tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Debliści, czyli tenisiści drugiego sortu? "Rozgrywki dla niespełnionych singlistów"

Choć debel w tenisie jest uznawany za bardzo widowiskowy, to najlepsi gracze często narzekają, że są niedoceniani. Najbardziej odzwierciedlają to różnice finansowe między singlistami a deblistami.
Łukasz Kubot, Marcelo Melo (fot. Getty Images)

Horror dla Kubota. Polak wygrał Wimbledon w deblu


Najbardziej znanymi deblistami są z pewnością Bob i Mike Bryanowie. Bracia na korcie zarobili prawie 15 milionów dolarów, co daje im odpowiednio 27. i 29. miejsce w tabeli zarobków na korcie wszech czasów. Singlistą grającym w tej samej epoce i znajdującym się najbliżej w tym zestawieniu, jest Fernando Verdasco. Jego największym sukcesem jest półfinał Australian Open w 2009 roku, oraz ćwierćfinały Wimbledonu i dwukrotnie US Open. Poza tym zwyciężył w jednym turnieju rangi ATP 500 (Barcelona) oraz raz przegrał w finale ATP 1000 (Monte Carlo).

Porównując, amerykańscy bliźniacy to prawdziwi dominatorzy ostatnich kilkunastu lat w deblu. Razem zdobyli szesnaście tytułów wielkiego szlema, złoty medal olimpijski oraz wygrali cztery razy ATP World Tour Finals i mnóstwo innych, mniejszych turniejów. W USA – także za sprawą sukcesów w Pucharze Davisa – cieszą się bardzo dużą popularnością.

Mariusz Fyrstenberg, Marcin Matkowski (fot. Getty Images)

Z perspektywy europejskiej można powiedzieć, że debel jest nieco niedoceniany, ale kompletnie inaczej wygląda to choćby w Stanach Zjednoczonych. Tam bardzo często na meczach deblowych są komplety publiczności, a tacy bracia Brayanowie uznawani są za niezwykle ważne sportowe postacie – mówi Mariusz Fyrstenberg.

Jak na tym tle wypadają Polacy? Rozponwalni w Polsce Marcin Matkowski i Mariusz Fyrstenberg zarobili odpowiednio 3 850 000 i 3 050 000 dolarów. Łukasz Kubot, który osiągał sukcesy w deblu i – dużo mniejsze – w singlu, zarobił w karierze prawie 6 milionów dolarów. W tym, obfitym w dobre wyniki roku, zarobił 900 tysięcy dolarów. Za zwycięstwo na Wimbledonie każdy z zawodników w deblu dostaje 200 tysięcy funtów. Dla porównania – Roger Federer triumfując w singlu dostał czek na 2 200 000 funtów.

Bracia Bryanowie (fot. Getty Images)

Dlaczego różnica jest tak znaczna? Przede wszystkim debel często jest postrzegany jako rozgrywki dla ludzi, którym nie wyszło w singlu. Rozgrywki par nie wymagają też takiego przygotowania fizycznego, co często widać po sylwetce deblistów. Bardzo mały prestiż mają turnieje rangi ATP 250, czy nawet ATP 500. Drabinka jest często wypełniona przypadkowymi parami złożonymi z singlistów, którzy grają w debla "przy okazji", najczęściej, by... powiększyć nagrodę pieniężną.

Deble. Lubie je oglądać, ale co to właściwie jest, czemu one są rozgrywane? To rozgrywki dla ludzi, którzy nie są wystarczająco szybcy, by grać singla. Nie chcę okazać braku szacunku, ale nie powinno się ich rozgrywać w ogóle, a pieniądze z ich nagród przekazać singlistom, którzy są poza pierwszą setką i – mimo, że są dużo lepsi od deblistów – nie zarobią nigdy dużych pieniędzy – powiedział znany z kontrowersyjnych wypowiedzi John McEnroe.

Kubot: sam Federer mi pogratulował


Słowa te spotkały się z duża krytyką w tenisowym środowisku. Padło wiele kontrargumentów. Wskazywano, że deble są niezwykle emocjonujące, a dzięki temu, ze nie wymagają aż takiego przygotowania fizycznego, sprawia, ze wciąż możemy oglądać na korcie takie nazwiska jak choćby Martina Hingis.

Pewne jest jedno – deble przeszły przemianę. Jeszcze w latach osiemdziesiątych czołowi singliści często występowali w deblu. Teraz więcej jest specjalistów wyłącznie od gry w parze. Wciąż jednak turnieje wielkoszlemowe w deblu mogą przysporzyć wiele emocji, o czym świadczy ostatni finał Wimbledonu z Łukaszem Kubotem w roli głównej. Nie zapowiada się jednak, żeby w najbliższych latach dystans między nagrodami dla singlistów i deblistów uległ zmniejszeniu...

Czy debliści powinni otrzymywać większe nagrody?
Czy debliści powinni otrzymywać większe nagrody?
  • 84.2%Tak
  • 15.8%Nie
Fyrstenberg: to nie ostatni Wielki Szlem Kubota

podobne informacje

Szczęśliwy tata. Djokovic po raz drugi został ojcem

Montreal: Shapovalov z kolejnym zwycięstwem

Hamburg: argentyńskie i niemieckie półfinały

Antalya: życiowy sukces polskiego tenisisty