tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Jacek Nawrocki: o siebie nie dbam, ale nie rozliczajmy kadrowiczek!

Porażka w barażu o ćwierćfinał i 10. miejsce w klasyfikacji. To osiągnęły w mistrzostwach Europy siatkarki. Poniżej oczekiwań kibiców, ale też zawodniczek, które nie chcą być porównywane do mistrzyń sprzed kilkunastu lat. Pojawiają się pytania: jak długo potrwa jeszcze budowa reprezentacji i kiedy biało-czerwone wrócą do europejskiej oraz światowej czołówki?
Reprezentacja Polski siatkarek (fot. PAP/EPA)

Wołosz: nie rozczarowałyśmy tak jak męska kadra

SPORT.TVP.PL, Rafał Bała: – Trzy lata to sporo. Można osiągnąć sukces, choć oczywiście trzeba mieć z kim pracować. Pańskiej ekipie nie udało się zrealizować celu w najważniejszych tegorocznych imprezach. To może być podstawa do żądania zmian, a w każdym razie powód głębszej refleksji o żeńskiej siatkówce.
Jacek Nawrocki, trener reprezentacji Polski: – Nie możemy mówić o trzech latach, bo przejąłem kadrę w 2015 roku, później miałem jeden i drugi rok obserwacji. Mamy więc do czynienia z trzema sezonami, a nie latami. Natomiast budowa reprezentacji to proces. Po odejściu znakomitych dziewczyn, jakimi były: Kasia Skowrońska, Ania Werblińska, Małgosia Glinka, Ola Jagieło i kilka innych, musi nastąpić przeobrażenie kadry. Jeśli komuś się wydaje, że można to zrobić w dwa lata, to jest w błędzie. Ile mamy w tej chwili zawodniczek na międzynarodowym poziomie, gotowych do zwycięstw nad Rosjankami, Holenderkami, Serbkami, czy Turczynkami? To oczywiście pytanie retoryczne. A przecież wymienione drużyny trzeba pokonywać, jeśli chce się walczyć o medale mistrzostw Europy. Owszem, mamy kilka siatkarek, które mogą być ważnymi ogniwami w silnym zespole. Ale dopiero w przyszłości. Podczas meczu z Turcją w Baku mieliśmy na boisku doświadczoną Asię Wołosz, Zuzę Efimienko, która po raz pierwszy na imprezie tej rangi występowała w podstawowym składzie. Zuza jest w tej chwili jedną z najlepszych środkowych w kraju i nikt nie depcze jej po piętach. Do tego Agata Witkowska, która przecież dwa lata temu nie była podstawową zawodniczką kadry podczas mistrzostw Europy, a dla Oli Krzos był to debiut. Poza nimi na boisku mieliśmy 21-letnią Malwinę Smarzek, 22-letnie Grajber i Twardowską, 23-letnią Kąkolewską. A jako rezerwowe wchodziły: 18-letnia Natalia Murek i 21-letnia Monika Bociek. W kraju mamy wiele dziewczyn na średnie, ligowe granie. Jednak żeby zdobywać medale w mistrzostwach Europy, czy igrzyskach olimpijskich potrzebne są wybitne jednostki. Nasze dziewczyny na razie są kandydatkami na takie osobowości, ale jeszcze tych norm nie spełniają.

– Kiedy w 2015 roku Jacek Nawrocki przejmował kadrę po Piotrze Makowskim, mowa było o budowie zespołu. Nie spodziewał się chyba pan, że po trzech sezonach nie będzie dobrych wyników? Może konieczna jest interwencja odpowiedzialnych za reprezentację Polski?
– Rozwój siatkarki to proces złożony. Chodzi o czas, jak i miejsce. Trzeba pracować w lidze i w reprezentacji. Natomiast źle się dzieje, gdy na zgrupowaniach kadry musimy przeznaczać czas na przygotowanie siatkarki, która od lutego nie odgrywała znaczącej roli na parkietach ligowych. A taką sytuację mieliśmy w przypadku naszej liderki, Malwiny Smarzek. Po Pucharze Polski przestała grać w podstawowym składzie Chemika. Nic więc dziwnego, że później potrzeba czasu na wprowadzenie jej do gry. Nie będę tego robił z innymi, już ogranymi, bo w niej widzę możliwości, a nie w innych, które mogą osiągnąć co najwyżej średni poziom.

