tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Pjongczang 2018: gwiazd NHL nie zabraknie z powodu pieniędzy? "To tylko wymówka"

To już ostateczna decyzja i nie ma od niej odwołania. Zawodnicy NHL po raz pierwszy od dwudziestu lat nie pojadą na igrzyska, ponieważ najlepsza hokejowa liga świata nie chce ponosić kosztów związanych z ich występem. A przynajmniej tak argumentuje brak zgody. – Na coś trzeba zrzucić, ale takie pieniądze nie mają żadnego znaczenia – uważa Mariusz Czerkawski, najlepszy polski hokeista w historii, grający m.in. w Boston Bruins, Edmonton Oilers i New York Islanders. Jaki jest więc prawdziwy powód takiej decyzji władz NHL?
Kanada ze złotymi medalami zdobytymi w Soczi (Fot. Getty Images)

Zawodnicy NHL grali w poprzednich pięciu igrzyskach. Po raz pierwszy w 1998 roku – najlepsza liga świata zrobiła sobie wtedy 17-dniową przerwę, a hokeiści polecieli do Nagano. Doskonale pamięta to Czerkawski, który był graczem New York Islanders. Kilku jego klubowych kolegów pojechało także do Japonii, m.in. Czech Robert Reichel (zdobył złoty medal), Rosjanin Siergiej Niemczinow (srebro) i Kanadyjczyk Trevor Linden (4. miejsce).

Przed wylotem nie mogli zbyt głośno mówić o tym, jak ważne są dla nich igrzyska. – To zawsze był śliski temat. Gdy mieszkasz w Nowym Jorku, nie możesz powiedzieć kibicom Islanders, którzy na tytuł czekali od piętnastu lat, że ważniejszy jest dla ciebie jakaś impreza na innym kontynencie – wspomina Czerkawski. Ale zapewnia, że europejscy hokeiści traktowali turniej olimpijski priorytetowo.

Czesi w finale igrzysk w Nagano pokonali Rosję (Fot. Getty Images)

– Jest pewien rozdźwięk między podejściem zawodników z USA i Kanady a tych z Europy. Dla pierwszych największym marzeniem jest wygranie Pucharu Stanleya. Dla tych ze Starego Kontynentu priorytetem jest olimpijskie złoto, bo co im po wygraniu NHL, jeśli za rok, dwa czy nawet dziesięć odejdą z danego klubu i wrócą do siebie – tłumaczy.

Tym razem ani jedni, ani drudzy o medale nie powalczą, ponieważ władze NHL nie osiągnęły porozumienia z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim. O co poszło? Według oficjalnej wersji – o pieniądze. Po serii rozmów nie znaleziono kompromisu w sprawie, kto miałby pokrywać koszty związane z wyjazdem graczy. Chodzi przede wszystkim o opłaty za ich ubezpieczenia, ale także za przeloty i zakwaterowanie. Od 1998 roku brał je na siebie MKOl, ale teraz odmówił.

Problem pieniędzy?

Mariusz Czerkawski w barwach NY Islanders (Fot. Getty Images) Komitet argumentuje, że nie płaci już za sportowców z innych zawodowych lig, jak np. NBA, więc nie widzi powodu, by robić wyjątek. "MKOl 90 proc. zysków przeznacza na rozwój światowego sportu. Oczywistym jest więc, że nie może traktować komercyjnej ligi lepiej od międzynarodowych federacji sportowych, które działają non-profit" – napisał w specjalnym oświadczeniu.

W sporze mediować chciała Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie, która wyraziła chęć partycypacji w kosztach do 20 mln dolarów. Nic to nie dało, ponieważ zdaniem NHL byłby to tylko ułamek wydatków. Liga podniosła też argument, że do Pjongczangu jechaliby najlepsi zawodnicy i mogliby odnieść tam kontuzje, co miałyby wpływ na rozstrzygnięcia sezonu.

