEN I KRISTA PARMAKOSKI (FOT. PAP/EPA) Ten Puchar Świata nie wyłonił najlepszej biegaczki świata, wyłonił zwycięzcę. Zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy razem startowały Kowalczyk, Bjoergen i Johaug. Wówczas nie było wątpliwości, że ta, która wygrywa, jest najlepszą z najlepszych. Tamte imprezy przeszły do historii sportu i tkwią w naszej pamięci, a komu pamięć szwankuje, paru takich znam, może kliknąć i przypomnieć sobie via YouTube to i owo.

Justyna w Pucharze wzięła udział symboliczny. Kto nie może biegać łyżwą, ten nie może walczyć o trofea, to jest jasne jak to słońce. Jej cele się zmieniły, bo zmieniło się jej życie. Ważne, że nadal chce jej się chcieć i ważne, że wyznacza sobie nowe cele, bo to człowieka dyscyplinuje. Nowe cele wymagają nowych dróg. Dlatego na jej drodze pojawiły się maratony. Ona ich nie biega dla przyjemności. Kto tak myśli, niech przypnie "nartki" i przejdzie krokiem marszowym 50 km. Biec nie musi, bo i tak skończy w szpitalu. Ona je biega w konkretnym celu, żeby zbudować solidną bazę wytrzymałości, a tego nie da się zrobić w pięć minut. Na to potrzeba dwóch, może trzech lat i setek kilometrów w nogach.

Justyna Kowalczyk (fot. Getty Images) Justyna zmierza do tego celu konsekwentnie. I tyleż konsekwentnie, co zupełnie niepotrzebnie, próbuje to tłumaczyć różnym cymbałom na Twitterze. Na cymbałach można grać, ale nie sposób się z nimi dogadać. To jest trudna i mało efektowna droga, ale jedyna, która daje jakieś szanse na dotarcie do celu głównego. A tym celem jest bieg na 30 km w Pjongczangu. Będzie w nim ona, będzie Bjoergen. Nie wiadomo czy będzie Johaug, ale już te dwie wystarczą, żeby wszystkim skoczyło ciśnienie. Nikt dzisiaj nie wie, jak to się skończy, jednak łatwo przewidzieć, że obie zagrają va banque.

Krok po kroku Justyna realizuje swój plan. Ten pucharowy bieg na dystansie olimpijskim w Oslo był bardzo krzepiący, choć przeszedł bez echa, bo nie wygrała, bo nawet nie stanęła na podium. Jednak przez prawie półtorej godziny wytrwała w czołówce, wytrzymała piekielne tempo. Ten sygnał, który dała przede wszystkim samej sobie, że ciągle potrafi; że walka bezpośrednia jednak bardziej ją mobilizuje niż walka z czasem i że idzie do celu właściwą drogą, był ważnym przełomem . I tak to ze sportem jest. Żeby odnieść jedno głośne zwycięstwo, potrzeba tysiąca cichych, małych i dużych zwycięstw nad sobą. I tak być musi, nie ma że boli.

"Zwarcie": Kwiatkowski wrócił na szczyt

najnowsze opinie

Adam Małysz "40. urodziny? Wolę o tym nie myśle"

Adam Małysz Emocje są takie, że nie śpię po nocach

Kacper Bartosiak Niekwestionowany. Lewis ostatnim takim mistrzem...

Bartłomiej Rabij Za duzi, za bogaci. Kluby z Meksyku bez konkurencji