Jacek Nawrocki (fot. PAP/EPA) – W wypowiedzi dostrzegam ukryty apel do właścicieli i trenerów klubowych: pomóżcie reprezentacji, bo może być źle.
– Mam bardzo dobry kontakt z trenerami klubowymi, rozmawiam z nimi. Po prostu tak się układa. Nie winię na przykład trenera Polic, że Malwina nie grała w ostatnich miesiącach. Szkoleniowiec starał się prowadzić zespół jak najlepiej. Chodzi mi o to, by sterowanie tymi dziewczynami było rozsądne i dawało im szansę na rozwój. Wszyscy o tym decydują – menedżerowie, prezesi klubów, trenerzy, po części Polski Związek Piłki Siatkowej oraz zawodniczki. Każdy krok musi być przemyślany, szczególnie w przypadku takich, które mogą być wybitnymi. Kolejny przykład? Proszę bardzo. W tym roku ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego trafiło do ligi kilka utalentowanych. Znalazły się dla nich miejsca w ekstraklasie. Niestety, są to tylko miejsca w kwadracie dla rezerwowych. Zapowiada się więc, że w nadchodzącym sezonie dziewczyny nie zrobią postępu.

– Jest jakieś rozwiązanie? Przed laty mówiło się o wprowadzeniu draftu w siatkówce. Wtedy najzdolniejsze juniorki mogłyby trafiać do najsłabszych klubów, podnosić ich poziom i mieć zapewnione miejsce w podstawowym składzie. Ale w polskich realiach to trudne do zrealizowania. Tu reguły są proste: kto ma najwięcej pieniędzy, zatrudnia najlepszych, również zdolną młodzież.
– Na pewno rozwiązania systemowe by się przydały. Ale zostawiam to tym, którzy się takimi sprawami zajmują i podejmują decyzje. Apeluję jedynie o rozsądek. Do wszystkich, którzy prowadzą zawodniczki. Z drugiej strony, one nie mogą być ubezwłasnowolnione. Muszą wybierać dla siebie drogę rozwoju, a nie szybkiego osiągania komfortu. Wiem, że kibice chcą medali, sukcesów, żebyśmy – jadąc na mistrzostwa – mieli czołowe miejsca. Ale trzeba mieć argumenty. Nawet gdybyśmy w Baku cudownie zagrali z Turczynkami i wygrali, to w kolejnej rundzie trafilibyśmy na Rosjanki. I znów nie byłoby wyniku, w każdym razie tego oczekiwanego przez kibiców. Po prostu jesteśmy dziś właśnie w tym miejscu. Ale podejrzewam, że w Baku, w gronie uczestników i obserwatorów mistrzostw Europy, nasze granie zostało odebrane dużo lepiej niż przez malkontentów w kraju. Wielu twierdzi, że Polska zmniejsza dystans do najlepszych, mimo odmłodzenia składu. Przepraszam kibiców, że nie dzieje się to w takim tempie, jak oczekiwali. Ale naprawdę robimy wszystko co w naszej mocy. Zarówno sztab trenerski, jak i zawodniczki. Nie tylko w sferze techniki, taktyki, ale też mentalności. To wszystko jest potrzebne, żeby dojść do czołówki. Mam wrażenie, że coraz łatwiej jest nam grać z takimi zespołami jak Turcja, Niemcy, Belgia, Włochy. Kiedyś w meczach z tymi rywalami stałem spokojnie przy linii tylko, gdy mieliśmy w składzie Anię Werblińską, Olę Jagieło, Paulinę Maj, Kasię Skowrońską i Berenikę Tomsię. Co prawda wtedy też nam trochę brakowało do tych drużyn. Ale co by było, gdybyśmy wówczas grali tym składem co dziś? Nawet nie chcę myśleć…

