tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Lou Duva. Moje siedem dekad w boksie" – recenzja

Niestety, biografia napisana przez Tima Smitha nie wykorzystuje kolorowego życiorysu Duvy.
Andrzej Gołota (L) i Lou Duva (fot. PAP/EPA)

Lou Duva to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci w historii boksu. Niespełniony pięściarz po zakończeniu kariery został wybitnym trenerem i do wielkich sukcesów doprowadził między innymi Evandera Holyfielda i Pernella Whitakera. Niestety, biografia napisana przez Tima Smitha nie wykorzystuje kolorowego życiorysu Duvy.

Widział wszystko – od treningów słynnego Rocky'ego Marciano po ringowe ekscesy Andrzeja Gołoty. Sukcesy osiągał z pięściarzami reprezentującymi odmienne style. Przeżył żonę i najstarszego syna. Od zera zbudował wielką firmę zajmującą się promowaniem zawodników, by stracić ją na rzecz synowej i na starość wylądować na marginesie wielkiego sportu.

W teorii kolorowe życie Duvy to niemal gotowy materiał na książkę lub scenariusz filmowy. Syn biednych włoskich imigrantów idealnie potwierdził, że może spełnić się "amerykański sen". Do wszystkiego doszedł sam, a karierę zrobił w niezwykle interesującym okresie społecznej rewolucji Ameryki. Czy takiego samograja można zmarnować? Można, jak najbardziej!

Tim Smith dokonał czegoś przedziwnego. Ten doświadczony nowojorski dziennikarz zajmujący się od wielu lat boksem pisząc biografię zdecydował się na rzadko spotykany zabieg – w stu procentach uwierzył ponaddziewięćdziesięcioletniemu rozmówcy. Tymczasem już pobieżne rozeznanie w temacie wystarczy do wyłapania rażących nieścisłości. Duva myli się co do faktów – miast, dat i sposobów rozstrzygnięcia walk. Mimo to autor w żadnym momencie ich nie prostuje. Wiele tych wpadek wyłapał Krzysztof Cieślik, tłumacz polskiego wydania, jednak nie on powinien się przecież tym zajmować.

Problem jest jednak szerszy – jeśli Duva myli się co do prostych do sprawdzenia faktów, to jaką możemy mieć pewność, że bliskie prawdzie są jego bardzo subiektywne wrażenia? To ważne, bo w książce padają mocne słowa. Andrzej Gołota zostaje pomówiony o stosowanie dopingu. Jeden z asystentów Duvy miał znaleźć rzekomo opakowania po strzykawkach w pokoju, w którym wcześniej przebywał pięściarz. Tylko jak dać wiarę tym słowom jeśli kilka zdań potem Duva w oczywisty sposób myli się przybliżając szczegóły rodzinnego życia Gołoty?

Andrzej Gołota (L) i Lou Duva (fot. PAP)

Ciekawe jest też co innego – temat wszechobecnego w boksie dopingu powraca tylko w tym momencie. Tymczasem pięściarzem posądzanym powszechnie o niedozwolone wsparcie był przecież Evander Holyfield, z którym Duva osiągnął największe sukcesy i którego wychwala w tej książce pod niebiosa. To za nim unosiła się o wiele poważniejsza smuga dopingu przez całą karierę, jednak tego z "Siedmiu dekad w boksie" się nie dowiemy.

A przecież w 2007 roku okazało się, że pięściarz miał być zarejestrowany jako klient apteki, której udowodniono dostarczanie sportowcom nieregulaminowych środków. Został zapisany jako "Evan Fields", jednak... pod własnym adresem i numerem telefonu.

Wielu ekspertów i dziennikarzy właśnie doping wskazywało jako przyczynę jego problemów z sercem, które prawie zmusiły go do zakończenia kariery w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wcześniej też było ciekawie – w 1988 roku Holyfield porzucił wagę junior ciężką (limit: 86 kg) i przeniósł się do królewskiej kategorii. W kilka miesięcy przybrał 10 kilogramów mięśni, co nawet dziś musi prowokować pytania o kulisy tego procesu.

Do tych – o wiele lepiej udokumentowanych faktów – Duva jednak nie odnosi się w żaden sposób. Zamiast tego atakuje Gołotę sięgając przy tym po utarte klisze. Obok dopingu wraca temat walki z Mikiem Tysonem. I znów – słynny trener powtarza stereotyp o tym, jak to Polak pokazał, że w ringu "nie ma serca" i postanowił się poddać. Znów mija się z prawdą – przecież po walce zdiagnozowano w szpitalu złamanie kości policzkowej Gołoty. Dalsza walka z taką kontuzją mogła się dla niego zakończyć tragicznie, jednak Duva woli trzymać stronę swojego trenerskiego wychowanka – Ala Certo, który niemal siłą próbował zmusić Polaka do wyjścia do kolejnej rundy.

Być może mniej zorientowany w boksie kibic dowie się z książki kilku ciekawych rzeczy, jednak od biografii tak wybitnej i kolorowej postaci po prostu spodziewałem się więcej. Znakomity Mike McCallum – mistrz świata w trzech kategoriach wagowych – pojawia się w niej tylko na dwóch zdjęciach. Ciężko uwierzyć, że Duva nie miał nic ciekawego do powiedzenia o tak wybitnym i wszechstronnie utalentowanym zawodniku. Musiałby jednak wspomnieć przy okazji o tym, jak zostawił go po pierwszej porażce we Włoszech z Sumbu Kalambayem, więc pewnie lepiej było nie mówić nic...

Wybiórczość wspomnień jest oczywiście świętym prawem Duvy, dlatego tym co musi dziwić jest postawa Smitha. Postanowił po prostu wcielić się w rolę dyktafonu i ani przez moment nie pokazał dziennikarskiego zacięcia. Nie drąży, nie dociska – po prostu spisuje jak leci. I pewnie gdyby zajmował się na co dzień kulturą popularną a nie boksem, to jego podejście można by jakoś zracjonalizować. Jednak od kogoś kto żyje tym sportem trzeba wymagać więcej.

Amerykanin miał niepowtarzalną okazję – jako ostatni mógł porozmawiać z Duvą o jego życiu i niesamowitej karierze. Nie potrafił jednak krytycznie podejść do zadania – wolał być potakiwaczem, który słowa schorowanego staruszka u kresu życia przyjmuje za pewnik. Nie potrafił wyciągnąć tego co najciekawsze – skupił się na powszechnie znanych banałach, a po najistotniejszych zagadnieniach po prostu się prześlizgnął. I zmarnowania tej okazji wybaczyć mu nie sposób.

Kacper Bartosiak

1996: NIEZAPOMNIANE WOJNY BOWE – GOŁOTA

(fot. SQN)

podobne informacje

Szpilka przerwał milczenie. Przeprosił... Gołotę

Niezapomniana wojna. 21 lat od Bowe – Gołota I

Nie tylko Kazik... Kolejna piosenka o Gołocie

Odszedł Lou Duva. "Był szlifierzem pięściarskich talentów"