tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Zapiski z Giro: liczy się każda minuta

Na wielkim tourze każda minuta jest ważna. – Pomyśl, że śpisz codziennie pół godziny dłużej. Niby tylko 30 minut. Ale pomnóż to przez 21 etapów i trzy dni wolne. Wychodzi 12 godzin. Jedna noc więcej na regenerację – opowiadał kiedyś Sylwester Szmyd.

Zapiski z Giro: liczy się każda minuta

Na wielkim tourze każda minuta jest ważna. – Pomyśl, że śpisz codziennie pół godziny dłużej. Niby tylko 30 minut. Ale pomnóż to przez 21 etapów i trzy dni wolne. Wychodzi 12 godzin. Jedna noc więcej na regenerację – opowiadał kiedyś Sylwester Szmyd.
Nairo Quintana (fot. PAP)

A Sylwas wie co mówi. Ukończył 23 wielkie toury. Więcej niż wszyscy kolarze CCC Sprandi razem wzięci. Nauczył się zbierać te minuty. Kiedyś towarzyszyliśmy mu z kamerą przez cały wyścigowy dzień. Od pobudki do pierwszego kęsu śniadania mijało najwyżej 5 minut. Pakowanie plecaka na etap – błyskawiczne, w czym pomagała zalaminowana lista niezbędników, odhaczanych jeden po drugim. W ten sposób minimalizował Sylwek ryzyko, że czegoś zapomni – to po pierwsze, oszczędzał też pewnie ze 2-3 minuty – to po drugie.

Sylwester Szmyd (FOT. MARIO STIEHL/FACEBOOK.COM/CCCPROTEAM) Dziś na Giro taka właśnie lekcja oszczędności. Tym bardziej, że zaczęły się góry. Na Blockhaus prowadzą niekończące się serpentyny. A to rodzi dylemat: piąć się tym potężnym autobusem na sam szczyt, pod metę, żeby zawodnicy mieli bliżej, czy może zostać 17 kilometrów niżej?

Dylemat szybko rozwiązany, bo decyduje matematyka. Czas zjazdu to minimum 45 minut, może nawet godzina, w karawanie całego wyścigu. Na rowerach kolarze pokonają ten dystans w 10 minut, wykonując przy okazji niezbędne po takim wysiłku rozjechanie. Pół godziny później będą już po prysznicu i autobus ruszy w drogę do hotelu. Godzina zysku, tym cenniejsza, że dziś podróż zafundowali nam organizatorzy wyjątkowo długą, 250 kilometrów.

Na miejsce dotrzemy około 22:30. Ten czas też trzeba maksymalnie wykorzystać. Piszę te słowa, a zawodnicy są podłączeni do pneumatycznych nogawek, przypominających kombinezon astronauty. Inni wałkują nogi, rozluźniając mięśnie. Masażu dziś już nie będzie, bo przegrał rywalizację z kolacją. Jednego i drugiego o tak późnej porze połączyć się nie da. Masaż musi być bowiem zrobiony przed kolacją, inaczej okaże się bezcelowy. Jego zadaniem jest ukrwienie zmęczonych nóg, tymczasem po posiłku krew błyskawicznie popłynie do żołądka.

Całe szczęście, że jutro przerwa. Choć i na te dni wolne niektórzy narzekają. A w zasadzie na dzień po dniu wolnym. Po przerwie nogi niechętnie budzą się do ponownego wysiłku, są jak z drewna. Dlatego wolne będzie tylko z nazwy, o rozbracie z rowerem mowy nie ma. Rekonesans trasy wtorkowej jazdy na czas będzie jak znalazł.

najnowsze opinie

Piotr Dębowski "Przybecki powinien obniżyć poprzeczkę"

Jacek Laskowski "Szwedzi zasłużyli na złoty medal mistrzostw świata Elity"

Sebastian Parfjanowicz Zapiski z Giro: Fausto Coppi i amfetamina

Sebastian Parfjanowicz Zapiski z Giro: kosztowna randka kolarza