tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nowe FC Hollywood. Wielki konflikt w Borussii Dortmund

Borussia Dortmund zamierzała wykorzystać zmianę pokoleniową w Bayernie Monachium. Na Signal Iduna Park robili wszystko, by wznieść paterę mistrzowską za rok. Układanka zaczęła się jednak sypać...
Thomas Tuchel (fot. Getty Images)

Co dalej z Pawłem Olkowskim? "Perspektywy nie są dobre"

Thomas Tuchel oraz pion zarządzający są w poważnym konflikcie. Sprawa przybrała rozmiary tak wielkie, że nie rozejdzie się po kościach. Wszystkie brudy prane są publicznie. Borussia zyskała miano "FC Hollywood"; poprzednio nazywano tak Bayern, gdzie każda niejasność urastała do miana medialnego wydarzenia. Tutaj mówimy o prawdziwej telenoweli.

Szef rady nadzorczej BVB, Hans-Joachim Watzke nie chce odpuszczać szkoleniowcowi. Ten równie twardo stoi przy swoim. Dziennikarze będący blisko klubu nie pozostawiają złudzeń: Tuchel może mieć do powiedzenia wiele, ale Watzkego nie pokona.

– Trener chciałby zostać, ale szanse na dalszą współpracę są naprawdę niewielkie. Oszacowałbym je na 20 procent. Stracili do niego zaufanie. Uważają, że mówi zbyt wiele rzeczy publicznie, zamiast załatwiać te sprawy za kurtyną – twierdzi Sebastian Wessling, piszący dla "der Westen".

Gorące miesiące

O pierwszych niesnaskach prasa pisała pod koniec stycznia. Działacze wicemistrza Niemiec sfinalizowali wówczas zakup Alexandra Isaka. Szwedzki napastnik oceniany jest jako wielki talent, ale... sprowadzono go bez wiedzy Tuchela, co przyznał trener.
Kiedy wokół zimowego zakupu zrobiło się gorąco, próbowano jeszcze ugasić pożar.– Nie znałem go, ale to transfer, przy którym ogromną pracę wykonuje dział skautingu. Tak samo było w przypadku Ousmane Dembele i Emre Mora – mówił szkoleniowiec Borussii.

Smaczku historii dodaje fakt, że Isak dostał ledwie jedną szansę: zagrał cztery minuty w Pucharze Niemiec przeciwko Sportfreunde Lotte (3:0), czyli rywalowi nie traktowanemu poważnie. Poza tym, Szwed tylko trzykrotnie siedział na ławce rezerwowych.

Serdeczny uścisk Tuchela i Watzke to rzadki widok. Zapewne nie zdarzy się już nigdy (fot. Lukas Schulze/Getty Images)

Minęło nieco ponad dwa tygodnie, a trener znów publicznie zaatakował szefostwo. Po porażce z SV Darmstadt 98 (1:2) powiedział: – Musimy coś przemyśleć. Gramy w Bundeslidze nie tylko przeciwko Bayernowi Monachium i RB Lipsk, ale także przeciwko Darmstadt – mówił, nawiązując do oczekiwań Watzke, którego miałyby obchodzić wyłącznie mecze z najsilniejszymi rywalami.

Poważny konflikt zarysował się tuż po eksplozji bomby w pobliżu autokaru Borussii. Trener miał ogromny żal do przełożonego. Ustalił on datę spotkana przeciwko AS Monaco na dzień po nieudanej próbie zamachu. Watzke przekazał do UEFA stanowisko klubu, wyrażając zgodę, choć zdawał sobie sprawę, że piłkarze nie są psychicznie gotowi, by wyjść do gry. Podczas konsultacji z zespołem zawodnicy wyrazili się jasno. Wielu graczy miało bezsenną noc. Zdali sobie sprawę, że ktoś próbował ich zabić. Jakby tego było mało, w mediach pojawiła się informacja, że Tuchel o terminie meczu dowiedział się z wiadomości SMS. Komunikacja między panami była coraz gorsza...

