tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szczery wywiad Szczęsnego. "Nigdy nie byłem tak dobry"

Wojciech Szczęsny udzielił obszernego wywiadu brytyjskiemu "Guardianowi", w którym sporo miejsca poświęcił swojemu rozwojowi. – Odchodząc z Arsenalu nie pomyślałbym, że mogę aż tak się rozwinąć – wyznał. Bramkarz Romy zdradził też, że nadal nie wie, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie.
Wojciech Szczęsny (fot. Getty Images)

Szczęsny ma trzy opcje: może wrócić do Arsenalu i walczyć z Petrem Cechem o miejsce w bramce, może zostać w Romie (jeśli ta zdecyduje się go wykupić) albo może ruszyć w dalszą drogę i reprezentować inny klub. Ta druga opcja wydaje się najmniej prawdopodobna.

On odkrył talent Szczęsnego. "Wojtek chciał grać w ataku" Nieprzyjemna adrenalina

Ta niepewność jest męcząca, ale też w pewnym sensie mnie napędza. Nie wiesz co cię czeka, jakie będziesz miał opcje, więc robisz wszystko, by nie zabrakło możliwości. Nigdy nie wiesz, kto obserwuje cię z trybun, więc chcesz grać jak najlepiej. Ta adrenalina nie jest przyjemna, ale na pewno jest motywująca – powiedział reprezentant Polski.

Takie jest życie piłkarza. Nie podpisujemy 10-letnich kontraktów. Jednego dnia jesteś potrzebny, a drugiego nie chcą cię w klubie. Spójrzcie na Joe Harta. Dla mnie to był najlepszy bramkarz w Premier League, ale przyszedł nowy menedżer i Hart wylądował na wypożyczeniu w Torino – powiedział Szczęsny o Angliku, z którym mają wspólnego menedżera.

Gdzie Polak spędzi przyszły sezon? O tym pomyśli po wakacjach. – Najpierw decyzję musi podjąć Arsenal, a potem ja. Na razie muszę oczyścić głowę i skupić się na ostatnich meczach tego sezonu – wyznał. W utrzymywaniu koncentracji pomaga mu... trzeci bramkarz Romy, Rumun Bogdan Lobont. – Oglądamy razem wiele filmów temu poświęconych. To prawdziwy przyjaciel, nie tylko kolega z zespołu – zdradził Szczęsny.

Wojciech Szczęsny (fot. Getty Images)

Lepszy niż się spodziewał

Ale nie tylko czas spędzany z Lobontem pozwolił Polakowi się rozwinąć. Szczęsny wielokrotnie powtarzał, że wiele nauczył się od trenerów bramkarzy w Romie i od trenera Luciano Spallettiego. – W Rzymie wszedłem na wyższy poziom. Lepiej pojmuję piłkę nożną, taktykę. Nauczyłem się zachowywać zimną krew. Tego brakowało mi, gdy byłem młodszy. To nie tak, że już się nie "gotuję". Po prostu lepiej wiem, kiedy angażować się w akcje obronne, a kiedy lepiej nie przeszkadzać obrońcom – wyjaśnił.

Ostatni sezon w Arsenalu był dla mnie bardzo zły, na boisku i poza nim. Mogłem pozostać w tym negatywnym środowisku, ale zamiast tego wykorzystałem okazję na nowy start. (...) Cieszę się, że podjąłem tę decyzję, chociaż na początku miałem bolesne odczucie, że nie jestem już graczem Arsenalu. Teraz uważam, że to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć – wyznał.

Polak nie ukrywa, że jest wdzięczny Romie za te dwa lata. – Jestem lepszym piłkarzem niż myślałem, że mogę być, gdy tu przychodziłem. Rozwinąłem się bardziej niż się spodziewałem. Wierzę, że z odpowiednim nastawieniem i z dużą dozą ciężkiej pracy mogę zajść daleko.

Zawsze chciałem być najlepszy, a teraz czuję, że jest mi do tego trochę bliżej. – Wojciech Szczęsny, "The Guardian"

Szczęsny nie ukrywa jednak, że nadal jest kibicem Arsenalu i ma ten klub głęboko w sercu. – Przez 10 lat grałem dla klubu, który kocham. Gdy Arsenal przegrywa, to boli tak samo, ale gdy wygrywa, nie da się tak tym cieszyć. Taka jest różnica będąc wypożyczonym. Nie mogę powiedzieć, że dla Romy poświęcam się mniej niż dla Arsenalu. Po prostu wiąże się to z innymi emocjami – wyjaśnił dodając, że ogląda wszystkie mecze Kanonierów. – Gdy nasze spotkania się pokrywają, to tak szybko jak się da oglądam skrót.

Wojciech Szczęsny (L) i Daniele De Rossi (fot. Getty) Iść tylko do góry

W Romie Szczęsny ma za to przywilej dzielenia szatni z Francesco Tottim – największą legendą Giallorossich. – W futbolu nie ma drugiej takiej postaci. Totti jest traktowany wyjątkowo, ma wielką moc, a jednak pozostaje skromnym, miłym facetem. Osiągnąć taki status i nie stracić głowy – to wzór do naśladowania – wyznał Polak.

Innym marzeniem Szczęsnego, które spełniło się we Włoszech, była gra przeciwko Gianlugiemu Buffonowi.W finale Ligi Mistrzów będę kibicował Juventusowi. Jeżeli ktoś zasługuje na wygranie tych rozgrywek, to tym człowiekiem jest Buffon. Poza tym, nieco lżej będzie przegrać ligę z triumfatorem Champions League – stwierdził.

W tym sezonie Serie A polski bramkarz ma jednak lepsze statystyki niż jego włoski idol. I nadal chce się rozwijać. – To dla mnie najważniejsze – by nie stać w miejscu. Przez pięć lat tak było – raz grałem lepiej, raz gorzej. Czasem byłem fenomenalny, czasem beznadziejny. Raz szedłem w górę, raz w dół. To nie było dobre dla mojej głowy. Chcę iść tylko do góry. Przede mną wielkie chwile – podsumował.

Mam 27 lat i nigdy nie byłem tak dobry. Ale nadal mam miejsce na rozwój. To miejsce nie może zostać puste. – Wojciech Szczęsny, "The Guardian"
Wojciech Szczęsny wygra rywalizację z Petrem Cechem?
Wojciech Szczęsny wygra rywalizację z Petrem Cechem?
  • 75.5%Tak
  • 24.5%Nie

najpopularniejsze

PŚ: przełamanie w Wiśle? Nieudane inauguracje...

PŚ w Wiśle: pierwsze takie kwalifikacje. Triumf Krafta

Media: Kubica wniesie do zespołu 8 milionów euro

"Cukier" zamiast śniegu? Polacy gotowi na start sezonu

Z kortu do szwalni. Nowe życie Domachowskiej