tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Polak pokrzywdzony przez MKOL i WADA? "To jest skandal"

Po ponownym przebadaniu próbek, w organizmach jamajskich sprinterów, ale także wielu innych sportowców startujących w igrzyskach olimpijskich w Pekinie, wykryto śladowe ilości zakazanego clenbuterolu. Ani Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl), ani Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) nie zamierzają wyciągać jednak żadnych konsekwencji. Jedynym sportowcem ukaranym za to "przewinienie" pozostaje polski kajakarz – Adam Seroczyński...
Adam Seroczyński (fot. PAP)

Seroczyński w dwójce z Mariuszem Kujawskim zajął w Pekinie czwarte miejsce. Kilka miesięcy później ten wynik został anulowany, a Seroczyński został zdyskwalifikowany na dwa lata. Polak przekonywał, że clenbuterol dostał się do jego organizmu razem ze spożywanym mięsem. W Chinach ta substancja jest popularnym środkiem tuczenia bydła. – Gdy się od tej decyzji odwołałem, argumentowano, że zanieczyszczenie mięsa odpada, bo nie było innych podobnych przypadków – powiedział kajakarz w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.

Adam Seroczyński (fot. PAP) W ostatnią niedzielę niemiecka telewizja ARD wyemitowała reportaż, który ujawnił, że po ponownym przeprowadzeniu badań próbek clenbuterol wykryto także u wielu innych sportowców, wśród których byli jamajscy lekkoatleci. Nazwiska nie padły, ale może to dotyczyć nawet Usaina Bolta, który zdominował chińskie igrzyska.

WADA i MKOl bardzo szybko odniosły się do sprawy. "Dowiedziono naukowo, że sportowiec może mieć pozytywny wynik testu na obecność clenbuterolu po spożyciu skażonego mięsa" – napisano w oświadczeniu WADA. – Uważamy, że byłoby niesprawiedliwe wszczynać postępowanie wobec sportowców z niskim stężeniem clenbuterolu, w szczególności, jeśli próbki zostały pobrane w krajach, w których istnieje duże ryzyko zarażenia – powiedział z kolei Olivier Niggli, dyrektor generalny tej organizacji.

fot. Getty W bardzo podobny sposób, w oświadczeniu przesłanym do mediów, sprawę skomentował MKOl, zaznaczając jednocześnie, że nie zamierza ujawnić nazwisk sportowców, których próbki po przebadaniu dały pozytywny wynik. "Oczekujemy, że prawa tych zawodników będą też respektowane przez media" – napisano.

– To jest skandal! MKOl próbował zamieść sprawę pod dywan i nie zamierzał o niej informować. Teraz okazuje się, że argumenty, które były używane przeciwko mnie okazały się nietrafione – stwierdził rozgoryczony Seroczyński.

Kajakarz, który w 2000 roku na igrzyskach olimpijskich w Sydney zdobył brązowy medal w konkurencji K4 na 1000 metrów, zamierza walczyć o swoje dobre imię. – Skontaktowałem się już z mecenasem Ludwikiem Żukowskim, który wcześniej bronił mnie przed Międzynarodowym Trybunałem Arbitrażowym w Lozannie. Dzwoniłem też do Polskiego Związku Kajakowego, ale prezes (Tadeusz Wróblewski – przyp. red.) przebywał akurat za granicą. Mam nadzieję, że mi pomoże – zaznaczył Seroczyński.

Sprawa jest świeża, dlatego trudno przewidywać, jak się rozwinie. Gra toczy się nie tylko o moje dobre imię, ale ma także wpływ na cały obraz polskiego sportu – zakończył Seroczyński.

Czytaj także: Bańka członkiem Komitetu Wykonawczego WADA

najpopularniejsze

Liga Mistrzów: bramkarz, który nie broni. 11 lat bez czystego konta

Rosello: Kubica przed wypadkiem był już kierowcą Ferrari

Liga Mistrzów: Kluivert pobity. Mbappe najlepszym nastolatkiem w historii

BBC: di Resta nie jest zagrożeniem dla Kubicy

Skuteczny na boisku i uczelni. Robert Lewandowski obronił licencjat