tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Pogoń za stadionem. Reportaż Jerzego Chromika

Czeka przy aucie w centrum Szczecina w towarzystwie Marysi. Droga do stadionu zajmuje siedem minut. Wybiera wejście dla wtajemniczonych. Rdza powoli wygrywa ze słupami, na których jest herb "Pogoni".
Stadion im. Floriana Krygiera w pełnej "krasie"

Stałe fragmenty życiowe. Skorża w ogniu pytań

Daniel miał siedem lat, gdy pierwszy raz znalazł się tutaj. Przyszedł z kuzynem, wszyscy wokół byli wyżsi, więc nie zobaczył żadnego gola. Dobrze pamięta mecz z Chemikiem Police o wejście do Ekstraklasy. Pamięta debiut w elicie nowej Pogoni. Pamięta bramkę Dymkowskiego zdobytą głową w końcówce spotkania ze stołeczną Polonią. Był sezon 1997/1998. Równo 20 lat temu zakochał się w tym klubie.

Przewodnik po stadionie – Daniel Trzepacz (fot. Jerzy Chromik)

– Cześć Daniel! – dobiega co parę minut. Wszyscy go tu znają.

Nic dziwnego, bo to przez lata było jego miejsce pracy. W dziale marketingu mijał mu czas, nie liczył godzin. Miał pomysł na billboardy z fotografiami przedstawiającymi historię klubu. Zrealizowano go po jego odejściu. Wyblakły, ale stoją do dziś. Po rozstaniu z klubem długo nie mógł dojść do siebie. Ta pierwsza praca była pasją, oddawał się jej bez reszty. Reszta jest dziś milczeniem. Znalazł sobie inne zajęcie. Przy klubie trzyma go jednak bezgraniczne oddanie barwom i... popularna strona internetowa dla kibiców. Pisze o meczach, fotografuje, komentuje wydarzenia na Twitterze. Niedawno zrobił wywiad z byłym bramkarzem Janukiewiczem. Miał 17 tysięcy wyświetleń.

Oblicza dawnych bohaterów Portowców coraz bardziej wyblakłe... (fot. Jerzy Chromik)

Z mroku dziejów

– Historia obiektu sięga początku lat dwudziestych XX wieku. Niemcy zbudowali stadion lekkoatletyczny. Miał tę przewagę nad piłkarskim, że po bieżni najpierw mogli ścigać się najszybsi, a potem maszerować najlepsi "synowie" narodu. Pierwsi powojenni polscy osadnicy woleli kopać piłkę. Zaadaptowali więc obiekt na piłkarski. "Pogoń" trafiła tu jednak dopiero na początku lat 50., bo pierwsze mecze grała w dzielnicy Niebuszewo, na stadionie "Czarnych". Nie można więc napisać, że zespół gra tu od 70 lat, a taki jubileusz klub będzie świętował za rok.

Wzrok przybysza cieszy sześć boisk treningowych, jedno ze sztuczną nawierzchnią. Słupy oświetleniowe pamiętają jeszcze mecze z FC Koeln i Hellas Werona w Pucharze UEFA. Za boiskami są tereny miasta. Te działki marzyły się i marzą nadal wielu deweloperom. Mamili wizjami budowy nowego stadionu wtopionego w centra handlowe. Z tureckim biznesmenem Sabri Bekdasem niemal 20 lat temu była już spisana umowa, ale miasto zaczęło się wycofywać rakiem i nic z tego nie wyszło. Turek przestał łożyć na drużynę wicemistrza Polski i ta rozsypała się jak domek z kart.

– Turek Bekdas zabiegał o olbrzymie tereny na Pogodnie, w zamian za finansowanie mocnej drużyny. Ściągnął Jacka Bednarza i Piotra Mosóra z Legii, Grzegorza Mielcarskiego, Daniela Dubickiego i Brasillię. 1000 osób na pierwszym treningu! Na prezentację "drużyny marzeń" Szczecina, mimo ulewy, stawiło się ponad 7000. Frekwencja, o którą tak trudno podczas ostatnich meczów w Ekstraklasie. Sprzedawano więcej biletów niż było miejsc i przyjście nawet dwie godziny przed meczem nie gwarantowało stojącego. Podczas meczu z Legią siedziałem w sektorze kibiców gości, na szczęście była jeszcze z nimi sztama i mogłem zachowywać się naturalnie. Non-stop były pełne trybuny, a podczas spotkania z Legią, gdy debiutował Artur Boruc, nie było gdzie agrafki położyć.