Z tym trudno polemizować, ale sumy podawane przez NHL wydają się, delikatnie mówiąc, dyskusyjne. Zgodnie z danymi "New York Timesa", ubezpieczenia wszystkich hokeistów na igrzyska w Soczi w 2014 roku zamknęły się w 7 mln dolarów. Pozostałe koszty, takie jak przeloty, to już zdecydowanie mniejsze pieniądze. Zakwaterowanie także nie powinno być problemem, bo od 1998 roku zawodnicy mieszkali w wiosce olimpijskiej. To wszystko są drobne, gdy zestawi się je z przychodami ligi, które w zeszłym sezonie wyniosły... 3,7 mld dolarów. Jeszcze większe pieniądze wpływają dzięki igrzyskom do budżetu MKOl. W 2014 roku było to około 4,85 mld dolarów, teraz ma to być co najmniej podobna suma.

Sidney Crosby (Fot. Getty Images) Ma, ale czy będzie? Argument komitetu o niepłaceniu za graczy NBA jest o tyle chybiony, że w letnich igrzyskach startują także inne rozpoznawane gwiazdy sportu. Novak Djoković, Rafael Nadal, Serena Williams, Neymar, Usain Bolt, Michael Phelps – to tylko kilkoro uczestników IO 2016 w Rio de Janeiro, którzy popularnością nie ustępują Kevinowi Durantowi i Carmelo Anthony’emu. Wśród tych, którzy pojadą do Pjongczangu i uprawiają inne dyscypliny niż hokej, trudno znaleźć kogoś o rozpoznawalności porównywalnej do Sidneya Crosby’ego, Aleksandra Owieczkina i Jaromira Jagra. A brak wyjątkowych graczy to mniejsze wpływy z biletów i mniej turystów oraz słabsza sprzedaż reklam. To ostatnie akurat problemem MKOl nie jest, bo on kontrakty telewizyjne oraz sponsorskie podpisał już dawno. W to, że graczy NHL zabraknie w Korei Południowej z powodów finansowych, nie wierzy też Czerkawski. – Na coś trzeba zrzucić, ale takie pieniądze nie mają żadnego znaczenia. To tylko wymówka. Gdyby NHL chciała wysłać do Korei zawodników, to znalazłaby je bez problemu. Właściciele klubów nie chcą ryzykować tylko ewentualnych kontuzji i spadku formy hokeistów – uważa.

– Część działaczy zarzucała nawet europejskim zawodnikom, że w turniejach olimpijskich bardziej się starają. Że rzucają się, by zablokować strzały, że przyjmują krążek na twarz – dodaje. Coś w tym może być, co potwierdza choćby determinacja Owieczkina, który podkreślał, że dla niego najważniejszy jest występ w Pjongczangu. Akurat wspierał go Ted Leonsis, właściciel Washington Capitals, w których Rosjanin gra. Zadeklarował, że pozwoli na grę w turnieju olimpijskim każdemu swojemu zawodnikowi.

Aleksandr Owieczkin (Fot,. Getty Images)

Nie tylko rosyjski lewoskrzydłowy bardzo chciał jechać na igrzyska. – To jasne, że wszyscy marzymy o wygraniu Pucharu Stanleya, ale kolejną równie ważną rzeczą jest zdobycie olimpijskiego złota dla kraju – podkreślał w rozmowie z ESPN gwiazdor Winnipeg Jets, Mark Scheifele. Kanadyjski center nie miał jeszcze okazji walki o taki medal. Poza tym jego zdobycie nie oznacza, że ktoś nie chce walczyć o kolejny. – Bardzo chciałbym tam być. To wspaniałe przeżycie dla każdego uczestnika i bardzo źle się stało, że nie jedziemy – mówił "Pittsburgh Post-Gazette" Crosby, który ma już złote medale z IO 2010 i 2014.

To tylko przykłady, ale podobne podejście było powszechne, co najlepiej obrazuje kwietniowe oświadczenie Związku Zawodników NHL. "Gracze są bardzo rozczarowani i zdecydowanie nie zgadzają się z krótkowzroczną decyzją NHL, która nie chce ich udziału w igrzyskach. Ewentualny wpływ, który impreza mogłaby mieć na rozgrywki ligowe, jest niską ceną w porównaniu z możliwością zaprezentowania naszych najlepszych zawodników w tym wspaniałym międzynarodowym turnieju" – można w nim przeczytać.

Gdzie jest więc problem?

