tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Bartosz Bereszyński rozwiąże problemy reprezentacji Polski? "Musi sporo poprawić"

Bartosz Bereszyński jest największym wygranym ostatnich tygodni. Wrześniowe mecze reprezentacji Polski oglądał z trybun. Został odstawiony przez selekcjonera. Solidnie przepracował miesiąc i wskoczył do podstawowego składu. Teraz walczy, by w nim pozostać.
Bartosz Bereszyński (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

Pele, Messi, Henry... Lewandowski wśród rekordzistów reprezentacji

Przed spotkaniami z Danią (0:4) i Kazachstanem (3:0), Bereszyński nie spodziewał się, że Adam Nawałka nie znajdzie dla niego miejsca choćby na ławce rezerwowych. Rywalizację wygrał Tomasz Kędziora. Loża VIP stała się bodźcem do jeszcze cięższej pracy. Były piłkarz Lecha Poznań i Legii Warszawa wrócił ze zgrupowania i zaliczył całkiem niezły okres w klubie.

Selekcjoner miał poważny kłopot na lewej obronie. Z powodu kontuzji palca u ręki nie mógł skorzystać z Artura Jędrzejczyka. Drobnego urazu doznał również Maciej Rybus. Nawałka wybierał więc między Thiago Cionkiem, Kędziorą a Bereszyńskim.

– Nie dziwi mnie, że właśnie Bartek wystąpił na lewej stronie. To jest chłopak, który nigdy nie marudzi. Próbuje wykorzystać każdą szansę, a co najważniejsze – umie być elastyczny – zauważa Janusz Białek, który prowadził Bereszyńskiego w kadrze do lat 20.

– Może zabrzmi to dziwnie, zwłaszcza po meczu z Armenią, ale dla mnie to następca Łukasza Piszczka. Ponieważ wcześniej występował jako skrzydłowy albo napastnik, potrafi podłączyć się do akcji ofensywnej. Zawsze zaangażowany w grę, szybki i inteligentny piłkarz. W reprezentacji młodzieżowej potrafił wyróżniać się na tle bardzo dobrych graczy – chwali Białek.

W meczu z Armenią Bereszyński zastępował Rybusa (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

Cichy skandalista

Kariera Bereszyńskiego nabrała rozpędu, gdy stał się bohaterem głośnego przejścia z Lecha do Legii. Kibice mieli mu za złe, że wybrał barwy największego wroga Kolejorza. Bolała ich utrata kogoś, kto urodził się w Poznaniu i całował herb Lecha. Natychmiast okrzyknięto go "Judaszem", a na forum pojawił się numer telefonu do zawodnika. To poskutkowało lawiną obraźliwych wiadomości oraz gróźb. Pół roku przed zakończeniem umowy z Lechem, stał się wrogiem publicznym. Początkowo z wyboru syna niezadowolony był również Przemysław Bereszyński, przez wiele lat obrońca Lecha, który trzykrotnie sięgał z nim po mistrzostwo Polski.

Dla Poznaniaków to wyrzut sumienia. Mariusz Rumak nie widział go w składzie, a działacze zaoferowali kontrakt, który nie zadowalał piłkarza. – Nie zostałem odpowiednio doceniony. Nie mówię tylko o pieniądzach. Znalazło się w niej kilka zapisów, z których wynikało, że mógłbym być traktowany niczym piąte koło u wozu – tłumaczył na łamach "Przeglądu Sportowego" sam zawodnik.

Ta decyzja i wiążąca się z nią ogromna presja miały sprawić, że kariera Bartosza Bereszyńskiego znalazła się na zakręcie. Gdyby Legia nie dogadała się z Kolejorzem, piłkarza czekałoby pół roku zesłania do Młodej Ekstraklasy.

– Nie mogliśmy do tego dopuścić. Obelgi po nim nie spłynęły. Tamta sytuacja bardzo go dotknęła – wspomina ówczesny prezes Wojskowych, Bogusław Leśnodorski.

– Przeżył mocno złośliwe uwagi i groźby, ale to twardy gość. Potrafił sobie z nimi poradzić i właśnie na tym polega siła "Beresia". Jeśli jedziesz na nartach 100 czy 200 kilometrów na godzinę, czujesz strach. Rzecz w tym, byś umiał nim zarządzać. Tu było tak samo: bolały go wszystkie przykre wiadomości, ale podczas treningów czy meczów zostawiał je za sobą. Charakterny, odważny, inteligentny, ambitny; mam z nim same miłe wspomnienia i mogę go tylko komplementować – dodaje Leśnodorski.

Według Białka zagrożenie nie było jednak poważne. Piłkarz podniósłby się nawet po tak trudnym okresie, ponieważ prywatnie jest osobą poukładaną.

