tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Czas na Polaka w NHL? "Prawda jest brutalna..."

Alan Łyszczarczyk podejmie kolejną próbę pójścia w ślady Krzysztofa Oliwy i Mariusza Czerkawskiego. Podczas draftu NHL (23-24 czerwca) rozstrzygnie się jego najbliższa przyszłość. – Szanse na angaż w najlepszej lidze świata są jednak znikome – tłumaczy Michał Ruszel z serwisu NHLw.PL.
Alan Łyszczarczyk (fot. Getty)

KADRA NIE DLA ŁYSZCZARCZYKA

Dwa poprzednie sezony Łyszczarczyk spędził w barwach Wilków z Sudbury. W debiutanckim roku był prawdziwą rewelacją – grał świetnie, dobrze punktował, a fachowe strony zajmujące się draftem brały go pod uwagę nawet w pierwszej "setce". I choć wybrano ostatecznie 211 zawodników, dla Polaka miejsce się nie znalazło.

Mariusz Czerkawski (fot. Getty) – Co prawda kluby NHL miały Łyszczarczyka dosyć wysoko w swoich notowaniach, ale zgodnie powiedziały "sprawdzam". Chciano poczekać na to, jak rozwinie się jego talent w drugim sezonie gry – wyjaśnia Ruszel. – Mimo dobrej gry i wyraźnych postępów w niektórych elementach, statystyki się nie polepszyły. To, moim zdaniem, skreśla Polaka z kręgu zainteresowań drużyn NHL.

Defensywny progres nie robi na skautach aż takiego wrażenia jak liczby. Nie najlepiej na reputację Łyszczarczyka działa też fakt, że pomimo olbrzymiego talentu, nie dostał w kwietniu powołania do reprezentacji Polski. – Docenili go Czesi, gdy błyszczał w ich lidze juniorskiej i namawiali do gry w reprezentacji. Docenili Kanadyjczycy, angażując do Sudbury Wolves z elitarnej OHL. Wielka szkoda, że ponownie kłody pod nogi rzucają mu Polacy... – żałował wtedy ekspert TVP Sport, Patryk Rokicki.

Szkoda tym bardziej, że na Polaka w NHL czekamy już 11 lat. Ostatnim, który reprezentował nasz kraj na północnoamerykańskich taflach, był Mariusz Czerkawski. Jak nikt inny żałuje, że wciąż nie doczekał się następcy. – Polak w NHL miałby świetny wpływ na rozwój dyscypliny w naszym kraju. Tym bardziej teraz, gdy mecze transmituje TVP... – mówił.

Kamil Sadłocha (fot. Twitter.com) Polacy nie-Polacy

Z tym, że Łyszczarczyk w przyszłym sezonie w NHL nie zagra, trzeba się już raczej pogodzić. A jeśli nie on, to i żaden inny gracz znad Wisły. – Prawda jest brutalna. W ciągu ostatnich pięciu lat nikt nie był blisko nawet roli "kandydata" – surowo ocenił Ruszel.

Na "pocieszenie" dla polskich kibiców, wśród możliwych opcji są dwaj gracze z bardzo swojsko brzmiącymi nazwiskami: 18-letni Kamil Sadłocha (syn byłego hokeisty, Piotra Sadłochy) oraz 17-letni Wojciech Stachowiak, urodzony i szkolony w Gdańsku.

Żaden z nich nie zagra jednak z Orłem na piersi. Ten pierwszy to właściwie Amerykanin: tam się wychował, tam się uczył, szybko dostał też powołanie do młodzieżowej reprezentacji. Zdaniem Ruszela, może być wybrany nawet w trzeciej rundzie draftu.

Stachowiak to przypadek nieco bardziej skomplikowany. Chciał i mógł grać dla reprezentacji Polski, ale po tym, jak odrzucił jedno z powołań do młodzieżowej kadry (nie był stanie przyjechać na zgrupowanie z powodu obowiązków szkolnych), władze PZHL straciły nim zainteresowanie – tak przynajmniej tłumaczy w rozmowie z serwisem Hokej.net. W efekcie ugiął się wobec zainteresowania kadry niemieckiej, której barwy reprezentuje od jakiegoś czasu. Czy także w NHL? Przekonamy się już w weekend 23-24 czerwca...

podobne informacje

Ekspert TVP: NHL bez Polaków, ale każdy zespół ma swojego Oliwę

Polak znowu w lidze marzeń? W weekend draft NHL

Litwini bezradni. Wysoka wygrana Polaków w sparingu