tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Gortat zmieni klub? "Mojej pozycji się nie docenia"

Washigton Wizards przegrali siódmy mecz półfinału Konferencji Wschodniej z Boston Celtics i zakończyli sezon. Czy było to ostatnie spotkanie Marcina Gortata w barwach drużyny ze stolicy? Możliwe, ale Polak ma znacznie większy problem. Zapotrzebowanie na zawodników o jego profilu jest coraz mniejsze.
Marcin Gortat (fot. Getty Images)

Gortat w 2014 roku podpisał z Wizards pięcioletni kontrakt opiewający na 60 milionów dolarów. Do jego końca pozostały więc jeszcze dwa lata i tylko od decyzji władz klubu zależy przyszłość 33-latka.

– Wiem, jak ten biznes działa, i jestem gotowy na wszystko. Jestem najstarszy w drużynie, a klub zakontraktował przed rokiem grającego na tej samej pozycji Iana Mahinmiego. Latem razem z moim agentem spotkamy się z generalnym menedżerem i zobaczymy, co z tego wyniknie – powiedział Gortat, czym uruchomił lawinę spekulacji.

Ian Mahinmi (fot. Getty Images) Polak był jednym z pięciu zawodników NBA, który nie opuścił żadnego meczu w sezonie zasadniczym. Zdobywał w nim średnio 10,8 pkt, notował też 10,4 zbiórek. W play off było podobnie – średnia 8,1 pkt oraz 11,0 zbiórek. Odporność na kontuzje i duża wytrzymałość Polaka to jego niepodważalne atuty. Ale metryki nie da się oszukać. Gortatowi znacznie bliżej do statusu weterana i to właśnie dlatego coraz większą rolę w zespole odgrywa młodszy o trzy lata Mahinmi. Ale to tylko częściowy obraz sytuacji.

– Nie opuściłem żadnego meczu, ani nawet treningu. Drużyna miała świetny sezon, ja siebie oceniam przeciętnie, może dobrze. Gram na najbardziej niedocenianej pozycji. W NBA nie szanuje się już środkowych, nie uważa się ich za cenną część drużynowej układanki. Tymczasem ja na wiele sposobów poświęcałem się, abyśmy wygrywali. Walczyłem o zbiórki, stawiałem zasłony. Nie możesz mieć w zespole tylko zawodników zdobywających punkty – żalił się Polak.

Draymond Green (fot. Getty Images) Fakty są jednak takie, że rola klasycznego centra w NBA zanika. Coraz więcej drużyn decyduje się na "obniżenie" składu, by zwiększyć jego szybkość i mobilność, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Golden State Warriors, głowni faworyci do tegorocznego mistrzostwa, z powodzeniem na tej pozycji umieszczają Draymond Green, mierzącego zaledwie 201 cm. To, co jeszcze kilka lat temu było szaloną decyzją, dziś staje się normą.

Do tego dochodzi aspekt finansowy. Wizards najprawdopodobniej zdecydują się przedłużyć umowę z Otto Porterem, który stanie się drugim po Bradleyu Bealu najlepiej zarabiającym zawodnikiem w drużynie. Czarodzieje w tej sytuacji musieliby zapłacić kosztowny podatek od luksusu (z ang. luxury-tax). Pozbycie się 26 milionów dolarów Gortata byłoby dużym ułatwieniem dla klubowego budżetu.

Kto mógłby chcieć u siebie Polaka? Być może do rozmów znów usiądą... Celtics. To właśnie o wymianie na linii Waszyngton – Boston mówiło się w czasie ostatniego okna transferowego. Gortat wprawdzie nie miałby tam miejsca w pierwszej piątce, bo te zajmuje Al Horford, ale znalazłby się w drużynie, która z powodzeniem mogłaby rywalizować o mistrzostwo NBA. Na wszystkie odpowiedzi dotyczące naszego jedynaka za Oceanem musimy jednak poczekać do lipca.

Czy Marcin Gortat powinien zmienić klub?
Czy Marcin Gortat powinien zmienić klub?
  • 59.8%Tak
  • 40.2%Nie
"Weteran – Marcin Gortat" (reportaż)

podobne informacje

Zagrał dla Wójcika. Gortat świetnie rozpoczął sezon

NBA: Curry liderem listy płac. Gorat zarobi...

Gortat ambasadorem Muzeum Narodowego w Warszawie

NBA: Washington Wizards zmienią nazwę hali