tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

18 kwietnia 2007. Dzień, który zmienił polski sport

Kwiecień bywa kapryśny, ale dekadę temu w Cardiff świeciło słońce. Około południa Michel Platini wyciągnął kopertę, a z niej kartkę, na której widniały nazwy gospodarza Euro 2012. W Polsce i na Ukrainie wybuchła euforia. Mieliśmy pięć lat, by przekonać niedowiarków, że potrafimy zorganizować wyjątkowy turniej. Tamtego dnia jednak mało kto o tym myślał.

18 kwietnia 2007. Dzień, który zmienił polski sport

Kwiecień bywa kapryśny, ale dekadę temu w Cardiff świeciło słońce. Około południa Michel Platini wyciągnął kopertę, a z niej kartkę, na której widniały nazwy gospodarza Euro 2012. W Polsce i na Ukrainie wybuchła euforia. Mieliśmy pięć lat, by przekonać niedowiarków, że potrafimy zorganizować wyjątkowy turniej. Tamtego dnia jednak mało kto o tym myślał.
Michel Platini (fot. PAP)

Do Cardiff poleciałem dwa dni wcześniej, w towarzystwie operatora Bartłomieja Kopera i dźwiękowca Krzysztofa Rzepeckiego. Lecieliśmy z niewielką nadzieją na sensacyjny wynik, bo przecież faworytem wyścigu o Euro 2012 byli Włosi. Dziennikarze z Italii rozmawiali z nami w tonie, który dałoby się określić jako lekko protekcjonalny, ale niespecjalnie się tym przejmowaliśmy, przygotowując korespondencje do Polski. Większość dnia poprzedzającego ogłoszenie wyboru spędziliśmy w hotelu, gdzie zatrzymali się przedstawiciele m.in. naszej oraz włoskiej delegacji.

Wiadomo było, że praca nad takim sukcesem, jak zdobycie prawa do goszczenia wielkiego turnieju nie zaczyna się tydzień przed głosowaniem. Długie miesiące towarzyszyliśmy naszemu Komitetowi Organizacyjnemu, który mocno korzystał ze wsparcia ukraińskiego magnata, Hryhorija Surkisa, który był członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, ale bez prawa głosu. Współpraca była pełna zaangażowania, bo osobno nie było szans powodzenia. Polska strona dodała do talentów dyplomatycznych i wysiłków Surkisa ile się dało. Jeszcze wieczorem 17 kwietnia odbyła się uroczysta kolacja, podczas której prezes PZPN Michał Listkiewicz, w towarzystwie selekcjonera reprezentacji Leo Beenhakkera, podejmowali członka Komitetu Wykonawczego UEFA, Holendra Mathieu Sprengersa. Każdy głos był na wagę złota.

Stadion w Cardiff 18 kwietnia 2007 roku, podczas śniadania w Cardiff, patrzyliśmy na imponujący Millenium Stadium i marzyliśmy, by kiedyś taki obiekt powstał w Polsce. Wówczas zachwyt wywoływała Arena Kielc, otwarta rok wcześniej. Jedyny stadion zbudowany od podstaw po 1989 roku. Z każdą chwilą napięcie wzrastało. Strona polsko-ukraińska robiła wszystko, by pokazać UEFA jak poważnie traktuje wielką szansę. Do Walii przyleciał nawet ś.p. Prezydent Lech Kaczyński, co zrobiło ogromne wrażenie.

Ogłoszenie decyzji miało miejsce około południa. Co oczywiste, między relacjami na żywo do TVP Info, próbowałem dotrzeć do informacji, jaki był wynik porannego głosowania. Czasami w takich sytuacjach sprzyja szczęście. I takie miałem, gdy w drodze… do toalety spotkałem Adama Olkowicza, który potem został dyrektorem Euro 2012. Na moje pytanie co będzie rozejrzał się wokół i cicho odparł: "Dostaniemy. W pierwszej turze!". Spojrzałem na niego zdumiony, ale nie wyglądało, że żartuje. W końcu do ogłoszenia wyników zostały minuty.

Szybki telefon do Warszawy, do Roberta Korzeniowskiego, który wówczas był dyrektorem TVP Sport. Informacja była sensacyjna, ale zdecydowaliśmy, że nie podajemy jej publicznie. Ryzyko było mimo wszystko zbyt duże. Zaczęły się jednak intensywne przygotowania, w wyniku których wieczorem, prosto z samolotu, autorzy sukcesu pojechali do studia przy Woronicza, gdzie Włodzimierz Szaranowicz mówił o skoku cywilizacyjnym. Nie mylił się.

Michał Listkiewicz i Hryhorij Surkis (fot. PAP/EPA) Około południa Michel Platini ogłosił dobrą nowinę i darliśmy się wniebogłosy z radości. Biegnąc i ściskając się z kolegami z kraju, zobaczyłem Stefana Szczepłka. Zawsze opanowany, stonowany i uprzejmy redaktor "Rzeczpospolitej" nie powstrzymywał łez. - Nigdy nie sądziłem, że tego doczekam – powiedział. Mieliśmy poczucie, że spotkało nas wyjątkowe szczęście, że polski futbol nie musi mieć twarzy tak popularnego wówczas "Fryzjera". Mogliśmy przeżyć ten wielki moment w Cardiff. Radość była jednak tak intensywna, jak krótka. W Polsce czekano na efekty naszej pracy.

Tamten dzień zmienił wszystko. Powstały stadiony, drogi, ośrodki treningowe. Obrazki, gdy stutysięczny tłum bawił się w strefie kibica w stolicy pokazał, że Polska jest pięknym, nowoczesnym krajem, który warto poznać. Sukces Euro 2012 udowodnił, że w naszym kraju nie brakuje profesjonalistów, którzy nawet największy projekt potrafią przeprowadzić modelowo. Jestem na przykład pewien, niezależnie od talentów dyplomatycznych i kontaktów szefa PKOl, Andrzeja Kraśnickiego, że bez Euro piłkarskiego nie byłoby późniejszego Euro w piłce ręcznej.

Droga powrotna z Cardiff była wyjątkowa, bo Hryhorij Surkis zaprosił dziennikarzy na pokład swojego Boeinga. Wspólnie z działaczami cieszyliśmy się z efektów. Rozmawialiśmy o tym, co decyzja UEFA będzie znaczyć dla polskiego futbolu, dla naszego sportu i całego kraju. Dziś już wiemy, że to, co stało się równo dekadę temu w Walii, miało przemożny i dobry wpływ. Różnie się mówi i pisze o UEFA, ale jej decyzja z 18 kwietnia 2007 roku może być wspominana tylko jako siedmiomilowy krok dla polskiego sportu.

najnowsze opinie

Marek Jóźwik No to teraz ostra "spinka"

Marek Jóźwik Multirympał

Rafał Patyra Reforma Ekstraklasy? Nie można być do połowy w ciąży

Jacek Laskowski "Mourinho to specjalista od wygrywania finałów"