tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Historie niezapomniane

Wpadł mi w ręce skarb. Pięknie wydany album z najważniejszymi okładkami "La Gazzetta dello Sport". Na nich historie i tytuły niezapomniane.

Historie niezapomniane

Wpadł mi w ręce skarb. Pięknie wydany album z najważniejszymi okładkami "La Gazzetta dello Sport". Na nich historie i tytuły niezapomniane.
Giro d'Italia z roku 1967 (fot. Getty)

PRZECZYTAJ RELACJĘ Z 3. ETAPU GIRO D'ITALIA

Co ciekawe, gazeta sportowa kilka razy w swoich dziejach na pierwszej stronie o sporcie zapominała. Raz, gdy w Nowym Jorku runęły dwie wieże i dwa razy ku pamięci Jana Pawła II. Najpierw, gdy Papieżem został ("Dopo 455 anni un Papa straniero"), potem gdy odszedł ("Il tempo del silenzio").

(fot. TVP)

Jest też oczywiście okładka z 24 sierpnia 1908 roku, z tytułem bardzo prostym: "Il Giro d’Italia". Kto kolarstwem interesuje się mocniej, historię tę prawdopodobnie zna, barwnie opisał ją Herbie Sykes w porywającej książce "Maglia Rosa". Wszystkie najważniejsze wyścigi powstały dzięki dziennikarzom, tak więc kiedyś naprawdę do czegoś się przydawaliśmy. "L’Auto" (obecnie "L’Equipe") to Tour de France. "La Gazzetta", próbując naśladować Francuzów najpierw powołała do życia Giro di Lombardia, potem redaktor naczelny Eugenio Costamagna dał się w San Remo namówić najpierw na kawę, a z tej kawy wyszedł wyścig.

Z jazdą dookoła Włoch historia była jednak inna. Naczelny był na wakacjach, gdy przyszedł telegram: "Nieunikniona konieczność natychmiastowego zorganizowania wyścigu Giro d'Italia. Wracaj do Mediolanu."

Peleton Giro d'Italia (fot. Getty) Costamagna wrócił i okazało się, że bliski przyjaciel, bliskiego przyjaciela brata redaktora naczelnego (w każdym razie jakoś podobnie) "Corriere della Sera" zabawił się w szpiega. I przyniósł wieści, że organizację Wyścigu Dookoła Włoch planuje konkurencja. Następnego dnia "La Gazzetta" poszła va banque, gwarantując przyszłemu zwycięzcy 25 tysięcy lirów nagrody. Lata później to zamieszanie tak wspominał Armando Cougnet, piszący we włoskim dzienniku o kolarstwie: "Zaplanowanie trasy to była łatwa sprawa. Ale finansowo byłem absolutnie przerażony. Miałem 28 lat i rodzinę na utrzymaniu. Wiedziałem, że jak nie nazbieramy na Giro, wszystko upadnie. I nasza gazeta, i nasze życia."

Nie upadli, a cały wyścig był, jest i będzie różowy na pamiątkę łososiowych stron włoskiej gazety.

Giro d'Italia: zmiana lidera, Owsian w ucieczce i Włoch po polsku
Giro d'Italia: pierwszy etap dla Postlbergera. Aktywny Białobłocki
21 etapów i 3600 kilometrów. Ruszyło jubileuszowe Giro

najnowsze opinie

Piotr Dębowski Serbowie mogą czuć się lekkimi faworytami

Marek Jóźwik Kombinacja norweska

Kacper Bartosiak Tragedia McClellana. Po 22 latach nie ma winnych…

Maciej Iwański Kadra? Teoretycznie wszystko jest ok, ale...