tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Mija 45 lat od złota w Monachium. "To był początek pięknych czasów"

45 lat temu reprezentacja Polski zdobyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium. – Mieliśmy wspaniały zespół. To był początek wielkiego dla czasu naszego piłkarstwa – mówi Włodzimierz Lubański, ważny zawodnik tamtej drużyny.
Biało-czerwone jedenastki: Polska – Węgry 2:1
Reprezentacja Polski przed finałem IO 1972 (fot. PAP/EPA)

Ebi Smolarek: Beenhakker miał magię. Smuda nikogo nie słuchał

Polacy zdawali sobie sprawę, że czeka ich trudna przeprawa. Węgrzy byli w tamtym czasie na topie, a my nie wygraliśmy z nimi od 1939, notując po drodze kilka bolesnych porażek (2:8, 0:6, 2:6, 1:5, 2:5 czy 1:4).

Dodatkowo, tuż przed igrzyskami olimpijskimi, nasza reprezentacja straciła jedną z gwiazd, Jana Banasia. Zawodnik Górnika Zabrze mógł jeździć wszędzie, tylko nie do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie w 1966 uciekł. Tym sposobem Banaś nie wziął udziału w igrzyskach oraz mundialu (1974).

– Wiedzieliśmy, że z Węgrami łatwo nie będzie, choć zdecydowanie cięższe gatunkowo spotkanie wygraliśmy nieco wcześniej. Zaraz po tym, jak w wiosce olimpijskiej doszło do zamachu terrorystycznego, pokonaliśmy Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich 2:1. Długo nie wiedzieliśmy, czy mecz się odbędzie. Kilka razy wychodziliśmy na rozgrzewkę, ale ostatecznie sędzia odgwizdał początek – wspomina Lubański.

W 1972 rozpoczęły się wspaniałe czasy dla polskiego futbolu. Dwa lata później nasi reprezentanci zdobyli medal na mistrzostwach świata (fot. PAP/CAF-Stanisław Dąbrowiecki) Węgrzy postawili Polakom trudne warunki. Tuż przed przerwą zdobyli gola, a w szatni naszej reprezentacji miało dojść do kilku głośnych wymian poglądów. – Prawdę mówiąc, niczego takiego sobie nie przypominam – mówi Lubański.

– Pamiętam, że zeszliśmy na przerwę i nigdy wcześniej nie widziałem takiego zrezygnowania. Chyba nikt nie wierzył w zwycięstwo. Nagle wszedł pan Kazimierz Górski, kazał niczego nie zmieniać w naszej grze. Zapewniał, że na pewno wygramy. Miał na twarzy wypisany optymizm. Zupełnie, jakbyśmy prowadzili 2:0 albo wyżej. Rzeczywiście, potem geniusz pokazał Kazimierz Deyna i cieszyliśmy się ze złota – opowiada Hubert Kostka, wówczas bramkarz reprezentacji Polski.

Dla wielu zawodników skandaliczny był również sprzęt, w jakim wystąpili biało–czerwoni. Koszulki wykonano z bawełny, a długie rękawy po kilku minutach zaczęły zwisać, przeszkadzając zawodnikom. – Broniłem w... swetrze – śmieje się Kostka.

– Proszę sobie wyobrazić, ile razy musiałem podwijać rękawy, które błyskawicznie nasiąknęły i miały chyba po metrze długości. Tamte czasu pod względem sprzętu wyglądały strasznie. W meczu wyjazdowym pierwszy raz grałem okrągłą piłką. Wcześniej zawsze dostawaliśmy zdeformowane. Działacze tłumaczyli, że zaskoczy to przeciwników. Niestety, nas także zaskakiwało – dodaje Kostka.

Polska – Węgry 2:1 (0:1)
Bramki: Deyna 47, 68 – Vardi 42
Polska: Kostka – Gorgoń, Anczok, Ćmikiewicz, Maszczyk, Szołtysik, Deyna (76. Szymczak), Lubański, Gadocha, Kraska, Gut
Węgry: Geczi – Pancsics, Juhasz, Szucs, Kozma, Antal Dunai (74. Kocsis), Ku (79. Toth), Varadi, Ede Dunai, Balint

Biało-czerwone jedenastki: Polska – Węgry 2:1