tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Juventus czy Real? Dwugłos w sprawie finału LM

Juventus Turyn zagra z Realem Madryt w finale Ligi Mistrzów, który zostanie rozegrany 3 czerwca w Cardiff. Obie drużyny w pełni zasłużyły na awans do finału, a po drodze wyeliminowały najlepsze europejskie zespoły. Czy Królewscy będą pierwszym klubem w historii, który sięgnie po triumf w Champions League drugi raz z rzędu? A może to Juventus po 21 latach przerwy i czterech przegranych finałach wreszcie będzie cieszył się z wygranej? Przedstawiamy argumenty, które przemawiają za obydwoma zespołami.
Gianluigi Buffon i Cristiano Ronaldo (fot. Getty Images)

Dlaczego Real wygra Ligę Mistrzów?

1. Doświadczenie

Królewscy to najbardziej utytułowany zespół w historii Ligi Mistrzów, zagrają w finale Pucharu Europy po raz 15. Ostatnio drużyna z Madrytu siedem razy z rzędu grała w półfinałach i dwukrotnie wystąpiła w finale. Oba wygrała. W każdym z nich stoczyła zaciętą walkę z Atletico Madryt. W 2014 roku w Lizbonie Sergio Ramos strzelił gola na 1:1 dopiero w dodatkowym czasie gry, a potem Real zdemolował Atletico. Dwa lata później zespół Zinedine'a Zidane'a przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę dopiero po rzutach karnych. W obu przypadkach zawodnicy Realu pokazali wielki charakter, który pozwolił na końcowy sukces. Niemal wszyscy piłkarze z obecnej kadry Królewskich wystąpili w przynajmniej jednym ze wspomnianych starć. Z tego też powodu stawka spotkania w Cardiff na pewno ich nie przerośnie.

Piłkarze Realu Madryt z Pucharem Europy za zwycięstwo w sezonie 2015/16 (fot. Getty Images)

2. Chęć przejścia do historii

Kibice postrzegają Real jako klub stworzony do osiągania wielkich rzeczy. Czymś wielkim bez wątpienia byłoby zdobycie Champions League drugi raz z rzędu – do tej pory nie udało się to żadnemu innemu zespołowi. W Realu jest mnóstwo utytułowanych piłkarzy, którzy wciąż są jednak głodni kolejnych sukcesów. Dodatkowym zastrzykiem motywacji może być także to, że Królewscy po pięciu latach przerwy są bliscy odzyskania mistrzostwa Hiszpanii.

3. Cristiano Ronaldo

Real ma w szeregach jednego z dwóch najlepszych piłkarzy świata. Ronaldo bardzo długo był w tym sezonie krytykowany – prezentował się przeciętnie i nie strzelał tylu goli, co w poprzednich latach. Jego styl gry uległ zmianie, a formę odnalazł w kluczowym momencie – strzelił pięć goli Bayernowi Monachium, a potem trzy Atletico. To pokazuje, że wciąż może decydować o zwycięstwach Królewskich nad wielkimi rywalami. Paulo Dybala czy Gonzalo Higuain to świetni napastnicy, ale żaden z nich nadal nie może równać się z "CR7". Ronaldo ma też dodatkową motywację – triumf w Champions League zapewne doprowadzi go do zdobycia piątej Złotej Piłki. Dowodzona przez Ronaldo ofensywa Realu z pewnością może zaskoczyć Juve – madrytczycy zdobywali przynajmniej jedną bramkę w 61 ostatnich meczach.

James Rodriguez, Alvaro Moarata i Marco Asensio (fot. Getty Images)

4. Szeroka kadra

To najbardziej kompletny zespół, jaki mieliśmy. Nie mamy wyłącznie 11 dobrych piłkarzy. W kadrze jest 24 zawodników na wysokim poziomie. Możesz założyć opaskę na oczy, wybrać dowolną "jedenastkę", a ona stanie na wysokości zadania – mówił Sergio Ramos przed rewanżowym meczem półfinału LM. Jego zdanie podziela Ronaldo. Żaden zespół na świecie nie dysponuje tak wyrównaną kadrą. Zidane w tym sezonie regularnie rotuje składem, by dać szansę gry wszystkim zawodnikom. Alvaro Morata, James Rodriguez czy Marco Asensio mocno naciskają na swoich konkurentów, a swoją postawą wyraźnie domagają się miejsca w podstawowym składzie. Trener w spotkaniach Primera Division bardzo często daje odpocząć Ronaldo, Luce Modriciowi czy Karimowi Benzemie. Zastępuje ich zawodnikami, którzy radzą sobie znakomicie – w wielu meczach to właśnie rezerwowi zapewniali zwycięstwo Realowi. Podobnie może być w Cardiff.

