tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Nagle zaczęliśmy spadać". Wstrząsające wspomnienia piłkarzy Chapecoense

28 listopada 2016 wylecieli z Boliwii do Kolumbii. Zmierzali na finał Copa Sudamericana – pierwszy dla Chapecoense od 44 lat. Przy podchodzeniu do lądowania doszło do tragedii. Przeżyło tylko 6 z 77 osób na pokładzie. Alan Ruschel, Jakson Follmann i Neto w rozmowie z "The Players Tribune" po raz pierwszy tak obszernie wspominają dramatyczne chwile.
Jackson Follman (fot. PAP/EPA)

Ostatecznie do finału w ogóle nie doszło, a piłkarze z Chapeco dostali trofeum na wniosek rywali. Follmann – wcześniej bramkarz – w katastrofie stracił nogę. Jako pierwszy wzniósł do góry puchar i ogłosił, że nie zamierza kończyć kariery. Zapowiedział, że chce kiedyś zagrać na igrzyskach paraolimpijskich. Ostatni lot pamięta ze szczegółami. Aż do pewnego momentu...

Ostatni lot drużyny z Chapeco (fot. Getty) To był normalny lot. Nic nie wskazywało na to, że czekają nas jakieś kłopoty. W pewnym momencie nagle zgasły wszystkie światła. Wcześniej wszyscy rozmawiali i bawili się, ale momentalnie usiedli na swoich miejscach. Nikt z obsługi nie był w stanie nam powiedzieć na czym polega problem – wspomina.

Żaden z pilotów nie powiedział nic przez mikrofon. A potem zaczęliśmy spadać. Jedyne co nam pozostało to modlitwa. Pamiętam krzyki. W pewnym momencie wszystko ucichło... – dodał.

Samolot rozbił się o zbocze gór, 18 km na południe od lotniska Medellin na wysokości 2600 metrów. Prawdopodobną przyczyną katastrofy był błąd ludzki – w maszynie... skończyło się paliwo. Potwierdzają to relacje piłkarzy.

W pewnym momencie silniki po prostu przestały pracować. Nic więcej nie pamiętam. Gdy po raz pierwszy odłączono mi znieczulenie, przez cały dzień patrzyłem się w ścianę. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało – powiedział Ruschel

Od lewej: Jackson Follmann, Neto i Alan Ruschel (fot. Getty) Proroczy sen Neto

Jeszcze bardziej wstrząsające są wspomnienia trzeciego z ocalałych, który całą sytuację przeżył kilka dni wcześniej... we śnie. Tamta wizja do dziś nie daje mu spokoju.

To był koszmar. Gdy się obudziłem, o wszystkim powiedziałem żonie. Wszystko się potem potwierdziło. Lecieliśmy w nocy i byliśmy w górach. Silniki nagle się wyłączyły... – wspominał.

W dniu wylotu nie mogłem odpędzić od siebie tego obrazu. Przed wylotem wysłałem SMS-a do żony. Poprosiłem żeby się o mnie pomodliła, bo bardzo się boję. Nie wierzyłem, że coś się stanie, ale wolałem się upewnić. Gdy zaczęły się kłopoty, byłem przerażony. Do dziś nie potrafię tego wszystkiego pojąć – dodał.

Jak wygląda życie osiem miesięcy po katastrofie? Choć zawodnicy nadal nie mogą się otrząsnąć, to próbują cieszyć się życiem.

Jeśli ta katastrofa czegoś mnie nauczyła, to tego, by żyć chwilą. Nie wiesz co zdarzy się za 10 minut. Często nie masz na to wpływu. Podążaj za marzeniami! Alan Ruschel

Tak, straciłem nogę i to wszystko kosztowało mnie dużo zdrowia, ale żyję! Mimo to chodzę, jeżdżę samochodem i mogę się cieszyć. Wierzę, że pozytywne nastawienie jest kluczem. Jeśli wiesz jak cieszyć się małymi rzeczami, to wszystko będzie dobrze. Miałem nieprawdopodobne szczęście, bo przez 12 lat mogłem być bramkarzem i żyć swoim marzeniem. Nie każdy tak ma – stwierdził Follman.

Katastrofę przypłaciło życiem w sumie 71 osób. Oprócz trzech piłkarzy przeżyły też dwie stewardessy oraz dziennikarz radiowy. Poza zawodnikami i trenerami zmarło też 22 pracowników lokalnych mediów.

Pomoc Chapecoense zaoferowała Barcelona. 7 sierpnia zaprosiła brazylijski zespół na Camp Nou do meczu o Puchar Gampera. Ruschel zagrał do 36. minuty, a Follmann symbolicznie rozpoczął mecz w bramce. Wynik nie był w tym wszystkim w ogóle istotny...

TRAGEDIA PIĘŚCIARZA. PO 22 LATACH NIE MA WINNYCH...

podobne informacje

Tysiące osób uczciło pamięć piłkarzy Chapecoense

Piłkarze Torino uczczą rocznicę tragedii klubu Chapecoense

Puchar Gampera: Barcelona – Chapecoense 5:0

Wyjątkowy mecz na Camp Nou. Barcelona zagra z Chapecoense