tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Barca na rozdrożu. Pułapka niepodległości

Katalonia się zatrzymała. Drogi są zablokowane, sklepy i urzędy zamknięte. Strajk generalny - efekt referendum w sprawie niepodległości regionu. Mieszkańcy protestują przeciwko brutalności Guardia Civil i manifestują potrzebę samostanowienia. W tym dniu bramy Camp Nou także zamknięto na głucho. Barcelona znalazła się w centrum burzy, jaka rozpętała się wokół separacji.
Leo Messi (fot. Getty Images)

"Kwestia katalońska", jak zaczęły nazywać te wydarzenia hiszpańskie dzienniki, odbiła się echem na całym świecie. W komiksie na łamach francuskiego L’Equipe uzbrojony po zęby policjant trzyma w silnym uścisku Gerarda Pique. Piłkarz płacze, zaś funkcjonariusz stwierdza stanowczo: "Zostanie!". Gorzka satyra na zdjęcie z Neymarem, opublikowane przez zawodnika przed transferem Brazylijczyka do PSG. Tym razem mowa nie o pozostaniu w klubie, a w reprezentacji Hiszpanii. Katalończyk ze łzami w oczach nawoływał rodaków do udziału w referendum, deklarując, że jeśli nie będzie mile widziany w kadrze to jest gotów odejść. Jest jeszcze trzecie dno w satyrze L’Equipe: Pique zostanie w reprezentacji. Katalonia zostanie w Hiszpanii. Niezależnie od kosztów.

Kontrowersyjny Pique. Kibice wściekli na piłkarza Barcelony Między młotem a kowadłem

Stoper Barcy nie musiał długo czekać, by poczuć się niechcianym w kadrze. Do gwizdów kibiców już przywykł - wielu Hiszpanow nie akceptuje jego poparcia dla katalońskiego nacjonalizmu. Tym razem podczas treningu reprezentacji, oprócz obelg, padły też słowa pochwały dla Guardia Civil. Funkcjonariusze w brutalny sposób próbowali zniechęcić do niedzielnego głosowania; podczas protestów rannych zostało niemal 900 osób. Ze względu na napiętą sytuację na trybunach trening La Roja musiał zostać skrócony. W tym zamieszaniu po stronie obrońcy Barcelony stoi murem selekcjoner, Julen Lopetegui. – Dlaczego mam go nie powoływać? - pyta Bask, zapewniając, że zaangażowanie Katalończyka jest niesamowite.

Problemy i dylematy, z jakimi mierzy się teraz Gerard, jak w soczewce skupiają te Barcy. Klub znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem. Między wymaganiami federacji hiszpańskiej i La Liga, a oczekiwaniami kibiców. Zamieszanie wokół niedzielnego meczu z Las Palmas, dobitnie zobrazowało czemu klub będzie musiał stawić czoła w najbliższym czasie. Prezydent FC Barcelony, Josep Maria Bartomeu, otwarcie przyznał, że znalazł się między dwiema falami nacisków. Środowiska niepodległościowe, w tym część zarządu, nawoływały do odwołania spotkania. Władze ligowe poinformowały, że za odmówienie rozegrania meczu w terminie Barca zapłaci sześcioma punktami: trzema w ramach walkoweru i trzema w formie dodatkowej kary. Niepewność trwała do ostatniej minuty.

"Kwestia katalońska"

Dlaczego to właśnie Barca znalazła się w środku wojny o niepodległość? Dlaczego te dylematy nie dotknęły tak silnie innej instytucji sportowej? Dlaczego Blaugrana i "kwestia katalońska" są tak silnie zespolone? Odpowiedź na te pytania znajdujemy przynajmniej 118 lat wstecz.

Hasło "mes que un club", "więcej niż klub", znają chyba wszyscy. Nie każdy jednak wie, że dotyczy ono właśnie tożsamości katalońskiej. To Narcis de Carreras, prezydent klubu pod koniec lat 60., wypowiedział je podczas exposee, podkreślając wpływ Barcelony na społeczeństwo Katalonii. Droga tego klubu do tego miejsca była jednak kręta.

Gdy w 1899 roku Hans Gamper, Szwajcar, zakładał FC Barcelonę była ona klubem opozycyjnym do FC Catala. Jak sama nazwa wskazuje instytucja ta miała tworzyć drużynę złożoną wyłącznie z Katalończyków, w odróżnieniu od innych, które pod koniec XIX wieku zrzeszały głownie Brytyjczyków. To z powodu narodowości Gamper nie dostał się w szeregi Catala, o co zabiegał. Jego Barcelona od początku będzie internacjonalna. Szwajcar, Niemiec, Brytyjczycy, Irlandczycy, Kastylijczycy, Katalończycy - wszystkie te nacje można było znaleźć wśród współzałożycieli. Podobnie wyglądały kwestie religijne: w jednej drużynie grali katolicy, protestanci, żydowski konwertyta. Dziś taki amalgamat nikogo nie dziwi, wówczas był to przełom.

W czasach frankizmu klub umocnił związki z narodowością katalońską. To na Camp Nou można było usłyszeć zakazany w przestrzeni publicznej język regionu. To tam odbywały się koncerty Lluisa Llacha, barda Katalonii. Klub sprawia, że nawet związani z nim obcokrajowcy zaczynają się poczuwać do katalońskiej przynależności. Gamper z Hansa szybko stał się Joanem. Cruyff po zakończeniu kariery trenował reprezentację Katalonii, zaś jego syn, Jordi, nosi imię patrona miasta Barcelony. W przeciwieństwie do Holendra, który nie opowiadał się za odłączeniem od Hiszpanii, klubowe środowisko wychowało nawet obcokrajowców-niepodległościowców.

