tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Słoń w ciężarach

Straciłem wiarę w podnoszenie ciężarów. Trudna sprawa, bo to jedna z podstawowych dyscyplin. Czytelna jak mało która (mimo, że i tu komplikuje życie niejasny przepis o spalonym). Lata tradycji, medale olimpijskie, wielkie postaci. Z tym, że im bliżej naszych czasów, tym mniejsze.

Słoń w ciężarach

Straciłem wiarę w podnoszenie ciężarów. Trudna sprawa, bo to jedna z podstawowych dyscyplin. Czytelna jak mało która (mimo, że i tu komplikuje życie niejasny przepis o spalonym). Lata tradycji, medale olimpijskie, wielkie postaci. Z tym, że im bliżej naszych czasów, tym mniejsze.
Adrian Zieliński (fot. Getty Images)

Ostateczny kres mej wierze położyła dopingowa wpadka braci Zielińskich. I to, że młodszemu – Tomaszowi – przyznano post factum brązowy medal igrzysk w Londynie. Zajął tam 9. miejsce, ale – wiecie, rozumiecie – sześciu lepszych podobno brało. On sam – ma się rozumieć, nie. Wziął dopiero cztery lata później, więc miejsce w księdze medalistów słusznie mu się należy. Irytujące. Trudno się dziwić, że nawet prezes związku rzucił robotę i poszedł walczyć do klatki.

A że dopingowa skaza dotyczy wielu kategorii wagowych, po latach niełatwo będzie się połapać, kto wygrał naprawdę, a kto na niby.

Tomasz Zieliński (fot. PAP/Tytus Żmijewski) Gdy wyrażam te wątpliwości na głos, napotykam spojrzenia pełne politowania. Doping w ciężarach jest sprawą oczywistą. Bez koksu nie da się podnieść ciężkiej sztangi, więc dla dobra widowiska nie wspominajmy o czystości. Zachodzi coś, jakby ciche domniemanie winy. Zakładamy, że biorą wszyscy, a mistrzem będzie ten, kto nie wpadnie. Byłoby to do kupienia, gdyby nie olimpijski status dyscypliny. Podnoszenie ciężarów należało po lawinie wpadek usunąć z igrzysk. Miałoby do wyboru dwie drogi: dopingową, którą od lat podąża środowisko tzw. strongmanów oraz czystą. W tym drugim przypadku niechybnie trzeba by wyczyścić tabele rekordów, przejść do porządku nad niższymi ciężarami, a po latach wrócić z czystym sumieniem. Nic takiego się nie stało. Normalnie odbywają się mistrzostwa Europy, na których fetujemy kolejnych medalistów. Milcząc dyskretnie, że dwuletnia dyskwalifikacja skończyła im się stosunkowo niedawno. Wiara, że to wszystko naprawdę, narażona jest na szwank. Zjawisko opisał przed laty Sławomir Mrożek w wesołym opowiadanku "Słoń". Polecam.

Krzysztof Zwarycz na podium mistrzostw Europy
Krzysztof Zwarycz z brązem ME. Decydująca próba

najnowsze opinie

Marek Jóźwik Multirympał

Rafał Patyra Reforma Ekstraklasy? Nie można być do połowy w ciąży

Jacek Laskowski "Mourinho to specjalista od wygrywania finałów"

Piotr Dębowski "Przybecki powinien obniżyć poprzeczkę"