tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Moje serce nie bije...". Monchi opuszcza Sevillę

Swoją markę w Sevilli budował przez 30 lat. Jako piłkarz nie odniósł sukcesów, ale sprawdził się w funkcji dyrektora sportowego. Był znany z tego, że kupował piłkarzy za niewielkie pieniądze, a sprzedawał za ogromne sumy. W czerwcu Ramon Rodriguez Verdejo, znany jako Monchi, zakończy swoją misję w Andaluzji.
Monchi (fot. Getty Images)

Na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan nazywają go Midasem, bo wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto. Ma smykałkę do interesów, dzięki której klub zarobił ponad 500 milionów euro z samej sprzedaży zawodników. Marzył o nim Real, marzyła Barcelona, ale on zawsze odmawiał. Po 17 latach ambicja jednak nakazała mu zmianę otoczenia.

"Tanio kupić, drożej sprzedać"

30 lat – tyle czasu przyjeżdżał na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Najpierw jako bramkarz, później jako dyrektor sportowy. Widział jak drużyna rozpadała się na początku tysiąclecia i sam kładł cegły, które ją odbudowały. Pracował z dziewięcioma trenerami, z którymi świętował tyle samo sukcesów. Witał i żegnał Daniego Alvesa, Sergio Ramosa, Julio Baptistę, Ivana Rakiticia i wielu innych znakomitych zawodników. Łączyło ich jedno – ogromne pieniądze, które inkasował Monchi za ich sprzedaż.

Sukces rodził się jednak w bólach. Po spadku z Primera Division w 2000 roku ówczesny prezydent klubu – Roberto Ales miał dwa zadania. Po pierwsze, przyzwyczaić kibiców do nowej rzeczywistości, w której trzeba było ograniczyć fundusze oraz bezgranicznie zaufać Monchiemu. Na pierwsze efekty nie trzeba było długo czekać.

Na początku sezonu 2000/2001 Diego Ribera kosztował klub 50 milionów peset, czyli około 300 tysięcy euro. Loren i Taira dziesięć razy mniej. W tym samym czasie Vassilis Tsartas odszedł do AEK za 700 milionów peset (4,2 mln euro). Juan Carlos do Atletico za 600 (3,6 mln euro), Jesuli do Celty za 950 (5,7 mln euro), a Marchena przeszedł do Benfiki za… miliard (6 mln euro). Wtedy wydawało się to szaleństwem.

"Wrócę", "Żałoba w Sevilli", "Dziękujemy". Okładki hiszpańskiej prasy po odejściu Monchiego

"Dotknęliśmy nieba"

W 2002 roku nastąpiła zmiana prezydenta. Przyszedł Jose Maria del Nido – prawnik, a razem z nim pieniądze i spokój. – Roberto (Ales) zrobił, co mógł, ale nie możesz dłużej mówić ludziom, że mamy problemy ekonomiczne. To cię męczy – mówił del Nido Monchiemu. Nowa władza rzeczywiście zabezpieczyła finansowo klub, ale praca z nowym szefem nie była prosta – Chciał wiedzieć wszystko o wszystkim. Był przy telefonie 24 godziny na dobę – powiedział dyrektor sportowy. W 2011 roku prawnik został skazany na 7 lat więzienia za korupcję i defraudację, ale jego wkład w sukces klubu, ale i samego Monchiego, był ogromny.

"Sprzedawać, aby się rozwijać" – to motto przyświecało Ramonowi Rodriguezowi, ale jego praca nie polegała jedynie na zarabianiu na piłkarzach. Dzięki niemu w Sevilli powstała ogromna sieć skautingowa, dzięki której klub pozyskiwał znakomitych piłkarzy za niewielkie pieniądze, m.in. Daniego Alvesa (850 tys. euro), Ivana Rakiticia (2,5 mln euro), Seydou Keitę (5 mln euro) czy Grzegorza Krychowiaka (5,5 mln euro). Zadaniem dyrektora było także rozwinięcie szkółki, która potem wychowała takie gwiazdy jak Sergio Ramos, Alberto Moreno, Jesus Navas, Diego Capel czy Jose Antonio Reyes.