Ta brama pamięta różne drużyny Pogoni, również tę prezesa Ptaka (fot. Jerzy Chromik)

Potem było już tylko gorzej. Nowy właściciel, były taksówkarz, doprowadził klub do ruiny i spadku z Ekstraklasy. Pojawił się kłopot z uzyskaniem licencji nawet na grę w II lidze, drużynie groził spadek do B klasy, ale znalazł się nowy "wybawiciel". Antoni Ptak przeniósł do Szczecina licencję drugoligowca – Piotrcovii i dzięki temu już w kolejnym sezonie Pogoń wróciła do elity. Jednak gra oraz zajmowane w tabeli miejsca nie satysfakcjonowały właściciela, więc postanowił zrobić z klubu poligon doświadczalny dla sprowadzanych przez jego syna z Brazylii młodych piłkarzy.

Żeby skończyć z "apokalipsą brazylijską", trzeba było zarejestrować nową spółkę i zaczynać od B-klasy. PZPN zgodził się, żeby startowali od IV ligi. Za klub wzięli się młodzi przedsiębiorcy: Artur Kałużny i Grzegorz Smolny. Pierwszy miał dwa kluby nocne w Szczecinie, drugi tartaki pod Złocieńcem. Zainwestowali w szczecińską drużynę. Po latach Pogoń awansowała do zreformowanej I ligi.

– Gdy firma Jarosława Mroczka zaczęła inwestować, klub był na dorobku. Prezes EPA kiedyś jako pierwszy odkrył, że można zarobić na zamianie wiatru w energię elektryczną, ale... zmienił się nie tyle kierunek wiatru, co przepisy i szybko dał sobie spokój. Coś z Don Kichota ma jednak do dziś, bo choć nie walczy z wiatrakami, to spieranie się z urzędnikami miasta jest porównywalnym wyzwaniem. Już nie dokłada do Pogoni. Dołożył, gdy byli w potrzebie. Dziesięć lat temu był sezon prawdy. Bez kredytu nie byłoby klubu. Padło zaklęcie – albo awansujemy do ekstraklasy, albo nie ma o czym mówić. Udało się. Drużyna trenera Ryszarda Tarasiewicza zapewniła wystarczającą liczbę punktów.

VIP na razie w Szczecinie tylko z nazwy... (fot. Jerzy Chromik)

Polityk prawdę ci powie

Prezydent Piotr Krzystek złożył w pierwszej kampanii wyborczej obietnicę. Odbudujcie przez pięć lat klub, a ja wam zrobię stadion. Na rok 2012 będzie gotowy. Może jeszcze przed Wrocławiem i Gdańskiem! Po awansie do I ligi zaczęto się upominać o spełnienie obietnicy, no ale dała o sobie znać klasyka polityczna: na razie miasto nie ma pieniędzy, pokażcie najpierw jakich macie piłkarzy, co potrafią na zapleczu ekstraklasy. Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy.

Typowa gra na czas polityków. Lata stagnacji. Miasto najpierw ogłosiło konkurs na modernizację obiektu za prawie 50 mln zł. Nawet został wyłoniony zwycięzca, ale na szczęście poproszono prezesa Mroczka o zaopiniowanie. Wszystko nie miało sensu. Zadaszenie plus wyprostowanie krzywej "od urodzenia" trybuny z miejscami dla VIP-ów za takie pieniądze to byłby kosztowny błąd. Bez lóż biznesowych, bez zaplecza. Rozpoczęły się przepychanki. Dodajmy to i tamto. Kwota rosła, do 60, potem do 70 milionów.

Poszli w końcu po rozum do biznesowej głowy. Postawmy stadion od nowa! Każda adaptacja jest bowiem obarczona błędem wyjścia, jak sztukowane spodnie. Stanęło na tym, że najpierw trybuna z VIP-ami, a potem budowa w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Taki symbol. Cofamy czas. Po zburzeniu i wybudowaniu trybuny reprezentacyjnej przyjdzie pora na jedyną brakującą trybunę za bramką. W ten sposób oddalono widmo nowego stadionu z trzema, z dziurą dla wiatru, pozostawioną ze względów oszczędnościowych. O kosztach nie mówią – od 150 do 170 milionów. Wstępne szacunki...

Dla Pogoni wreszcie uchyliły się bramy do lepszego jutra (fot. Jerzy Chromik)

Mediator Boniek

Klincz miasto-klub wydawał się ponadczasowy. Aż do Szczecina przyjechał prezes PZPN. Pół tysiąca kibiców czekało przed urzędem miasta na dobrą nowinę. Zbigniew Boniek posłuchał niemogących dojść do porozumienia stron podczas sesji rady miasta i zaprosił prezydenta miasta oraz prezesa klubu do Warszawy. Spotkali się w hotelu, mediator był zbędny i panowie K. i M. pozostali sam na sam w pokoju. Dogadali się jak prezydent miasta już trzeciej kadencji z prezesem klubu kolejnej kadencji.