Jak awansować na igrzyska? Siatkarze poznali zasady kwalifikacji

Berenika Tomsia (P) (fot. PAP) – Wymienił pan kilka zawodniczek, które zakończyły już reprezentacyjną karierę i trzeba to uszanować. A co z tymi siatkarkami, które mogły się znaleźć w składzie na mistrzostwa Europy, ale ich zabrakło? W większości przypadków chodzi o problemy zdrowotne. Ale czy naprawdę nie było szans, by zabrać do Baku na przykład Katarzynę Zaroślińską, Emilię Muchę, Natalię Mędrzyk, czy Berenikę Tomsię?
– Bardzo sobie cenię te, które pan wymienił. Zresztą, do tej listy dołożyłbym pewnie kilka innych nazwisk. Z tego co wiem, w przypadku Tomsi i Zaroślińskiej chodziło o kłopoty ze zdrowiem. Kasia przeszła zabieg kolana, tuż po sezonie. Uznałem, że nie możemy wprowadzać do zespołu zawodniczki w ostatnim momencie przygotowań do mistrzostw. Natalia Mędrzyk borykała się z kontuzją stopy, grając już we Wrocławiu. Wystąpiła w reprezentacji w kwalifikacjach do mistrzostw świata i w Montreux. Później trzeba było odpuścić. Tomsia grała do końca, ale w pewnym momencie uznaliśmy, że z powodów zdrowotnych nie będzie w stanie pomóc drużynie w Baku. A jeśli chodzi o Emilię Muchę, to ta tuż po przyjeździe na zgrupowanie musiała być oszczędzana. Odczuwała ból pleców. Wiem, że bardzo solidnie pracowała w wakacje, być może rzeczywiście byłaby w stanie zagrać. Ale proszę mi wierzyć: ja muszę zbudować ekipę, która od początku do końca zaliczy sezon reprezentacyjny. Wielu zarzucało mi, że w pierwszym roku przygotowałem trzy różne zespoły na poszczególne imprezy. Przyjąłem tę konstruktywną krytykę i teraz staram się zbudować drużynę, która będzie mogła się nazywać w stu procentach reprezentacją Polski. Dlaczego zbliżamy się do czołówki europejskiej? Właśnie dlatego, że zachowana była stabilność składu. Poza tym, apeluję do wszystkich, by nie zajmowali się kimś, kogo w kadrze nie ma. Graliśmy z tymi zawodniczkami w zeszłym i w tym roku, przegrywaliśmy kwalifikacje, nie zwyciężaliśmy w Grand Prix. Proszę o obiektywizm i konstruktywną krytykę. Do tego, by zdobywać medale, trzeba mieć zawodniczki na międzynarodowym poziomie. Tak jak Serbki, Rosjanki, czy Włoszki. Na razie mamy kilka siatkarek, na które stawiamy, a reszta to dopiero kandydatki do gry o wysokie cele. Powinniśmy dbać o ich rozwój i wzmacniać reprezentację. Nie jest tak, że Polska musi zawsze zdobywać medale. Są okresy, w których trzeba pracować i zmniejszać dystans do czołówki, bo innej drogi nie ma. W klubach muszą się skupić na technice, a my musimy wyselekcjonować dziewczyny pod kątem motoryki i charakteru. A jak zdarzy się jakaś z warunkami fizycznymi, to będzie idealnie.

– Na koniec, chciałbym wrócić do rozliczenia trzyletniej pracy trenera i zawodniczek. Czuje pan, że ma zaufanie działaczy Polskiego Związku Piłki Siatkowej? A może trzeba się liczyć ze stratą posady selekcjonera? Żeńska drużyna osiągnęła taki sam wynik jak męska i pracę stracił Ferdinando de Giorgi.
– W ogóle o tym nie myślę, staram się skupić na pracy. Podkreślam, że nie jest to tylko praca z pierwszym zespołem. To również ustawienie szkolenia młodzieży. Cały czas konieczne są zastrzyki „świeżej krwi”, czyli młodych, które mogą pokazać jeszcze lepsze umiejętności. A jeśli chodzi o zespół, który występował w Baku, to rozliczanie tych dziewczyn uważam za nieporozumienie. Nie miałbym nawet słowa pretensji do nich, bo zrobiły wszystko co mogły i zagrały na miarę możliwości. Co do mnie, nie dbam o posadę.

– A nazwisko Nawrocki pojawia się w kontekście wyboru selekcjonera męskiej reprezentacji Polski. Trenował pan kiedyś młodzież, która ostatnio zdobyła tytuł mistrzów świata juniorów. Na pewno łatwiej byłoby przeprowadzić w kadrze zmianę pokoleniową.
– Moja misja w żeńskiej reprezentacji nie dobiegła końca. Bardzo bym chciał pokazać razem z dziewczynami, że możemy piąć się i równać do najlepszych. To tylko kwestia czasu i takie mam sportowe marzenie. Liczę na to, że udowodnię tym, którzy narzekają i żądają medali już teraz, iż ten zespół stać na wspaniałą grę. Dlatego sercem jestem przy żeńskiej reprezentacji Polski.

– O męskiej nawet pan nie myśli?
– W tej chwili tylko i wyłącznie o żeńskiej!

Rozmawiał Rafał Bała
Redakcja Sportowa Polskiego Radia

Glinka o ME: poziom gry Polek był mierny

najpopularniejsze

MŚ 2018: Ramos, Pique i Busquets zagrozili odejściem z kadry

Andrzej Gołota: jak będzie trzeba, to dokończę sprawę

FIFA planuje rewolucję. Reprezentacja do zmiany?

Szarmach: Podolski w Górniku? Wokół jest dużo znaków zapytania

Harry Kane: chciałbym spędzić całą karierę w Tottenhamie