Drugi Guardiola

W Dortmundzie są tą sytuacją mocno zaskoczeni. Juergen Klopp przyzwyczaił wszystkich do innego stylu pracy. Potrafił rozładować każde napięcie. – Oczywiście nie był tak miły jak go postrzegano. Zachowywał się bardzo agresywnie i głośno, zwłaszcza podczas zajęć. Tuchel nie jest tak nieprzyjazny jak przedstawiają go media. Klopp to geniusz, jeśli chodzi o relacje publiczne. Jego następcy relacje z innymi nie interesują za bardzo. Zapewne dlatego może teraz przeczytać o sobie tyle przykrych artykułów. Moim zdaniem zarzewiem konfliktu nie jest wiedza Tuchela, ale właśnie podejście do innych. Jego "przepychanki" z Watzkem to wierzchołek góry lodowej, wobec pozostałych fachowców skupionych wokół drużyny też bywa bardzo nieprzyjemny – opisuje Ulrich Hesse, pochodzący z Zagłębia Ruhry dziennikarz, autor książki "Tor! Historia niemieckiej piłki nożnej".

Działacze Borussii w 2015 szukali kogoś, kto potrafiłby nauczyć drużynę nowego sposobu gry. Wybór padł na szkoleniowca nazywanego "drugim Kloppem". Ta kandydatura wydawała się idealna. Praktycznie łączyła ich głównie historia. Obaj zdobyli uznanie dzięki pracy w 1. FSV Mainz 05.

Nowy trener BVB wielokrotnie podkreślał, że znacznie bliżej mu do Pepa Guardioli. Miał na myśli sposób gry. Podobieństwa dostrzec można również w zachowaniu. Obaj nie związują się emocjonalnie z piłkarzami, są maniakami piłki, a na ich twarzach rzadko goszczą uśmiechy. Mają też skłonność do konfliktów i zachowują dystans w kontaktach z mediami. Nie udzielają wywiadów, przychodzą tylko na konferencje prasowe.

Szef skautingu BVB dostał od Tuchela zakaz wejścia na ośrodek treningowy BVB (Anadolu Agency/Getty Images)

Odkąd Borussia zatrudniła nowego, ten zdążył pokłócić się z kilkoma ważnymi osobami. Zakaz wejścia na teren ośrodka treningowego dostał choćby szef skautingu, Sven Mislintat. Co ciekawe: to on uważany jest za odkrywcę Roberta Lewandowskiego i Pierre-Emericka Aubameyanga.

– Zapewniam, że Klopp też był kłótliwy. Ze współpracownikami sprzeczał się bardzo często, ale zawsze potrafił wypracować jakiś kompromis. Tuchel wychodzi z prostego założenia: zawsze ma rację. Jest uparty, boli go każde ustępstwo – krytykuje Wessling.

Błaszczykowski ofiarą kryzysu? "Zazwyczaj obrywają doświadczeni"


Kontakt z drużyną to kolejna nie najlepsza strona obecnego szkoleniowca. Ostatnio przekonał się o tym Emre Mor, który uznał, że dodatkowe treningi biegowe są zbyt intensywne, a w odpowiedzi usłyszał "zamknij się!".

Zaskoczony postawą Tuchela był także Błaszczykowski. Trener publicznie stwierdził, że Kuba odszedł z BVB, ponieważ nie chciał rywalizować z Łukaszem Piszczkiem. Błaszczykowski nie krył zdziwienia. – Nie rozmawialiśmy od ponad roku, czyli momentu, kiedy udałem się do Fiorentiny – przekonywał w wypowiedzi dla "Przeglądu Sportowego".

Tamten ruch był szczególnie bolesny dla fanów. Nasz rodak był ich ulubieńcem. A ponieważ następca Kloppa pomników nie stawia, zrezygnował też z Nevena Suboticia. Obrońca, który za kadencji poprzednika miał pewne miejsce w składzie, nagle stał się niepożądany. I to na środku obrony, gdzie dortmundczycy mieli sporo problemów. Marc Bartra nie potrafi wypełnić luki po odejściu Matsa Hummelsa, a Matthias Ginter popełnia rażące błędy.

