tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Hit kolejki. "Czarne Koty" na drodze "Kogutów"

Dzień Dziennikarza Sportowego i Międzynarodowy Dzień UFO! Coraz trudniej o zidentyfikowany obiekt piszący, coraz trudniej o adepta, któremu klawiatura nie przeszkadza w pisaniu, coraz trudniej o dobry tekst. Oto mój świąteczny, fikcyjny, bynajmniej nie najlepszy...

Hit kolejki. "Czarne Koty" na drodze "Kogutów"

Dzień Dziennikarza Sportowego i Międzynarodowy Dzień UFO! Coraz trudniej o zidentyfikowany obiekt piszący, coraz trudniej o adepta, któremu klawiatura nie przeszkadza w pisaniu, coraz trudniej o dobry tekst. Oto mój świąteczny, fikcyjny, bynajmniej nie najlepszy...
Harry Kane i Lee Cattermole (fot. Getty Images)

Anonsowano prawdziwy mecz na szczycie, "Koguty" miały tylko pięć oczek mniej od "Czarnych Kotów". Zapowiadał się frapujący spektakl piłkarski...

(fot. Getty Images) Faktycznie, było jak w scenariuszu filmu Hitchcocka. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rosło. Już w 13. minucie pozostawiony bez opieki pupil trenera wyprowadził gospodarzy na prowadzenie ku uciesze miejscowej gawiedzi. Akcja palce lizać. Piłka po uderzeniu napastnika zatrzymała się wprawdzie na poprzeczce świątyni strzeżonej przez Łapińskiego, potem utknęła w gąszczu nóg zdezorientowanych defensorów gości, ale pierwszy wyłuskał ją Kopacz i huknął jak z armaty. Futbolówka zatrzepotała w siatce. Bramka – stadiony świata!

W przerwie strzelec bramki zapytany przez reporterkę o tę sytuację odpowiedział bez namysłu: – Nieważne, jak wpadła, liczy się to, co w sieci. Mamy dobry wynik, ale jest jeszcze druga połowa i musimy być skoncentrowani do końca. Natomiast kapitan gości zaznaczył: – Nie dojechaliśmy chyba na ten mecz, nie możemy popełniać takich błędów. Trzeba to przeanalizować i wyciągnąć wnioski. W szatni musi paść kilka męskich słów.

Przed wznowieniem gry przyjezdni zrozumieli, że gra na zero z tyłu nie ma już sensu. Przestali kalkulować, odprowadzili zaparkowany w polu karnym autobus pod budynek klubowy i... nie mając wiele do stracenia zaatakowali ze zdwojoną siłą. Defensywa gospodarzy raz po raz trzeszczała w szwach, ale jakoś stawała na wysokości zadania. Do czasu. Lewą flanką przedarł się skrzydłowy, wygrał pojedynek jeden na jeden, poszukał lepszej prawej nogi i nie dał żadnych szans adwersarzowi na skuteczną interwencję. Na stadionie zapanowała konsternacja.

(fot. Getty Images) To było jak woda na młyn gości. Spanikowani defensorzy nie nadążali z odbudowywaniem ustawienia, wybijali piłkę na oślep z własnego pola karnego, ale futbolówka pozostawała w boisku (co dziwiło krety pod murawą). Potem wracała jak bumerang w pole karne, ale golkiper był zawsze na posterunku. Zwijał się jak w ukropie, wyciągał jak struna, ale nie kapitulował. Końcami palców parował uderzenia napastników do boku, oddawane nawet z zerowego kąta. Był pewnym punktem swojej drużyny i to jemu miejscowi zawdzięczają, że nie stracili więcej bramek.

Zaimponował także bohater ostatniej akcji "Czarnych Kotów". W konfrontacji z "Kogutami" grał podwieszony pod Pazernego, ustawiony jako fałszywa dziewiątka. To było świetne spotkanie w jego wykonaniu. Doskonale czytał grę, robił dużo wiatru i miał sporo udanych przechwytów (ale gwizdek sędziego milczał jak zaklęty). Od 5. kolejki tej kampanii zauważalny jest w jego poczynaniach duży progres. Robi stale różnicę w grze, wnosi dużo jakości do ofensywy.

Gospodarze zafundowali licznie zgromadzonej widowni huśtawkę nastrojów. W ostatnim kwadransie mieli co prawda więcej z gry (5000 funtów za punkt), ale nie potrafili tego udokumentować na tablicy świetlnej. Nerwowość wkradła się w ich poczynania już u zarania drugiej odsłony. Uwikłani w bezproduktywne dryblingi, nie byli w stanie sforsować szyków obronnych rywali, mieli źle ustawione celowniki i marnowali stuprocentowe sytuacje jak na zawołanie...

(fot. Getty Images) W następnej kolejce "Czarne Koty" pojadą w delegację do czerwonej latarni tabeli i raczej nie mogą liczyć na łatwą zdobycz punktową. "Lisy" odrobiły bowiem przed tygodniem pracę domową w jaskini lwa, podzieliły się punktami (po półtora) z liderem i wywiozły cenny remis. To pozwoliło im uwierzyć, że nie wszystko stracone. Co prawda ich najlepszy snajper pauzuje, bo otrzymał już osiem żółtych kartek, ale ma przecież wartościowego dublera w osobie Ławkowicza.

Trener zapowiedział na pomeczowej konferencji prasowej, że dopóki piłka w grze, zrobi wszystko, by odsunąć od klubu widmo degradacji. Jest pewien, że jego podopieczni jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa i wkrótce podniosą ręce do góry w geście triumfu. Nie ma mowy, by pod jego wodzą skapitulowali przed finiszem rozgrywek, choć tak długo są na równi pochyłej w dół. Jednakże w sferze mentalnej wiele się poprawiło, a każda fatalna passa ma swój koniec.

Ciąg dalszy zapewne nastąpi...

PS. Dziękuję Rafałowi Stecowi za zgodę na skorzystanie z jego pomysłu i prawo do kontynuacji odtwórczej pracy nad językiem niby-polskim. Nasz zawód jest bowiem swoistą "sztafetą umysłów", a stałe związki frazeologiczne są jak stałe fragmenty gry. Nie do zapomnienia przez dziesięciolecia.

najnowsze opinie

Adam Małysz "40. urodziny? Wolę o tym nie myśleć"

Adam Małysz Emocje są takie, że nie śpię po nocach

Kacper Bartosiak Niekwestionowany. Lewis ostatnim takim mistrzem...

Bartłomiej Rabij Za duzi, za bogaci. Kluby z Meksyku bez konkurencji