Christo Stoiczkow, czyli dobry duch Barcelony Stoiczkow, znany ze swoich skrajnych i kontrowersyjnych wypowiedzi. W 1992 roku, po zdobyciu Pucharu Europy na Wembley, paradował w esteladzie - fladze niezależnej Katalonii. Dziś Bułgar podtrzymuje tamtą deklarację i nie zostawia suchej nitki na Sorayi Saenz de Santamaria. Członkini hiszpańskiego rządu określiła brutalne działania Guardia Civil wobec głosujących mianem "proporcjonalnych i profesjonalnych". – Jej dziadek to frankista. Ojciec: frankista. Ona tak samo. I jej syn – wylicza Stoiczkow. – I ona ma dyktować co powinno się robić? Proszę, podaj się do dymisji. Nie masz prawa nasyłać policji, by pacyfikowała niewinnych ludzi.

Niepewna przyszłość

Nie wiadomo jakie miejsce w Europie zajmie Katalonia, jeśli jej rząd zdecyduje się proklamować niepodległość. W takim przypadku wszystkie kluby z tego obszaru znajdą się w trudnej sytuacji. Nie tylko Barcelona, ale też Espanyol czy Girona, która w tym sezonie po raz pierwszy awansowała do Primera Division.

Barca jednak to jeden z ledwie trzech klubów, obok Realu Madryt i Athletiku, który rozegrał wszystkie sezony w najwyższej klasie rozgrywkowej od chwili utworzenia La Liga. Może to brzmieć brutalnie, ale nagłe zniknięcie Espanyolu i Girony z pierwszej ligi nie stałoby się tragedią dla pozostałych drużyn. W przypadku Barcelony sprawy mają się inaczej, Barca, Real i La Liga to system naczyń połączonych.

Futbol w cieniu łez (Pique) i krwi... Zdrowy rozsądek podpowiada, że niezależnie od politycznych rozstrzygnięć rozwód klubu z Camp Nou z ligą hiszpańską nigdy nie powinien mieć miejsca. Decyzja brzemienna w negatywne skutki dla każdej ze stron byłaby irracjonalna. Mimo to w momencie proklamacji Republiki Katalonii Barca prawdopodobnie wypadłaby za burtę. Obecnie do udziału w tych rozgrywkach uprawnione są wyłącznie drużyny zrzeszone w hiszpańskiej federacji piłkarskiej. W przypadku odłączenia się Katalonii FC Barcelona znajdzie się poza jej obrębem.

Oznacza to także konsekwencje w rozgrywkach międzynarodowych, wymagających obecności klubu w państwowej federacji. Ale czy przynależność do Królestwa Hiszpanii jest warunkiem koniecznym do członkostwa w jej związku piłkarskim? Niekoniecznie. Aktualnie zrzeszone w RFEF są również kluby z Andory. Tak samo można by postąpić w przypadku potencjalnej Republiki Katalonii, to jednak wymagałoby modyfikacji związkowego prawa. – Nie rozważaliśmy tego w tej chwili – komentuje Jose Ramon Lete, minister sportu. – Dojdzie do zmian w prawie, ponieważ pracujemy nad nimi już od dwóch miesięcy. Ale tej modyfikacji na razie nie analizowaliśmy.

Alternatywa

Co jeśli najgorszy scenariusz stanie się faktem i kluby z Katalonii będą musiały opuścić La Liga? Nawet jeśli Republika nie uzyskałaby pełnego uznania na arenie międzynarodowej nie oznacza to, że założenie katalońskiego związku piłki nożnej jest niemożliwe. Przykładem jest Kosowo, którego reprezentacja zrzeszona jest w UEFA, mimo iż Europa podzielona jest w kwestii uznania tego regionu za suwerenne państwo. Słychać także głosy o możliwym dołączeniu Barcelony do Ligue 1. W lidze francuskiej już od lat 30. gra AS Monaco, pochodzące z odrębnego księstwa. Stworzenie rozgrywek, w których współzawodniczyłyby Barca, PSG i Monaco może być łakomym kąskiem dla Francji. Takie rozwiązanie stanowiłoby dla Ligue 1 niebagatelny zastrzyk pieniędzy. Od Barcelony nie musiałoby wcale wymagać wiele. Usytuowanie geograficzne miasta sprawia, że podroż na północ Francji nie jest bardziej męcząca niż dwa tysiące kilometrów lotu do Las Palmas.

Kusząca pułapka

Przyszłość Barcelony, tak jak Katalonii, nie zależy już od niej. To rozstrzygnięcia polityczne będą teraz decydujące. Do zaniechania udziału w referendum przekonać miały między innymi plakaty na ulicach. Przedstawiały one pułapkę na myszy, w której rolę przynęty zamiast sera pełnił niebieski trójkąt z białą gwiazdą - element odróżniający flagę Katalonii niezależnej od tej autonomicznej. Niepodległość to pułapka. Dla Barcy propagandowa metafora może stać się rzeczywistością.

Nie jest to jednak pułapka śmiertelna. Jeśli dojdzie do opuszczenia La Liga przez drużynę Ernesto Valverde nie zginie ani Barca, ani Primera Divion. Jedni i drudzy w końcu odnajdą się w nowej rzeczywistości, choć lizanie ran może potrwać długo, a blizny zostaną na zawsze. Pozostaje nadzieja, że wszystkim wystarczy rozsądku, by jedną decyzją nie przekreślić 90 lat wspólnej historii.

Magdalena Żywicka