– Ma olbrzymią pewność siebie, a przy zachowuje spokój. Moim zdaniem największy problem miał wtedy, kiedy jeszcze nie wiedział, czy chce przenieść się do stolicy. Wyzwiska na pewno nie wytrąciły go z równowagi. Jeśli umiesz skoncentrować się na karierze, nie będzie cię to zajmować. W kadrze U–20 był najdojrzalszą osobą. Podejście trochę jak u Roberta Lewandowskiego – inni wywijali różne numery. Bartek zaś nie sprawiał jakichkolwiek kłopotów – przekonuje Białek.

Przejściem z Lecha do Legii, Bereszyński wywołał spory skandal (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

W ofensywie bezproduktywny

W Warszawie szybko zauważono, że Bereszyński może zostać przesunięty do obrony. Jan Urban zrobił to, ponieważ na ofensywnych pozycjach nie miał z byłego lechity wielkiego pożytku.

– Analizowaliśmy jego grę wnikliwie. Widzieliśmy, że ma atuty takie jak szybkość, wytrzymałość czy zwrotność, ale nie wykorzystywał ich pod bramką przeciwnika. Nie potrafił zrobić niczego pożytecznego z tych cech, ale zachowywał się prawidłowo, kiedy musiał bronić – wyjaśnia Urban.

– Poprosiliśmy go, by zagrał na prawej obronie. Wyglądał całkiem nieźle. Jego cechy motoryczne wreszcie się przydały. Potrafił błyskawicznie wrócić za akcją i ją przerwać. Grał nieustępliwie, więc dostawał kolejne szanse – dodaje szkoleniowiec Śląska Wrocław.

Bereszyński po zaledwie kilku tygodniach stał się graczem podstawowej jedenastki. Zdobył z Legią mistrzostwo Polski, a następnie stracił miejsce w składzie i przez trzy lata miał problemy, by je odzyskać.

Wielka piłka

Przed rokiem wrócił do formy. Zainteresowanie nim wyraziła Sampdoria, której podobała się gra legionisty w Champions League. Włosi zapłacili za niego dwa miliony euro.

Początek po wyjeździe do Italii był obiecujący. W pierwszym półroczu polski obrońca rozegrał 13 spotkań ligowych. Podczas rozmowy z "Łączy nas piłka" przyznał, że zaskoczyła go skrupulatność trenera Sampdorii. Marco Giampaolo zwraca uwagę na każdy element. Jego zespół ma opracowane kilkanaście sposobów wrzutu piłki z autu, a defensorzy często spędzają mnóstwo czasu ćwiczeniu przesuwania.

W obecnej edycji Serie A zaliczył sześć meczów. – Najlepiej wyglądał przeciwko AC Milan (2:0). Był bardzo chwalony, realizuje założenia i ewidentnie wygrał rywalizację z Włochem Jacopo Salą. Oby nie zbaczał z kursu. Jeśli utrzyma formę, Adam Nawałka będzie mieć z niego pociechę – twierdzi Piotr Czachowski, były zawodnik Udinese Calcio.

Bereszyński w meczu przeciwko AC Milan (fot. PAP/EPA/SIMONE ARVEDA)

Lewa do tramwaju?

– Warto rozważyć jego kandydaturę w kontekście gry na lewej obronie. Widzę jednak wiele mankamentów. Trzeba poprawić grę lewą stopą. Łukasz Piszczek na przeciwległej stronie potrafi zrobić fenomenalną akcję ofensywną. Bereszyńskiego z przodu nie widać. Na tę chwilę, jeśli chcemy atakować bokami, lepszym rozwiązaniem jest opcja z Maciejem Rybusem. Bereszyński może nas zabezpieczyć w defensywie – dodaje Czachowski.

– Jest różnica między byciem i graniem na jakiejś pozycji. Bartek musi koniecznie poprawić lewą nogę i popracować nad ofensywą. Ma cechy motoryczne uprawniające go do futbolu na dobrym, europejskim poziomie. Warto jednak zauważyć: każdy skrajny obrońca z wyższej półki potrafi podłączyć się do akcji – ocena Urban.

W meczu z Armenią Bereszyński nie popełniał błędów, ponieważ rywal był zbyt słaby. Niedzielne spotkanie przeciwko Czarnogórze może dać odpowiedź na pytanie, czy Adam Nawałka rozwiązał problem braku lewego obrońcy za sprawą gracza Sampdorii.

Bereszyński: za chwilę zdobędziemy kolejne trzy punkty
Kto powinien być lewym obrońcą w podstawowym składzie reprezentacji Polski?
Kto powinien być lewym obrońcą w podstawowym składzie reprezentacji Polski?
  • 47.7%Bartosz Bereszyński
  • 2.0%Thiago Cionek
  • 9.4%Artur Jędrzejczyk
  • 33.6%Maciej Rybus
  • 7.3%ktoś inny

najpopularniejsze

MŚ 2018: Ramos, Pique i Busquets zagrozili odejściem z kadry

Andrzej Gołota: jak będzie trzeba, to dokończę sprawę

FIFA planuje rewolucję. Reprezentacja do zmiany?

Szarmach: Podolski w Górniku? Wokół jest dużo znaków zapytania

Harry Kane: chciałbym spędzić całą karierę w Tottenhamie