tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kandydat na prezesa PZT: cuda zajmą trochę czasu

– Na wyjście z zapaści potrzebujemy około pół roku. Jestem pewien, że w połowie 2018 roku będziemy już normalnie funkcjonować. Niczego nie będzie brakowało – powiedział Mirosław Skrzypczyński, kandydat na prezesa Polskiego Związku Tenisowego. Wybory będą miały miejsce w sobotę 20 maja.
Łukasz Kubot (L) i Marcin Matkowski (P) (Fot. Getty)

Maciej Łuczak, SPORT.TVP.PL: – Najprawdopodobniej będzie pan jedynym kandydatem podczas sobotnich wyborów w PZT. Rozumiem, że wybrał pan już fotel, w którym zasiądzie jako prezes?
Mirosław Skrzypczyński: – Nie, nie. Wybory dopiero przed nami. Nauczony tym, co wielokrotnie przeżyłem w tenisie czy w biznesie wiem, że dopóki nie wygram ostatniej piłki, to nie mogę mówić o zwycięstwie. Na razie prezesem się nie czuję. Poza tym w obecnej sytuacji jaka panuje wokół PZT to żaden splendor.

Kłopoty w Polskim Związku Tenisa. Federacja jest bankrutem? – Załóżmy jednak scenariusz, za który u bukmachera za wiele byśmy nie zarobili, czyli pana zwycięstwo. Jakie są trzy najważniejsze punkty, którymi zajmie się pan po przejęciu władzy?
– Po pierwsze – musimy zacząć od pełnego audytu związku, ponieważ ja nie wierzę w zapewnienia minionego zarządu. Musimy się dowiedzieć, jak to wygląda organizacyjnie i finansowo. Dalej trzeba uruchomić programy, takie jak np. Davis Cup Futures, które obecnie nie działają. Zawodnicy nie dostają z nich pieniędzy, przez co nie mogą jeździć na zawody. Następnie chcemy wprowadzić projekt upowszechniania tenisa amatorskiego. Pracujemy nad tym już od marca. Na koniec najważniejsza rzecz – operacja Słowacja. Musimy ten mecz Pucharu Davisa wygrać, bo inaczej stracimy bardzo dobry produkt. Przegrywając to spotkanie spadniemy tak nisko, że strasznie trudno będzie tę reprezentację gdziekolwiek sprzedać.

– Wiemy jednak, że w ostatnich miesiącach były problemy z występami naszych najlepszych zawodników w Pucharze Federacji i Pucharze Davisa. Pan jest przekonany, że namówi Jerzego Janowicza do gry przeciwko Słowacji?
– Rozmawiamy... Ja liczę, że Jurek Janowicz zagra. Albo inaczej. Nie wyobrażam sobie, żeby on nie wystąpił. Postaramy się stworzyć całej ekipie, jak najlepsze warunki, bo orzełek na piersi to jedno, ale jak mówią zawodowcy kasa też musi się zgadzać.

– Właśnie, kasa. Na wszystkie powyższe propozycje potrzebne są pieniądze, natomiast kondycja finansowa związku delikatnie mówiąc najlepsza nie jest. Nie ma pan wrażenia, że w obecnej sytuacji ten plan jest nierealny?
– Ale co jest nierealne?

Patologiczny Związek Tenisowy? Podejrzenia w przeddzień wyborów – Inwestowanie przez PZT pieniędzy, których obecnie tam nie ma.
– To, że związek jest biedny to sprawka takich ludzi jak np. mój kolega i były kontrkandydat pan Maciej Stańczuk. Jego opowieści, że z systemu ratingowego można zarobić 20 milionów złotych, to totalna bzdura. Dziwię się, że w ogóle wypowiadał takie słowa, bo to jest inteligentny facet, ale jeżeli chciał tą kwotą wygrać wybory to się mocno pomylił. My będziemy potrzebowali około 6-7 miesięcy żeby wyprowadzić PZT z zapaści finansowej. Jestem przekonany, że audyt wykaże, że mamy więcej długów niż środków własnych.

– To jak to się ma do tego pana programu, który wymaga sporych nakładów? On jest możliwy do zrealizowania?
– Moim zdaniem tak. Na wyjście z zapaści potrzebujemy tak jak powiedziałem około pół roku. Natomiast w połowie 2018 roku jestem pewien, że będziemy już normalnie funkcjonować. Niczego nie będzie brakowało. Są na to bardzo dobre pomysły, ale przede wszystkim transparentność i uczciwość.