5. Zinedine Zidane

Mimo wciąż niewielkiego doświadczenia trenerskiego, Zidane już wykonał fantastyczną pracę. Najpierw pozbierał zespół rozbity po okresie współpracy z Rafaelem Benitezem i wygrał z nim Ligę Mistrzów. Latem zaprowadził w drużynie własne porządki, a teraz zmierza po zdobycie mistrzostwa Hiszpanii i Champions League. "Zizou" potrafił przekonać do swojej filozofii wszystkich zawodników. W zespole nie ma konfliktów. Niektórzy piłkarze nie otrzymują co prawda zadowalającej liczby minut na boisku, ale nie obrażają się i próbują wykorzystać każdą szansę, którą da im szkoleniowiec. Potwierdza się to, co mówiono od początku w Hiszpanii – Zidane ma znakomity kontakt z szatnią, co wpływa na atmosferę. Często wskazuje się go jako odpowiedź Realu na Pepa Guardiolę. Zidane jest na najlepszej drodze, by osiągnąć to, co nie udało się nie tylko Guardioli, ale żadnemu innemu trenerowi i zdobyć z Królewskimi Ligę Mistrzów drugi raz z rzędu.

***

Dlaczego Juventus wygra Ligę Mistrzów?

1. Defensywa

To zdecydowanie największy atut mistrzów Włoch. W 12 dotychczasowych meczach Ligi Mistrzów, Juventus w ośmiu zachował czyste konto! W Serie A po 35 meczach ma zaledwie 23 stracone bramki. "Atakiem wygrywa się mecze, a defensywą turnieje i rozgrywki" – to stara zasada, którą w życie wprowadza Massimiliano Allegri. W rewanżowym meczu ćwierćfinału z Barceloną (0:0), rywale nie oddali ani jednego celnego strzału, choć musieli gonić wynik. – Wydawało mi się, że możemy grać jeszcze przez 24 godziny, a Barcelona i tak nie trafi do bramki... – powiedział po meczu trener Juve.

Massimiliano Allegri i Alex Sandro (fot. Getty Images)

2. Taktyka

Zidane ma świetnych wykonawców, ale nie sili się na innowacje taktyczne. Allegri wychodzi z innego założenia i wielokrotnie udowadniał, że jest pod tym względem elastyczny i nie boi się ryzykować. Z Mario Mandzukicia, typowej "dziewiątki", zrobił skrzydłowego, bo nie chciał posadzić go na ławce, gdy w styczniu do gry wrócili Gonzalo Higuain i Paulo Dybala. Chorwat sprawdził się w tej roli i pokazał, że potrafi harować w defensywie. Jego byli trenerzy z Atletico i Bayernu mogą tylko przecierać oczy ze zdumienia.

3. Gonzalo Higuain

Nawet najlepsza obrona i najbardziej zaskakująca taktyka nie da zwycięstwa, jeśli nie strzela się goli. A z tym Juventus też nie ma najmniejszego problemu. Największa w tym zasługa Gonzalo Higuaina. Można się śmiać, że Argentyńczyk ma nadwagę, ale najważniejsze, że jest skuteczny. W tym sezonie strzelił 32 gole, z czego pięć w Lidze Mistrzów. Poza tym będzie chciał pokazać się w starciu z byłym zespołem i udowodnić, że rezygnacja z jego usług była dużym błędem Królewskich.

Gonzalo Higuain (fot. Getty Images)

4. Ewolucja

Juventus przegrał w finale Ligi Mistrzów dwa lata temu z Barceloną (1:3), ale od tamtej pory zespół zmienił się – i kadrowo, i mentalnie. Allegri nie przeprowadził rewolucji, ale powoli przebudowywał skład. W zespole nie ma już Arturo Vidala, Patrice'a Evry, Andrei Pirlo czy Carlosa Teveza. Jest za to świeża krew – Alex Sandro, Miralem Pjanić, Juan Cuadrado, Dybala czy Higuain. Ze starej gwardii został m.in. Giorgio Chiellini. – Od tamtej pory każdego dnia dojrzewaliśmy i jesteśmy lepszą drużyną. Poza tym mamy doskonałego Gigiego Buffona – ocenił doświadczony obrońca.

5. Gianluigi Buffon

Człowiek, który jak nikt zasłużył na zwycięstwo w rozgrywkach. To jedno z nielicznych trofeów, których nie ma w kolekcji. Mimo 39 lat na karku wciąż prezentuje się znakomicie i jego postawa może zdecydować o zwycięstwie w finale. – Każdego dnia ciężko pracuję, by pokazać, że w tym wieku mogę grać na tak wysokim poziomie – powiedział legendarny bramkarz. – Kiedy odejdę, chcę, żeby ludzie byli smutni – dodał.

W tym sezonie nie puścił bramki w aż 20 meczach. Dla porównania Keylor Navas zachował czyste konto tylko sześć razy i zdarzały mu się błędy. Jeśli o zwycięstwie w finale decydowałaby klasa bramkarza, Juventus nie dałby Realowi żadnych szans.

Kto wygra finał Ligi Mistrzów?
Kto wygra finał Ligi Mistrzów?
  • 42.3%Real
  • 57.7%Juventus

najpopularniejsze

Walka Włodarczyka do powtórki? Pomyłka sędziego...

Bandycki atak. Trener pobił pięściarza po walce!

Świat Moto GP w żałobie. Nie żyje Nicky Hayden

Media: "Mistrzowie", "33", "Honorowe pożegnanie"

Skrzecz: Artur Szpilka? Więcej szumu niż roboty...