tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Weah na prezydenta!

Mówisz Liberia, myślisz: wojna, diamenty... George Weah. A może nawet tylko wojna i Weah. W wieku 51 lat Wielki George wraca znowu na scenę i to w walce o prezydenturę kraju! Wyniki wtorkowych wyborów poznamy 25 października.

Weah na prezydenta!

Mówisz Liberia, myślisz: wojna, diamenty... George Weah. A może nawet tylko wojna i Weah. W wieku 51 lat Wielki George wraca znowu na scenę i to w walce o prezydenturę kraju! Wyniki wtorkowych wyborów poznamy 25 października.
George Weah (fot. Getty)

Jóźwik o Barcelonie: na linii ognia

Powiedzieć, że Weah jest najważniejszym piłkarzem w historii liberyjskiego futbolu, to nic nie powiedzieć. Ba, nawet określenie sportowiec wszech czasów niewiele mówi. Jest to prawdopodobnie jedyny powszechnie znany Liberyjczyk na świecie.

Zrobił karierę w AS Monaco, PSG, Milanie oraz w klubach angielskich. Grał w piłkę długo, zarobił w Europie wiele pieniędzy, po czym zdecydował się wrócić do własnego kraju. A tam wojna, korupcja i niedola setek tysięcy mieszkańców. Weah nie miał zamiaru zgadzać się z tym, co dzieje się w Liberii i od razu rozpoczął działalność polityczną.

George Weah (fot. Getty) Tegoroczna walka w wyborach prezydenckich nie była więc przypadkiem, bo genialny napastnik w lokalnej polityce działa od kilkunastu lat!

Chłopak od Wengera

Liga liberyjska to mniej więcej tak undergroundowe rozgrywki jak liga eskimoska i liga psich zaprzęgów. Przebić się z niej do Europy niepodobna. Ale jeśli masz trochę talentu, to może trafisz do Kamerunu. I tak właśnie było z 20-letnim Weahem. Wystrzelił tam jak rakieta i po roku, dzięki poleceniu Claude'a Le Roya, afrykański napastnik trafił do prowadzonego przez Arsene'a Wengera AS Monaco.

Po latach Wenger wspominał, że Weah był graczem dosyć "czerstwym" technicznie, ale niesamowicie ambitnym, ofiarnie walczącym i trenującym do upadłego atletą. Między 1988 a 1992 z kompletnego "no name'a" stał się największą gwiazdą klubu i całej ligi francuskiej. Jego transfer do PSG był jednym z największych hitów ligi lat 90. Ówczesny właściciel stołecznego klubu, koncern medialny Canal Plus, mocno dbał o to, by każdego lata zrobić wokół swojej drużyny solidne zamieszanie. Weah był bohaterem lata 1992. Jego trzyletni pobyt w Paryżu był passą sukcesów, których kulminacją było przejście w 1995 roku do najsilniejszego wówczas w Europie AC Milan. W tym samym roku, jako pierwszy i dotąd jedyny gracz z Afryki, został wybrany najlepszym piłkarzem na świecie.

Arsene Wenger (Ś) (fot. Getty) Podczas wielkiej gali wręczenia nagród dla najlepszych Liberyjczyk zaprosił na scenę Arsene'a Wengera, publicznie mu podziękował za danie szansy i ukształtowanie go jako zawodnika, po czym przekazał Francuzowi nagrodę! Ilu asów światowego futbolu mogłoby się porwać na taki gest?

Mediolańska huśtawka

Mediolańska przygoda zdawała się spełnieniem marzeń. Wielki skład, od lat ten sam, sprawdzony trener Fabio Capello. Lecz już po pierwszym sezonie Włoch przeszedł do Realu Madryt i na San Siro rozpoczęła się trenerska karuzela, na której kręcili się w latach 1996-1998 m.in. Oscar Washington Tabarez i Arrigo Sacchi oraz ponownie Capello. Dla nich wszystkich Weah był skarbem i klubowym asem.

Kibice kochali go za genialnego gola przeciw Veronie, kiedy to przebiegł z piłką dosłownie całe boisko, przedryblował pięciu rywali i strzelił jednego z najbardziej spektakularnych goli w historii Serie A! W tym samym, drugim sezonie był bohaterem skandalu, kiedy to potężnym ciosem "z byka" złamał nos portugalskiemu stoperowi FC Porto, Jorge Coście. Co, paradoksalnie, wcale wrogów mu nie przysporzyło, a raczej zjednało szacunek jako prawdziwego wojownika, który w kasze sobie dmuchać nie daje. A już na pewno nie rasistom.

Ale w 1998 Milan zaangażował trenera Udinese, Alberto Zaccheroniego, który za punkt honoru postawił sobie odmłodzenie składu i promowanie wyjątkowo sztywnego Niemca Olivera Bierhoffa. W efekcie rok potem Weah wyjechał do Anglii, w wieku 33 lat rozpoczynając czteroletnią tułaczkę po Chelsea, Manchesterze City, Olympique Marsylia i Al-Jazeerze.

W jednym z dokumentalnych filmów na temat swojej kariery Weah wspomina, że czasy w Milanie były dla niego najważniejszymi pod względem zawodowym. Milan był klubem legendarnym, wówczas każdy marzył by grać dla tego klubu.

George Weah (P) (fot. Getty) Po zakończeniu kariery Weah zaskoczył wielu kibiców rzucając się w wir politycznej działalności, ale nie tych, którzy go znali. Arsene Wenger, który po dziś dzień pozostaje w doskonałych stosunkach z Liberyjczykiem, wspominał, że Weah był zawsze człowiekiem rozpolitykowanym, przejmującym się swoim krajem, starającym się pomóc poprzez akcje charytatywne oraz działalność społeczną.

W 2005 roku, ledwie 39-letni polityk z Monrovii stanął do wyborów prezydenckich po raz pierwszy. Wtedy dostał solidną lekcję politycznego wyrachowania. Przegrał, ale poszedł po rozum do głowy. Postanowił uzupełnić wykształcenie, przygotować polityczną strategię na długie lata. Pojawił się w jednym z gabinetów rządowych przed kilkoma laty, został senatorem, zbudował grupę poparcia, zjednał sobie nie tylko kibiców kochających go za największą karierę w historii liberyjskiego społeczeństwa ale też stworzył własne zaplecze polityczne. Finansowe ma i to spore, bo jeszcze w trakcie kariery piłkarskiej inwestował. Długo bowiem musiał dorabiać do futbolowej pensji różnymi zajęciami podczas "kariery" w Afryce, zatem – jak wspomina – nauczył się szacunku do pieniędzy.

– Chcę wyrwać ludzi z biedy. Chcę, aby się uczyli i brali sprawy w swoje ręce – deklaruje piłkarz, którego kariera dla Liberyjczyków jest niedoścignionym wzorem.

najnowsze opinie

Marek Jóźwik Lepiej późno niż za późno

Apoloniusz Tajner Problem organizacji igrzysk? Wszyscy boją się o bezpieczeństwo

Joanna Sakowicz-Kostecka Ślub nie wpłynął negatywnie na formę Agnieszki Radwańskiej

Michał Lewandowski Radwańska od dawna nie startowała z tak trudnej pozycji