tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Paweł Best

Trzydzieści lat temu wzruszałem ramionami, gdy fotoreporter Gienio Warmiński przychodząc do redakcji "Sportowca" mawiał: – Niedobrze Jureczku, biorą już z mojej półki. Tak kwitował odejście do lepszego świata każdego swego rówieśnika.

Paweł Best

Trzydzieści lat temu wzruszałem ramionami, gdy fotoreporter Gienio Warmiński przychodząc do redakcji "Sportowca" mawiał: – Niedobrze Jureczku, biorą już z mojej półki. Tak kwitował odejście do lepszego świata każdego swego rówieśnika.
Paweł Zarzeczny (fot. PAP)

Dziś to powiedzenie ma dla mnie zupełnie inny wydźwięk. Żegnają się coraz częściej starsi koledzy, w moim wieku, a nawet młodsi. Nie ma już dawno z nami Jacka Żemantowskiego, Maćka Biegi, Krzyśka Wągrodzkiego, Zdzisława Ambroziaka. Pożegnał się Janusz Atlas. Ostatnio Bohdan Tomaszewski i Bogdan Tuszyński...

Paweł Zarzeczny rozpoczął pracę w "Piłce Nożnej" niemal w tym samym czasie co ja w tygodniku "Sportowiec". Pomyślałem, że nie ma sensu konkurować. Zacząłem Go namawiać do transferu na Mokotowską 24. We dwóch byłoby raźniej jeździć na reportaże. Niestety, nie udało mi się. Robił karierę na swój rachunek, wychodząc z założenia, że jedno pismo jest za ciasne dla nas dwóch...

Kiedy mi zaimponował po raz pierwszy? Gdy nie dołączył do chóru krytyków po głośnym wywiadzie z Dariuszem Dziekanowskim. Nie zazdrościł, po prostu napisał, że mi gratuluje. W krótkim tekście "Zazdrość i kopanina" wyśmiał konkurentów, którzy przez całe zawodowe życie nie napisali nic ważnego, a atakują młodszego za "bezkompromisowy wywiad".

Los zetknął nas dopiero w "Przeglądzie Sportowym". Był przełożonym, ale tylko raz skorzystał z przywileju zastępcy redaktora naczelnego. Wróciłem po operacji syna i musiałem napisać cotygodniowy felieton. Przeczytał i powiedział: – Jurek, to jest za smutne, napisz to trochę inaczej. Napisałem, choć nie było mi łatwo, ale Paweł miał rację.

Janusz Atlas i Paweł Zarzeczny. Obu się bano. Ten sam wyjątkowy warsztat i ta sama opinia środowiska. To ich łączyło. Miałem wyjątkowy przywilej przesiadywania w ich towarzystwie, choć nigdy nie stałem się ich kompanem do szklanki. Snuli opowieści o piłce i czekali, co będę miał im do powiedzenia na trzeźwo. Taki dziwny zawodowy trójkąt. Dwóch plus jeden niepijący.

Niedawno była promocja książki Marcina Feddka. Paweł przyszedł spóźniony i zmęczony. Zagadnął z uśmiechem: – Jurku, ci młodzi to mają teraz dobrze. Opisują sukcesy, a my musieliśmy się taplać w tym piłkarskim bagnie. Przy pożegnaniu sprawdziliśmy na wszelki wypadek, czy mamy aktualne swoje numery telefonów. – Zadzwonię, Pawle – rzuciłem zdawkowo.

Nie zadzwonię...

najnowsze opinie

Marek Jóźwik Multirympał

Rafał Patyra Reforma Ekstraklasy? Nie można być do połowy w ciąży

Jacek Laskowski "Mourinho to specjalista od wygrywania finałów"

Piotr Dębowski "Przybecki powinien obniżyć poprzeczkę"