Czwarta trybuna powstanie na końcu, ma być zwieńczeniem, trybuną tak samo wysoką jak pozostałe, ale pomieści przeszklone muzeum, widoczne od poszerzonej i zrewitalizowanej ulicy Twardowskiego. Projekt brakującej trybuny to koszt około miliona złotych, ale w Szczecinie, jak w Białymstoku, społeczeństwo mają ofiarne. Kibice zebrali około 360 tysięcy, jedną trzecią potrzebnej sumy. To budzi podziw. Resztę dołoży klub, który zainicjował akcję. Zrzutkę wziął na siebie ten sam portal, który kiedyś zebrał brakującą kwotę na odkupienie sztandaru.

Stowarzyszenie MKS Pogoń Szczecin było bowiem właścicielem nazwy, herbu i sztandaru. Klub Pogoń Szczecin spłacił długi MKS, a wierzyciele wycofali nakaz komorniczy. Zgodnie z umową jedynym właścicielem herbu i nazwy stała się spółka Pogoń Szczecin S.A. Wierzyciel chciał zająć też sztandar MKS-owi. Klub zorganizował akcję crowdfundingową i zebrał od kibiców pieniądze na wykupienie sztandaru.

Fani sprzedawali unikatowe gadżety. Daniel przekazał za 300 zł koszulkę z historycznymi podpisami graczy. A teraz kupił już sobie i narzeczonej dwa krzesełka z imiennymi tabliczkami na projektowanym nowym stadionie. Będą też mieli prawo pierwokupu karnetów na mecze. Takich uprzywilejowanych jest około 600. Więcej nie będzie, bo po czterech miesiącach akcja została zakończona.

Maciej Skorża nie narzeka, ani na pokój, ani na kawę (fot. Jerzy Chromik)

Pokój trenera

Budynek klubowy, sobota po meczu z Wisłą Kraków, 8:10. Z torbą na ramieniu z herbem Pogoni do pokoju "Delegat. Obserwator PZPN” wchodzi trener. Po przywitaniu proponuje kawę, po czym zabiera się do zrobienia dwóch. Po ośmiu minutach niesie tacę, dwie filiżanki i dyżurne ciastka, pogwizdując z oddali...

– Dlaczego tak późno i tak daleko spotykamy się na najbrzydszym stadionie Ekstraklasy w Polsce?
– Nie jest najbrzydszy, ma swój urok, na pewno nie jest najnowocześniejszy. Prawie dziewięć tysięcy widzów, tętni podczas meczu życiem, atmosfera jest fajna.
– Nie czułeś się jak w zaścianku?
– Nie, nie, nie...
– Który to twój stadion, gdzie przesiadywałeś dłużej?
– Siódmy, może ósmy.
– Upierasz się, że nie jest najgorszy.
– Trudno to odnieść do Amiki Wronki. Tamten jest malusieńki. Tu wchodzi kilkanaście tysięcy ludzi.
– I zalatuje PRL-em. Byłem tu na meczach z FC Koeln i Hellas Werona. Jakby czas się zatrzymał...
– To prawda. Ten dach na głównej przydaje się chyba tylko przy deszczach równikowych, prostopadłych.
– A tu, niestety, leje z każdej strony.
– Było obiektem kpin od powstania. Taki był wtedy wymóg licencyjny, to zrobili. Gdyby przykrywał całą trybunę, byłoby inaczej. Mnie w pracy nie przeszkadza. Ważny jest doping, który niesie drużynę. Kiedyś zostanie zmodernizowany...
– Kiedy?
– Na początku 2018 roku mają ruszyć prace budowlane i za półtora roku... Szczecin zasługuje.

Prezes Jarosław Mroczek (fot. Jerzy Chromik)

Gabinet prezesa

Poniedziałek. Dochodzi ósma. Jarosław Mroczek ma czas i nie ma tajemnic.