Przede wszystkim dziękuje prezydentom, z którymi pracowałem. Roberto Alesowi za to, że dał mi szansę. Jose Marii del Nido za to, że dotknęliśmy nieba oraz Pepe Castro za dwie rzeczy. Po pierwsze za to, że dalej byliśmy w niebie, a po drugie, co prawdopodobnie było dla niego najtrudniejsze, że pozwolił odejść mi tak jak tego chciałem – powiedział Monchi podczas konferencji prasowej, na której oficjalnie pożegnał się. Mogłoby się wydawać, że taka legendarna postać nie powinna mieć kłopotów z odejściem na własnych warunkach, ale w tym wypadku było inaczej.

Jedenastka piłkarzy najdrożej sprzedanych przez Monchiego

Poszukiwanie alternatywy

Rodriguez nosił się z zamiarem odejścia już w 2015 roku, ale wtedy władze nie chciały słyszeć o jego odejściu, wskazując na jego pięcioletni kontrakt i klauzulę w wysokości pięciu milionów euro. Jeszcze dzień przed konferencją obecny prezydent Sevilli – Pepe Castro – zapewniał, że Monchi nadal jest dyrektorem sportowym klubu i liczy na to, że będzie nim jeszcze przez długi czas. W gabinetach przy Ramon Sanchez Pizjuan zdecydowano jednak, że tak zasłużony człowiek powinien mieć wolną rękę w decydowaniu o swojej przyszłości. Po zakończeniu sezonu 48-latek odejdzie za darmo.

Przyszłość człowieka, który wypromował Grzegorza Krychowiaka nie jest znana. Media zgodnie twierdzą, że jego następnym klubem będzie AS Roma. Hiszpan pod koniec marca miał polecieć do stolicy Włoch, aby podpisać wstępną umowę, która zwiąże go z Rzymem na trzy lata. Na razie Monchi zaprzecza tym doniesieniom, podobnie jak trener Giallorossi – Luciano Spaletti. – Nic nie wiem na ten temat. Moim dyrektorem sportowym jest Frederic Massara – powiedział szkoleniowiec.

Rodriguez na pewno znajdzie zatrudnienie, ale znacznie trudniejsze zadanie czeka władze Sevilli, która musi znaleźć nowego pracownika. Jednym z kandydatów jest Oscar Arias, który pracował razem z Monchim w sekretariacie technicznym. Zna jego metody pracy i byłby naturalnym zastępcą.

Pepe Castro rozważa także inne opcje. Jedną z nich byłoby zatrudnienie Ariasa, ale razem ze wsparciem w postaci jednego z byłych piłkarzy Sevilli. W tym kontekście wymienia się Andresa Palopa i Frederica Kanoute. Kolejną możliwością jest zatrudnienie Frana Garagarzy, pracującego w Eibarze. Pod koniec sezonu w baskijskim klubie zostaną przeprowadzone wybory, a kontrakt dyrektora sportowego wygasa 30 czerwca. – Im mniej o mnie mówicie, tym lepiej dla wszystkich. Jestem skupiony na wykonywaniu swojej pracy – powiedział Garagarza. Castro także nie chce podejmować pochopnych kroków, mając jeszcze przed sobą trzy miesiące pracy z Monchim.

"Dziękuję, Sevillo"

Nie chcę się żegnać, ale raczej powiedzieć „do zobaczenia”. Skończyłem pewien etap w swoim życiu i rozpoczynam nowy – taki, o którym zawsze marzyłem. Piękniejszy i bardziej emocjonalny. Jako „Sevillista” będę na stadionie jako jeden z kibiców, siedząc obok moich braci, którzy czują to samo co ja. To nie moje serce bije, a mój herb. Sevillo, dziękuję – takimi słowami z klubem pożegnał się Monchi. Gdziekolwiek nie odejdzie, z pewnością nie będzie musiał nosić na barkach bagażu w postaci problemów finansowych. Nie będzie jedynie sprzedawał, aby zapewnić byt drużynie.

„Kiedy nie jesteś leniwy, pakując walizki” – taką wiadomość na swoim Twitterze umieścił Antonio Fernandez, była „prawa ręka” i przyjaciel Monchiego w Sevilli, a także odkrywca talentu Daniego Alvesa. Radości z tej podróży nie podzielają kibice, którzy wierzą, że Rodriguez dotrzyma słowa i na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan powróci. Nie tylko w roli sympatyka drużyny.

najpopularniejsze

Dzień przerwy z grami wideo. "Bułgarzy robią pod górkę"

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Boks: walka o pas WBC International, Filip Hrgović – Amir Mansour

MŚ siatkarzy: Polacy zagrają z Bułgarią o awans z pierwszego miejsca w tabeli