Według Czerkawskiego właściciele klubów mieli w tej sprawie inne zdanie. – Lobbowali u władz NHL. Doszli do wniosku, że na promocji dyscypliny w Korei Południowej niewiele mogą zyskać, a zdecydowanie więcej stracić – twierdzi. I chyba to jest najważniejsza przyczyna, że w olimpijskim turnieju nie zobaczymy najlepszych graczy. Tę teorię potwierdzają wypowiedzi najważniejszych ludzi hokeja, których udzielili kilka lat temu.

– Myślenie, że igrzyska to dla nas tylko święto, to zwykła naiwność. My właściwie jesteśmy stratni. Umowy graczy, którzy na nich wystąpili, opiewają na 2,1 mld dolarów. A przez ponad dwa tygodnie nie mieliśmy nad nimi jakiejkolwiek kontroli – mówił w 2010 roku po IO w Vancouver komisarz ligi Gary Bettman. – Taka przerwa w środku sezonu nie wnosi nic pozytywnego – wtórował mu właściciel Chicago Blackhawks Rocky Wirtz. Przepychanki o to, czy zawodnicy NHL pojadą na igrzyska, powtarzają się od czasu Nagano 1998 właściwie co cztery lata.

Która drużyna zyska, która straci?

Szwedzi w Soczi wywalczyli srebro (Fot. Getty Images) Kto najwięcej straci sportowo na tym, że tym razem nie udało się dojść do porozumienia? Przede wszystkim oczywiście Kanada i Stany Zjednoczone, których składy od dwudziestu lat złożone były tylko z zawodników NHL. Ale i Szwedzi w 2014 roku wysłali do Soczi 24 takich graczy i tylko Jimmiego Ericssona z rodzimej ligi. I zdobyli srebrny medal. W NHL mają obecnie 91 przedstawicieli, najwięcej spośród krajów spoza Ameryki Północnej. Wielu jest także Rosjan (42), Finów (39) i Czechów (38), sporo Szwajcarów (15) i Słowaków (13).

Czyje szanse wzrosną? Na pewno krajów, które mniej lub niemal wcale nie opierają się na graczach NHL, jak Niemcy, Norwegia i Słowenia. Mimo wszystko trudno wyobrazić sobie którykolwiek z nich miał drużynę na podium, podobnie jak Korea Południową. Ona zagra w turnieju, bo jest gospodarzem, a na ostatnie mistrzostwa świata I Dywizji wysłała tylko zawodników występujących w ojczyźnie. Co prawda wywalczyła awans i w przyszłym roku zagra w MŚ Elity, ale w turnieju olimpijskim będzie tylko kopciuszkiem.

Rosjanie będą w Pjongczangu głównym faworytem (Fot. Getty Images) Na braku porozumienia najwięcej zyskają chyba Rosjanie. W Soczi oraz cztery lata wcześniej w Turynie w składzie mieli po dziewięciu zawodników grających w zdominowanej przez nich KHL. Ilję Kowalczuka, Walerija Niczuszkina i Nikitę Gusiewa na pewno chętnie widziałoby u siebie kilka klubów NHL, ale im jest dobrze u siebie. Sborna musi zmazać plamę, ponieważ miała wygrać ostatnie igrzyska, rozgrywane przecież na własnym lodzie, a skończyła na piątym miejscu. A medalu nie zdobyła od 2002 roku.

Kandydata do tytułu upatruje w niej także Czerkawski. – Rosjanie znów będą faworytem i tym razem ich szanse są naprawdę bardzo duże. Mocne będą te kraje, które mają silne ligi, a więc Finlandia i Szwecja. Ale ten turniej to też okazja do pokazania się zawodników grających w mniej prestiżowych północnoamerykańskich rozgrywkach oraz tych Kanadyjczyków i Amerykanów, którzy występują w Europie – zwraca uwagę rozmówca.

Jego zdaniem turniej w Pjongczangu będzie tylko wyjątkiem i w 2022 roku gracze NHL zagrają w Pekinie. – To zupełnie inny przypadek od Korei. Chiny to ogromny rynek, na którym trzeba zdecydowanie mocniej promować hokej na lodzie. Właściciele klubów i władze ligi nie przepuszczą takiej okazji – wieszczy. Pozostaje tylko ściskać kciuki, by miał rację.

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Policja w siedzibie Wisły. Przeszukano mieszkanie byłej prezes

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic

Nikola Mazur: jestem zaskoczona wynikiem