tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Dzień stolarza i Czarek Benedetti

Przesympatyczny Felix Grosschartner, młody Austriak jeżdżący w pomarańczowych barwach CCC Sprandi Polkowice, na mecie w Olbii nie mógł uwierzyć, gdy dowiedział się, że pierwszy etap wygrał jego rodak Lukas Postlberger. – Nein! – wykrzyczał i dopytywał trzy razy, czy na pewno sobie nie żartuję.

Dzień stolarza i Czarek Benedetti

Przesympatyczny Felix Grosschartner, młody Austriak jeżdżący w pomarańczowych barwach CCC Sprandi Polkowice, na mecie w Olbii nie mógł uwierzyć, gdy dowiedział się, że pierwszy etap wygrał jego rodak Lukas Postlberger. – Nein! – wykrzyczał i dopytywał trzy razy, czy na pewno sobie nie żartuję.
Lukas Postlberger (fot. PAP/EPA)

Taki to numer wykręcił pan stolarz z Bory. Po ceremonii dekoracji proponował dziennikarzom produkcję kuchni, oczywiście dopiero po 28 maja. Czas reklamowy Rafała Majki, namawiającego do kuchennej rewolucji zdaje się być zagrożony, Lukas pasuje do tematu jak ulał.

A tak zupełnie poważnie, mówią że Postleberger to kolarz niezwykle silny i równie nieroztropny. Cytując Grosschartnera: "raz do roku po prostu musi się solidnie wywrócić i coś sobie złamać". Ale zdrowy bywa nie do zatrzymania, skoro jako dziewiętnastolatek został najmłodszym w historii mistrzem swojego kraju. Wszyscy jadący w tym wyścigu Austriacy – czyli piątka, wynik dla niech rekordowy – znają się świetnie, wszyscy mieszkają na północy, w promieniu 40 kilometrów.

Dla kolarzy CCC Sprandi zwycięstwo Postlebergera też ma swoje znaczenie. "Pamiętajcie, że jesteście na jednym z największych wyścigów świata. Jeden dzień, jedno zwycięstwo tutaj mogą odmienić wasze życie" – to były pierwsze słowa, jakie padły na odprawie w autobusie CCC. I nawet jeśli wydawały się frazesem, Postleberger dał im nowe życie. On na pewno będzie pamiętany i na pewno nie tylko jako solidny pomocnik.

Peleton Giro (fot. Getty Images)

Po drugie – Austriak ruszył w ten swój długi, niespodziewany finisz prosto z koła Macieja Paterskiego. Miał tam być Simone Ponzi, ale zagubił się chwilę wcześniej, wchodząc w ostry zakręt. Niemniej miał Paterski po inauguracji Giro 2017 bardzo pozytywne odczucia. I to jest dobra zmiana. Dwa lata temu aż przykro było na niego patrzeć. Na najważniejszy wyścig sezonu przyjechał po świetnej wiośnie, po wygranej na etapie wyścigu Dookoła Katalonii, po dziewiątym miejscu w Amstel Gold Race. Przyjechał, w oczach wielu, jako kandydat do etapowego zwycięstwa. Przyjechał jednocześnie… totalnie ubity i przybity. Kolarz po prostu czuje i wie, kiedy ma nogi na walkę z najlepszymi, a kiedy jest skazany na przeciętność. Dwa lata temu Paterski wiedział, że nic na Giro nie zwojuje, bo organizm został po drodze wyeksploatowany. Teraz w jego oczach widać dużo wiary.

Najlepszym Polakiem pierwszego dnia był jednak najlepszy góral. Że Czarek Benedetti jest nasz, wiemy wszyscy. On sam twierdzi, że polscy kibice wspierają go mocniej niż włoscy i że chciałby kiedyś założyć biało-czerwoną koszulkę. Na razie czeka na polskie obywatelstwo. Wymagania spełnia, w stu procentach. Przed startem drugiego etapu Giro, z uśmiechem wspominał, że wszystko zawdzięcza… teściowi. Benedetti zakochał się w Polce, ale zgoda na ślub pozostawała w zawieszeniu: "Nauczysz się języka, to pogadamy" – usłyszał. No to chwila moment i Cesare stał się Czarkiem. Cztery lata po ślubie mówi po polsku lepiej niż niejeden rodowity Polak.

I to się właśnie nazywa Amore Infinito*.

*Amore Infinito to hasło Giro d’Italia 2017.

CZYTAJ TAKŻE: ZAPISKI Z GIRO. DZIEŃ PIERWSZY

Giro d'Italia: pierwszy etap dla Postlbergera. Aktywny Białobłocki

najnowsze opinie

Marek Jóźwik No to teraz ostra "spinka"

Marek Jóźwik Multirympał

Rafał Patyra Reforma Ekstraklasy? Nie można być do połowy w ciąży

Jacek Laskowski "Mourinho to specjalista od wygrywania finałów"