tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szansa na komfort bez pułapki pychy

Mike Krzyzewski to legendarny amerykański trener koszykówki. Choć nigdy nie pracował (z własnego wyboru, mimo wielu ofert) w NBA, sławę zdobył w drużynach uniwersyteckich oraz reprezentacji USA. Poza milionami i sukcesami, ma na koncie także kilka ciekawych powiedzonek. Jedno z nich mówi, że jeśli uważasz swój wczorajszy sukces za wielki, to znaczy, że dziś nie osiągnąłeś niczego wystarczającego. Pasuje jak ulał do meczu z Czarnogórą, który daje nam wielkie możliwości, ale i niesie ze sobą ryzyko.

Szansa na komfort bez pułapki pychy

Mike Krzyzewski to legendarny amerykański trener koszykówki. Choć nigdy nie pracował (z własnego wyboru, mimo wielu ofert) w NBA, sławę zdobył w drużynach uniwersyteckich oraz reprezentacji USA. Poza milionami i sukcesami, ma na koncie także kilka ciekawych powiedzonek. Jedno z nich mówi, że jeśli uważasz swój wczorajszy sukces za wielki, to znaczy, że dziś nie osiągnąłeś niczego wystarczającego. Pasuje jak ulał do meczu z Czarnogórą, który daje nam wielkie możliwości, ale i niesie ze sobą ryzyko.
Jakub Błaszczykowski (L) i Łukasz Piszczek (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

APLIKACJA TVP SPORT – JAK POBRAĆ?

Pycha kroczy przed upadkiem. Rozejrzyjcie się wokół, znajdziecie mnóstwo potwierdzeń. Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że jeśli dziś biało-czerwoni mieliby przegrać, to najpierw sami ze sobą. Wyjście na boisko z przekonaniem, że gospodarze przyjmą z honorami dwunastą drużynę rankingu FIFA oraz ćwierćfinalistę mistrzostw Europy, byłoby grzechem, jakiego Polacy nie powinni popełnić. Na szczęście nic o nim nie świadczy. A to, że ostatnie spotkanie w Bukareszcie było zagrane niemal perfekcyjnie, nie ma żadnego znaczenia. Punkty dopisane, wrażenie za styl znakomite, ale to było w listopadzie ubiegłego roku. Mamy marzec, a to nie jest ulubiony czas narodowej reprezentacji.

Polacy już w Czarnogórze. Gospodarze drżą o Joveticia Armia bez generała

Wystarczy rzucić okiem na tabelę i wszystko jest jasne. Wciąż nie jestem jednak przyzwyczajony, że nasza reprezentacja stała się jak niemiecka. W dobrym tego słowa znaczeniu – przewidywalna, stabilna, przygotowana na różne scenariusze. Pewna siebie i zaprogramowana na wynik.

Owszem, tak to może wyglądać, tak brzmi przekaz medialny, ale mimo wszystko nie stoją za nami dekady sukcesów, a (na razie) jedne udane eliminacje oraz turniej. Dlatego martwię się o to, jak zagra linia pomocy bez Grzegorza Krychowiaka. Nawet tego Krychowiaka, który przeżywa najtrudniejszy moment piłkarskiej kariery.

Zastanawiamy się przed meczem, czy zagra Stevan Jovetić, ale mimo szacunku do umiejętności tego piłkarza, mamy kilku zawodników na jego poziomie i jednego, dla którego brakuje skali. Piłka reprezentacyjna jest – bo musi być – prostsza od klubowej, zawsze o krok taktycznie cofnięta, ale fakt, że większość składu opiera się na ludziach doświadczonych graniem ze sobą na wysokim poziomie skłania do optymizmu. To, co mógł wypracować Adam Nawałka, dotąd funkcjonuje.

Poza absencją pomocnika, który – będąc w formie – regulował naszą grę, dawał odpowiedni balans obrony i ataku, równoważył proporcje, a jeśli miał dołek, to i tak sprawiał, że w środku było dużo stabilności, absorbują nas rozmowy o strategii. Jednym napastnikiem, czy dwoma? Wysłać na boisko Arkadiusza Milika, mimo jego niedawnej kontuzji, czy rozbijać zapędy do siłowej gry w ich strefie obronnej lekko wyhamowanym w ostatnich meczach Łukaszem Teodorczykiem? A może mieć tylko jednego rasowego napastnika, czyli Roberta Lewandowskiego tak, jak w ostatnim meczu? Bukaresztu powtórzyć się personalnie nie da. Praca selekcjonera, choć świetnie płatna i prestiżowa, wcale łatwa nie jest. Margines błędu minimalny, tu nie ma meczu za tydzień. Nawałka, jak dotąd, większość min rozbrajał.

Jedyny Polak w czarnogórskiej lidze: dla nich to piłkarskie święto Piłkarz też człowiek

Sztab trenerski przekonał nas przez kilkadziesiąt miesięcy, że umie rozpracować rywala, więc nasi piłkarze będą mieć wiedzę do wykorzystania. Dobrze się stało, że w składzie są ci, którzy pamiętają co działo się w Podgoricy pięć lat temu i nieważne, że federacja Czarnogóry tym spotkaniem będzie świętować dekadę istnienia. Ewentualny dodatkowy entuzjazm gospodarzy da się ugasić. Sędziuje Viktor Kassai, a to mądry wybór FIFA. Nie powinien pozwolić na polowanie na kości.

Tego meczu nie musimy wygrać, ale tylko trzy punkty – choć okoliczności mogą sprawić, że będzie inaczej – powinny nas zadowolić. Piłkarze to tacy sami ludzie jak my i dobrze, by zawodnicy innych drużyn, patrząc na tabelę, uznali, że Polska jest już nie do dogonienia. Mimo wszystko to spotkanie niesie w sobie duży ładunek ryzyka. Porażka jest możliwa, bo m.in. nie wiadomo, jak się spisze zespół bez Krychowiaka i jak będzie zachowywać się publiczność.

Nie wolno też zapominać, że mimo iż nasi zawodnicy górują nad gospodarzami, to agresywna gra Czarnogóry może wiele różnic zniwelować. W Podgoricy zagramy o komfort. Strata wszystkich punktów wprowadziłaby nerwowość i powrót dużej presji. Dużo wskazuje na to, że aż takich turbulencji unikniemy, a kibice będą mogli od wieczora powoli planować wakacje 2018 w Rosji. Tam, jak powiedział po Euro 2016 selekcjoner, czeka prawdziwy test tej drużyny.

SPECJALNE WYDANIE MAGAZYNU "4-4-2" OD 22:30 W TVP SPORT, SPORT.TVP.PL I W APLIKACJI MOBILNEJ

Media w Czarnogórze: usatysfakcjonuje nas remis

najnowsze opinie

Jacek Laskowski Krychowiak i jego uśmiech to symbol reprezentacji

Piotr Dębowski "Decyzja o zwolnieniu De Giorgiego była słuszna"

Piotr Sobczyński Filip Maciejuk to wielki talent. Zasłużył na medal MŚ

Marek Jóźwik Wygrane bitwy, przegrana wojna