tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

W imię zasad

"Brak wystarczających związków między podwyższonym poziomem testosteronu a poprawą sportowych wyników". Tak orzekł Trybunał Arbitrażowy w Lozannie w 2015 roku. Tym stwierdzeniem rozłożył na łopatki cały światowy system kontroli antydopingowej, która od czterdziestu lat ściga podwyższony testosteron jako doping, wykreśla rekordy, odbiera medale, zabiera pieniądze, dyskwalifikuje czasowo lub dożywotnio. Zrobiła się z tego globalna afera na igrzyskach olimpijskich w Rio podczas biegu na 800 m kobiet.

W imię zasad

"Brak wystarczających związków między podwyższonym poziomem testosteronu a poprawą sportowych wyników". Tak orzekł Trybunał Arbitrażowy w Lozannie w 2015 roku. Tym stwierdzeniem rozłożył na łopatki cały światowy system kontroli antydopingowej, która od czterdziestu lat ściga podwyższony testosteron jako doping, wykreśla rekordy, odbiera medale, zabiera pieniądze, dyskwalifikuje czasowo lub dożywotnio. Zrobiła się z tego globalna afera na igrzyskach olimpijskich w Rio podczas biegu na 800 m kobiet.
Caster Semenya (fot. Getty Images)

Między Jóźwik a Semenyą... Kontrowersyjny testosteron

Jak zwykle w takich razach rozpętały się jatki polemik. Padał argument, że Caster Semenya to facet, więc z kobietami ścigać się nie może, niech się ściga z facetami. Padał i taki, że może, bo skoro czuje się kobietą, to nią jest. Nikt nikogo nie przekonał, gdyż nie chodziło o wymianę myśli, lecz o twarde poglądy, a każdy przekonany był do swoich. Toteż były to dyskusje nie na temat, w istocie wyznania wiary, które problemu nawet nie musnęły, gdyż kule przeszły obok. A ten problem to zasady, na których opiera się sport. Naczelną z nich jest fair play i to ona legła w gruzach, toteż IAAF nie mógł tego dłużej tolerować.

Od lewej: Francine Niyonsaba, Caster Semenya i Margaret Wambui (fot. Getty Images) Akurat Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyki nie ponosi winy za ten bajzel. Odpowiedzialność spada na trójkę sędziów Trybunału. W 2011 roku IAAF nakazała terapię hormonalną wszystkim zawodniczkom z podwyższonym poziomem testosteronu, które chcą startować w zawodach. Jednak hinduska sprinterka Dutee Chand odmówiła kuracji, nie przestając chcieć startować, więc wniosła sprawę do Trybunału. Tym samym sprinterka Chand zaistniała w przestrzeni publicznej, co jej się wcześniej nie udawało. Trybunał zrobił to, co zrobił: zawiesił decyzję IAAF na dwa lata. Po drodze zdarzyły się igrzyska olimpijskie, na których trójca Afrykanek wymiotła konkurencję z pomocą wysokiego „T”. IAAF połknęła tę żabę i nie dość, że dostała niestrawności, to jeszcze przyjęła omłoty od wszystkich środowisk sportowych świata, w zasadzie za niewinność.

Środowiska sportowe tym się różnią od cywilnych, że jak mówią o sporcie, to wiedzą, o czym mówią. A wszystkie mówiły mniej więcej to samo, że po to są zasady, aby ich przestrzegać. W sprawie zasad nie ma równych i równiejszych, bo jeżeli są, to nie ma zasad. Reguła dopuszczalnych norm testosteronu obowiązuje mężczyzn i kobiety. Normy są różne, gdyż mężczyźni i kobiety różnią się organicznie. Jednak ani mężczyznom ani kobietom, którzy startują w zawodach sportowych, nie wolno przekraczać wyznaczonych norm. Jeżeli nie startują w zawodach, niech im hormony buzują jak chcą, nikogo to nie obchodzi.

To rozumowanie opiera się na założeniu, że im wyższy testosteron, tym lepsze wyniki. To założenie opiera się na czterech dekadach doświadczeń, które Trybunał z Lozanny odesłał na śmietnik historii, uznając za niewystarczające. Potrzebny był dowód, że Trybunał zbłądził i tym zajęła się IAAF zlecając stosowne badania.

Caster Semenya (fot. Getty Images) Badaniom poddano 1332 kobiety startujące w 21 konkurencjach, co skrupulatnie odnotował Kacper Bartosiak z redakcji internetowej TVP Sport. Badania potwierdziły to, o czym wiadomo od czterdziestu lat. Zawodniczki z wysokim poziomem testosteronu mają przewagę nad tymi z niskim poziomem testosteronu. Zatem nie ma mowy o równości szans na starcie, która jest podstawą fair play. Zatem nie ma mowy o fair play, która jest podstawą sportu. Zatem nie ma mowy o sporcie, bo sport bez fair play nie jest sportem. Można go nazwać jak się chce, chociażby – cyrkiem.

Obrona zasad, które czynią sport sportem, jest istotą kontrowersji. Dlatego nie ma znaczenia, czy przekroczone normy testosteronu wynikają z właściwości organicznych, czy są efektem zabiegów zewnętrznych. W obu przypadkach wpływają na lepsze wyniki, więc działają dopingująco. Doping organiczny czy mechaniczny jednakowo narusza zasadę fair play. Caster Semenya i koleżanki nie ponoszą winy za hiperandrogenizm, który mają. Ale nie jest to powód do szczególnych przywilejów, odstępstwa od ustaleń i robienia wyjątków w regule. A skoro nie ponoszą winy, nie zasługują też na karę, to oczywiste. Toteż IAAF nie zamierza ich karać, powiedzmy relegując ze sportu. Nie zaleca też Semenyi biegów z mężczyznami, bo dobrze wie, że nawet bijąc rekord świata w granicach 1.50,00, byłaby mniej więcej na poziomie przeciętnego juniora. Wymaga tylko przestrzegania norm, które obowiązują w sporcie wszystkich. Terapia hormonalna nie jest zamachem na prawa jednostki. Jest konieczną obroną zbiorowości przed naruszaniem jej praw do uczciwej rywalizacji.

Sport funkcjonuje w zamkniętym obszarze zasad, które nadają mu sens i tożsamość. Niewiele jest już takich dziedzin. Sprawa biegaczek z Afryki to jeden z najpoważniejszych kryzysów tożsamości. Od tego, jak zostanie ostatecznie rozwiązana, zależy więcej niż się wydaje. Tu nie chodzi o poglądy polityczne czy społeczne. Nie chodzi o problemy płci czy segregację. Chodzi o zasady, bez których sport przestanie nim być, a stanie się wyłącznie wydmuszką bez treści. W imię zasad należy to przeciąć. Trybunał z Lozanny musi więc naprawić to, co brawurowo sknocił i kropka.

najnowsze opinie

Kacper Bartosiak Próbował utopić Kliczkę. Teraz... wpadł na dopingu

Marek Jóźwik Powinność honorowa

Przemysław Babiarz Każdy polski medal MŚ będzie dużym wydarzeniem

Marek Jóźwik Medale i detale