tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Tułaczka zakończona awansem. Poznajcie Brighton & Hove Albion

Historie od "zera do bohatera" są w angielskim futbolu coraz częstszym przypadkiem. W ostatniej dekadzie do Premier League po raz pierwszy awansowały Hull, Swansea czy Bournemouth. Teraz dołączył do nich Brighton & Hove Albion – klub, który jeszcze kilkanaście lat temu mógł przestać istnieć.
Kibice Brighton (fot. Getty Images)

APLIKACJA TVP SPORT – JAK POBRAĆ?

Złote czasy zespołu z połączonych miast Brighton i Hove pamiętają już tylko starsi kibice, bo przypadają one na przełom lat 70. i 80. W latach 1979-1983 Mewy grały w First Division, czyli ówczesnej najwyższej klasie rozgrywkowej. W jednym z sezonów zajęły najwyższe w historii, 13. miejsce.

Wisienką na torcie był finał Pucharu Anglii w 1983 roku, gdy Brighton uległo w powtórzonym meczu Manchesterowi United. Bohaterem pierwszego spotkania (2:2 ) mógł zostać Gordon Smith, ale w ostatniej minucie doliczonego czasu nie wykorzystał świetnej okazji. Do historii angielskiego komentarza przeszła fraza Petera Jonesa, który krzyczał wtedy: "Smith musi strzelić... i nie strzelił...".

Później było już tylko gorzej. Największy kryzys przyszedł ponad dwadzieścia lat później, gdy zmagano się nie tylko ze słabymi wynikami, ale także kłopotami finansowymi i... brakiem stadionu. W 1996 roku właściciel podjął kontrowersyjną decyzję o sprzedaniu dotychczasowego obiektu o nazwie Goldstone Ground, do tej pory słynącego z tego, że swój profesjonalny debiut zaliczył tam David Beckham.

Głośne protesty kibiców nie pomogły i od tej pory klub rozgrywał swoje mecze w oddalonym o ponad 100 kilometrów Gillingham. Jakby tego było mało, Mewy notowały wtedy najgorszy sezon w historii. Od pierwszego w dziejach spadku z tzw. Football League (pierwsze cztery zawodowe poziomy rozgrywkowe w Anglii) uratowała ich bramka w końcówce meczu, w zamykającym sezon starciu z Hereford. Do tej pory miejscowi kibice powtarzają, że spadek spowodowałby likwidację klubu i koniec futbolu w ich mieście.

Tułaczka Brighton & Hove Albion F.C trwała jeszcze przez długie lata. Wprawdzie klub wrócił do swojego miasta i w latach 1999-2011 korzystał z Withdean Stadium, czyli byłego... zoo, pola golfowego i stadionu lekkoatletycznego, jednak koszty wynajmu były na tyle duże, że widmo bankructwa zaglądało właściwie co rok. Przełom przyniosła dopiero decyzja władz miasta o budowie nowego obiektu, który został otwarty w 2011 roku.

Amex Stadium (fot. Getty Images)

To był prawdziwy przełom. Od tej pory było już tylko lepiej – poprawiająca się kondycja finansowa spowodowała, że Brighton szybko wróciło do Championship, a niewiele później znów zaczęło myśleć o występach w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Blisko było wielokrotnie. Mewy mogły awansować do Premier League już wcześniej, bo aż trzy razy (2015/16, 2013/14 i 2012/13) przystąpiły do play-offów, jednak za każdym razem odpadały w półfinale. Szczególnie bolesny był przypadek sprzed roku, gdy od bezpośredniego awansu dzielił ich jeden gol, ale kontrowersyjna decyzja sędziego Mike'a Deana w ostatniej kolejce sprawiła, że marzenia po raz kolejny trzeba było odłożyć na następny rok.

Udało się dopiero teraz i to w niezwykle przekonującym stylu. Klub zapewnił sobie awans już w kwietniu – na trzy kolejki przed końcem ma aż siedem punktów przewagi nad drugim Newcastle i trzynaście nad trzecim Reading.

Kultową postacią i jednym z największych architektów sukcesu jest menedżer Chris Hughton. Dla Irlandczyka to już drugi awans do najwyższej klasy rozgrywkowej – wcześniej dokonał tego z Newcastle. W Premier League prowadził także Norwich, w którym jego rządy zakończyły się najwyższą pozycją w ostatnich latach oraz... kontrowersyjnym zwolnieniem.

Chris Hughton (fot. Getty Images)

To jeden z najlepszych menedżerów w Anglii. Gdziekolwiek był, radził sobie świetnie. Wszyscy powinni zazdrościć Brighton takiego szkoleniowca. Nie wiem jak będzie wyglądał ich skład w przyszłym sezonie, ale już mogę się założyć, że z nim za sterami nie spadną – komplementował trenera ekspert BBC Mark Lawrenson.

Brighton & Hove Albion F.C. to zespół przyjaciół. Szerokim echem w całej Anglii odbiła się historia Anthony'ego Knockaerta, prawdopodobnie najlepszego zawodnika zespołu i zdobywcy tegorocznej nagrody piłkarza roku w Championship. Gdy 25-latkowi zmarł ojciec, cała drużyna poleciała na pogrzeb do Francji, by towarzyszyć mu w trudnych chwilach.

To było niesamowite... Przylecieć do innego kraju na pogrzeb osoby, której nawet nie znali. Jestem dumny z tego, jaką ekipę tworzymy na boisku i poza boiskiem. Nigdy nie zapomnę tego dnia – mówił wzruszony Knockaert.

Brytyjskie media zastanawiają się już, czy mały klub poradzi sobie wśród gigantów Premier League. Wielu dziennikarzy wskazuje, że Mewy posiadają w składzie zawodników, którzy mają doświadczenie w grze na najwyższym poziomie, czyli m.in. Tomera Hemeda, Berama Keyala, czy niezwykle doświadczonego Steve'a Sidwella.

Największym powodem do optymizmu dla kibiców angielskiego zespołu są jednak przykłady wymienionych wcześniej Bournemouth czy Hull, które pokazały, że czasem trudniej do Premier League awansować, niż z niej spaść. Póki co jednak całe Brighton nie myśli o przyszłości, a cieszy się chwilą – przecież kilkanaście lat temu ich klub miał nie istnieć...

najpopularniejsze

Lewandowski: ten sezon? Pozostaje duży niedosyt

Bayern – Borussia 2:3: piękny gol Dembele

Kolejny cel Messiego. Pogoń za Ronaldo i... Węgrami

Skandal w Hiszpanii. "Szumowiny nie powąchają mistrzostwa"

Bayern – BVB 2:3. Cios za cios w Monachium