Piłkarze skarżą się na nietypowe metody. Ostatnio chciał pobudzić ich za pomocą medytacji. Zatrudnił doktora zajmującego się tą dziedziną, ale zawodnicy szybko postawili weto.

Jedną z "ofiar" bezlitosnej wizji Tuchela był Jakub Błaszczykowski (fot. Lukas Schulze/Getty Images)

Bronią go wyniki

Zwolennikami nowego nie są byli gracze. Juergen Koehler powiedział ostatnio, że nie wyobraża sobie przedłużenia wygasającego za rok kontraktu. Kilka miesięcy wcześniej Michael Schulz stwierdził: – On nie pasuje do tego klubu. To typ bardzo cichy i zamknięty w swoich analizach. Tutaj trzeba kogoś innego.

Najważniejsze, bo wyniki przemawiają za trenerem. Losy dwumeczu z Monaco zostały rozstrzygnięte jeszcze przed jego rozpoczęciem. Wina leżała po stronie pionu zarządzającego.

Jeśli chodzi o Bundesligę, to i tutaj trudno mieć do szkoleniowca pretensje. Latem stracił najważniejszych piłkarzy, dysponuje bardzo młodym zespołem, a ma ogromną szansę, by awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wywalczył też finał Pucharu Niemiec.

– Niewykluczone, że latem dojdzie do sytuacji kuriozalnej. Zapewne Watzke będzie chciał zakończyć współpracę, nawet ze zdobywcą krajowego pucharu. Mamy powtórkę z Mainz, gdzie chwalono Tuchela za wyniki. W tym samym czasie szefostwo klubu krytykowało go za zachowanie. Różnica jest spora: tutaj mówimy o zwolnieniu – wyrokuje Hesse.

Następcą Tuchela może być Lucien Favre (P), trener który przesunął Łukasza Piszczka na prawą obronę (fot. Dennis Grombkowski/Getty Images)

Znajomy Piszczka

Ostatnie tygodnie z pewnością nie były dla szkoleniowca łatwe. Uderzyła w niego wielka fala krytyki. Mimo wszystko zamierza pozostać na Signal Iduna Park. Dyrektor sportowy BVB, Michael Zorc, zaapelował o spokój. Wszyscy w Dortmundzie zdają sobie sprawę, że zamieszanie wpływa na piłkarzy.

Według przecieków prasowych Tuchel odejdzie po zakończeniu sezonu. Będzie to kolejne nietypowe rozstanie. Kiedy w maju 2014 wywalczył z 1.FSV Mainz 05 miejsce gwarantujące grę w eliminacjach Ligi Europejskiej, podjął nagłą decyzję o rozwiązaniu kontraktu. Były menedżer mogunckiego klubu, Christian Heidel, nie krył zaskoczenia. Szefowie Mainz zdenerwowali się na dobre. Chcieli zatrzymać trenera do końca umowy, by ten nie mógł podjąć pracy w innym miejscu.

Tym razem zastąpić miałby go Lucien Favre. Szwajcar trenuje OGC Nice. Jego zespół zajmuje trzecie miejsce w Ligue 1, co odbierane jest jako bardzo dobry wynik. Wcześniej prowadził między innymi Herthę BSC oraz Borussię Moenchengladbach. Uznawany jest za odkrywcę talentu Łukasza Piszczka. W czasach Herthy przesunął bowiem Polaka na prawą obronę.

Zobacz także Mario Mandzukić – gladiator, który poznał wojnę

najpopularniejsze

Występ Hiszpanii na mundialu poważnie zagrożony

Engelberg: błysk Kubackiego. Awans wszystkich Polaków

Kubica podpisał kontrakt z Williamsem, ale...

"Batmobil" Aubameyanga na sprzedaż. Zawrotna kwota...

Lewandowski doceniony. Wyższe miejsce niż w Złotej Piłce