– Dobrze, ale poza szczytnymi celami jak transparentność i uczciwość, jaki jest pomysł by PZT zarabiał pieniądze, a w przyszłości zwiększał budżet?
– My te pomysły właśnie tworzymy. Będziemy mieli dobre programy, a wtedy łatwiej się będzie rozmawiało z potencjalnym sponsorami.

Mirosław Skrzypczyński (Fot. TVP) – Co to są za programy?
– Upowszechnianie tenisa amatorskiego, tenisa dla najmłodszych i programy stworzone dla juniorów. Jednak nie na takiej zasadzie, że młody tenisista ma finansowany udział w turnieju, a potem wraca do siebie do klubu i jest sam. Program ma być pełen. Zawodnik wyjeżdża na turniej, a jak z niego wraca, to cały czas jest pod opieką PZT. Dopiero wtedy będzie to miało ręce i nogi. Mamy już zrobioną listę potencjalnych sponsorów, a z kim się dogadamy to najbliższy czas pokaże. Muszą się odbyć szybkie i dynamiczne rozmowy. Trzeba też poprawić relacje z Ministerstwem Sportu i Turystyki... Wtedy uda nam się zwiększyć środki na tenis, który mam nadzieję stanie się sportem masowym i dostępnym, jakim nie był od lat.

– Jednak dotacje wyliczane są w dość konkretny sposób. Zależą od rezultatów w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata oraz Europy. Takie imprezy w tenisie albo nie istnieją albo są mało prestiżowe i medali tam nie zdobywamy. Jak zatem zamierza pan zwiększyć dotacje z MSiT, kiedy algorytm jest przeciwko tenisowi?
– Jak się przedstawi mądry program i mądrą perspektywę, to uważam, że oprócz suchych wyników i tabelek, uda nam się pokazać, że warto tenis finansować. Minister Witold Bańka jest bardzo rozsądnym człowiekiem, w ogóle z MSiT mamy bardzo dobre kontakty, więc jestem przekonany, że uda nam się wywalczyć dodatkowe wsparcie.

– Najdostatniej w PZT było za czasów Ryszarda Krauzego. Pana zdaniem zaangażowanie na takim poziomie finansowym przez jednego człowieka jest jeszcze możliwe?
– Jeżeli chodzi o prywatną osobę, to będzie trudno, ale cały czas jestem optymistą. Uważam, że uda nam się pozyskać nawet większe pieniądze niż były za czasów pana Krauze. Mimo całej trudnej sytuacji wokół PZT pojawiają się młode perełki w osobie Igi Śwątek czy zdolnych chłopaków, więc jest szansa i klimat żeby sponsorzy wchodzili w tenis. Ja jestem człowiekiem zdeterminowanym i pewnym, że się uda. Jedyne czego potrzebujemy, to czasu.

– Często mówi pan w liczbie mnogiej. Kto zatem wraz z panem będzie rządził w PZT?
– Mamy świetny zespół. Jest Piotrek Radwański, jest Magda Rejniak-Romer, cały czas do dyspozycji Wojciech Andrzejewski. To bardzo mądrzy i zakochani w tenisie ludzie. Zrobiliśmy sobie takie motto: "Rzeczy niemożliwe robimy od ręki, ale cuda zajmują nam troszeczkę więcej czasu". To powinno przyświecać obecnie wszystkim osobom związanym w Polsce z tym pięknym sportem. Wierzę, że wszystko się ułoży. Marzą mi się kolorowe turnieje pełne dzieci i dorosłych.

– Konkretyzując – pan jako prezes zamierza skupić się na umasowieniu tenisa czy pomocy dla zawodowców?
– To musi być wszystko połączone. Żeby wychować zawodowców, najpierw musimy zainteresować tym sportem dzieci. Interesuje nas taki trójkąt – tenis dzieci – tenis amatorski – tenis zawodowy. Będziemy prowadzić wszystko na jednym poziomie.

Mirosław Skrzypczyński – kandydat na prezesa PZT. Do marca 2017 roku członek zarządu PZT. Przedsiębiorca zamieszkały w Zielonej Górze.

podobne informacje

Skrzypczyński prezesem Polskiego Związku Tenisowego

Nieprawidłowości w PZT. "Sytuacja jest patologiczna"

Minister sportu o PZT: tam nie dzieje się dobrze

Kryzys w Polskim Związku Tenisowym