tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Kobe Bryant. Showman" – przeczytaj fragment

Vaccaro już podczas przejażdżki limuzyną przez Detroit na dzień przed meczem był pod wrażeniem tego, jak bardzo Bryant zaczyna się wczuwać w rolę następnego Jordana. Ogolił sobie głowę. Mówił jak Jordan. I przejął część jego zwyczajów.
Kobe Bryant (fot. Getty Images)

Bryant był z pewnością jednym z najlepszych zawodników w swoim roczniku. W ciągu trzech lat po pierwszym fatalnym sezonie poprowadził swoją drużynę do 77 zwycięstw w 90 meczach. Grywał na wszystkich pięciu pozycjach. Zdobył 1080 punktów na testach egzaminacyjnych, co oznaczało, że nie było w Ameryce szkoły, która nie chciałaby go mieć w swoich szeregach. Jego statystyki z ostatniej klasy to średnio 30,8 punktu, 12 zbiórek, 6,5 asysty, 4 przechwyty i 3,8 bloku; poprowadził Lower Merion do 31 zwycięstw w 34 meczach. Zakończył młodzieżową karierę jako rekordzista południowowschodniej Pensylwanii pod względem liczby zdobytych punktów. Z 2883 punktami przebił osiągnięcia Wilta Chamberlaina i Lionela Simmonsa.

W wyniku tych występów otrzymał kilka nagród dla najlepszego zawodnika sezonu (nagrodę imienia Naismitha, nagrodę w plebiscycie Gatorade i nagrodę od "USA Today"), został też wybrany do pierwszej piątki McDonald’s All-American.

Podczas transmisji z turnieju Vitale zachwycał się „dandysami w pieluchach”, jak nazywał młode gwiazdy koszykówki. Nie mógł się ich nachwalić, rzucał same ochy i achy. W samych superlatywach wyrażał się na temat dojrzałości gry Bryanta i jego umiejętności płynnego posługiwania się językiem włoskim. Vitale zasugerował nawet publiczności, że Bryant przejdzie na zawodowstwo.

Do Vaccaro przyjechał na ten weekend właściciel Adidasa, Peter Moore, żeby ostatecznie potwierdzić transfer. Bryant nie zawiódł. Można powiedzieć, że był to swego rodzaju ostatni etap rekrutacji – mówi Vaccaro. – Kobe był genialny. Po prostu był sobą. Świetnie zagrał w treningowym sparingu. To pomogło rozwiać resztki wątpliwości Petera Moore’a, jeśli takowe miał.

Vaccaro już podczas przejażdżki limuzyną przez Detroit na dzień przed meczem był pod wrażeniem tego, jak bardzo Bryant zaczyna się wczuwać w rolę następnego Jordana. Ogolił sobie głowę. Mówił jak Jordan. I przejął część jego zwyczajów.

Wracali właśnie ze spotkania z mediami, podczas którego Bryant czarował niczym Jordan. W samochodzie Vaccaro wspomniał o Jordanie podczas rozmowy. Bryant pochylił się w jego stronę i oznajmił, że będzie od Jordana lepszy. – Zamierzam być od niego lepszy – tak właśnie powiedział – wspomina Vaccaro. Ten komentarz zaintrygował Vaccaro. Odnowiony 33-letni Jordan zmasakrował właśnie w mijającym sezonie całą NBA i poprowadził Chicago Bulls do najlepszego bilansu w historii NBA, 72-10.

Kiedy Bryant zapowiadał, że prześcignie Jordana, to doskonale znał historię Vaccaro i jego wspólne sukcesy odniesione razem z Michaelem. Choć wydawało się to niemożliwe, to Vaccaro stwierdził, że Bryant jest chyba jeszcze bardziej pewny siebie niż Michael, kiedy jako młody zawodnik przychodził do NBA.

Po dwudziestu latach Vaccaro uważa, że cały proces zalotów w wykonaniu Adidasa ukształtował siedemnastoletniego Bryanta i że to w jego wyniku Kobe doszedł do wniosku, że będzie nowym Jordanem. A ponieważ był tak cholernie ambitny, to zafiksował się właśnie na przykładzie Jordana i jego dominacji.

Michael Harris, promotor, który tej wiosny pracował blisko z Bryantem, pamięta, że Kobe miał w swoim pokoju szafkę, w której trzymał swoje najważniejsze prace badawcze. – Było tam mnóstwo kaset wideo z meczami Michaela – opowiada Harris. – Wyciągał je, włączał, analizował i próbował naśladować ruchy Jordana.

Zobacz, jakiej nowej zagrywki się nauczyłem – mówił Harrisowi Bryant, po czym pokazywał nową akcję. Bardzo solidnie przygotowywał się do odegrania swojej roli.

To, że ludzie, którzy stali za sukcesem oryginalnego Air Jordana, próbowali teraz podpisać kontrakt z nim, też miało z pewnością znaczenie. – Przekaz docierał do niego podprogowo i podświadomie – uważa Vaccaro. – I całkiem mu się to podobało.

Porównania z Michaelem bardzo szybko okazały się dla młodego koszykarza ciężarem, bo publiczność przychodziła na jego mecze, żeby zobaczyć parweniusza, który ubzdurał sobie, że może być nowym Jordanem. Ale najważniejsze było to, w jaki sposób Bryant został wylansowany w środowisku – jak był obserwowany, kuszony, a wreszcie przygotowywany do odgrywania tej roli. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wizerunek w oczach opinii publicznej.

Fragment pochodzi z książki Rolanda Lazenby’ego "Kobe Bryant. Showman", która ukazała się 11 kwietnia 2017 roku nakładem Wydawnictwa SQN.