– Była kiedyś koncepcja budowy stadionu w nowym miejscu. Nie wierzyłem w nią. Firma z Poznania robiła jakieś przymiarki w formule PPP. Z ciekawości chodziłem na spotkania, byłem rozbawiony wyliczeniami. Bajki opowiadali – koszt 900 mln, miasto miało poradzić sobie bez kredytu. Idea oczywiście upadła, bo w efekcie mielibyśmy za duży stadion klasy elite, za którym kryły się mrzonki o grupowych rozgrywkach EURO 2012. A w dodatku pomysł na lokalizację przy lotnisku szczecińskiego aeroklubu, w dzielnicy Dąbie. Nikt nie brał pod uwagę niestabilności gruntu, bo to teren torfowy, konieczne byłoby palowanie. Słowem – bzdura. Jednocześnie wszędzie wyrastały nowe stadiony, jak grzyby po deszczu. A nasi samorządowcy mówili – na razie porządnie zadaszyć stary, a budować nowy gdzie indziej. Wiadomo, że ten daszek, co zbudowano w 2003 żeby spełnić wymogi licencyjne, to kpina nie dach, nikogo przed deszczem nie ochroni, a przecież samo zadaszenie miało kosztować 30-40 milionów!
– Jesteśmy w tym samym wieku. Doczekamy?
– Wydaje się, że odsunęliśmy, chyba raz na zawsze, wizję stadionu z trzema trybunami. Wzorem miał być nowy stadion Widzewa, ten sam projektant, znane były ich koszty – około 130 milionów. Prezentacja tamtego architekta nie wypadła jednak dobrze i nie zyskała aprobaty. Dziś wiemy, że wydając ok. 200 milionów złotych zbudujemy stadion większy, bo nie na 17, a na 22 tysiące widzów.
– Teraz już będzie z górki?
– Nigdy przedtem rozmowy nie były tak konstruktywne. Wszystko jest na dobrej drodze. Uściślamy projekt. Z najnowszych pomysłów – powstaną cztery boiska z myślą o szkoleniu 800 dzieci, nawet jedna płyta ze sztuczną nawierzchnią. Prezydent miasta rozumie, jak ważna jest infrastruktura, przeskoczymy wszystkie przeszkody.
– Kiedy bankiet?
– W bliskiej perspektywie mamy przetarg, który wyłoni wykonawcę, a ten zdecyduje o harmonogramie. Nie będzie łatwo, bo mecze muszą być rozgrywane równolegle z budową. Mam nadzieję, że trafią do nas także pieniądze z ministerstwa sportu. Liczymy, że przebudowa zajmie to 18 miesięcy od wbicia pierwszej łopaty. Miasto szacuje, że potrwa to 24 miesiące, a groziło nam 36.

Piesi przodem, reporter wychodzi ostatni... (fot. Jerzy Chromik)

Kibic za kółkiem

Poniedziałek, kwadrans po dziewiątej, ponad dwie doby od meczu ligowego w Szczecinie.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, a co pan dopiero z meczu wraca?
– Pan raczy żartować. Byłem z wizytą u prezesa. A pan jest kibicem Pogoni?
– Jestem, ale na mecze już nie chodzę.
– Dlaczego?
– To już nie ta Pogoń, co kiedyś z Marianem Kielcem...
– Gorsi?
– Biegają, bo biegają, grają bo grają, ale tamta drużyna była z jajami. Tym brakuje kopa... Nie ma jakiegoś lidera. Szkoda, bo człowiek by oglądał mecze ma nowoczesnym stadionie, gdyby wygrywali. Chodziłem od czwartego roku życia. Wyleczyli mnie, jak zaczęła się korupcja.
– Co z tym stadionem?
– Kurczę, kombinują, niech wezmą plany z Korony Kielce i wybudują.
– Grali tu dobrzy piłkarze?
– Żal mi Kielca, to był zawodnik. Gdyby ten urodzony technik teraz grał, to miałby "kapuchy" pod strych domu. To był talent. Miał 17 lat, jak nożycami bramki zdobywał. Wszystkie "jedenastki" wykorzystywał.
– Ile płacę ?
– 7,20.
– 7,20? Tyle kosztuje w Warszawie trzaśnięcie drzwiami.
– Tu nie boimy się wejścia Ubera. Poniżej kosztów nikt nie będzie przecież jeździł.


A kiedy będzie nowy stadion "Pogoni"? Tego oczywiście nie wie nawet wiekowy taksówkarz! Ważne, żeby wbić pierwszą łopatę przed pierwszym śniegiem...

Jerzy Chromik

najpopularniejsze

LM: tajemnica przebudzenia Sevilli. Trener przekazał im szokującą informację

Drużyna roku UEFA: dwóch Polaków nominowanych

Piłkarze Barcy wzruszyli Buffona. "Moja koszulka czeka"

Zieliński wszedł w buty Insigne. "Niszczycielski występ"

Juventus – Barcelona od 20:20 w TVP1, aplikacji i SPORT.TVP.PL [TRANSMISJA]