tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kiedyś krytykowani, teraz niezastąpieni. Messi i "Lewy" dają awans

"Jak trwoga to do Boga". Przysłowie idealnie oddaje nastroje, jakie panowały w Argentynie przed ostatnim meczem reprezentacji w el. MŚ 2018, który decydował o być albo nie być w tej imprezie. W momencie próby kibice liczyli nie tyle na kadrę, a na jej kapitana Leo Messiego. Jeszcze nie tak dawno spotykała go ogromna krytyka.
Robert Lewandowski, Leo Messi (fot PAP/Bartłomiej Zborowski/Getty)

Messi uratował Argentynę!

Droga wicemistrzów świata na mundial przypominała niekończące się męczarnie. Drużyna z wielkim potencjałem ofensywnym, mająca w kadrze takich zawodników jak Leo Messi, Gonzalo Higuain, Paulo Dybala, Mauro Icardi, Angel Di Maria i wielu innych, musiała drżeć o awans do ostatniej chwili. Zmiana selekcjonera, bałagan organizacyjny w federacji – to wszystko nie pomagało w rywalizacji o udział w najważniejszym turnieju piłkarskim świata.

EL. MŚ: Ekwador – Argentyna (skrót) – Chciałem być mistrzem z Argentyną, byłem cztery razy w finale, zrobiłem wszystko co w mojej mocy, ale nie udało się. W szatni pomyślałem, że reprezentacja się dla mnie skończyła. Nie bycie mistrzem z kadrą bardzo mnie boli. Tak będzie lepiej dla mnie i w ogóle dla wszystkich. Nie mogę pogodzić się z tym, że znowu przegraliśmy w najważniejszym momencie – powiedział Messi po porażce w finale ubiegłorocznego Copa America Centenario.

Taką decyzję spowodowało nie tylko kolejne niepowodzenie, ale i zmęczenie ciągłą krytyką ze strony mediów. Była ona dla niego tym bardziej bolesna, że żaden inny zawodnik nie daje dla kadry Argentyny tyle co on. Na szczęście dla kibiców w tym kraju zmienił zdanie.

– Messi sam nie wygra tego meczu – powiedział dzień przed spotkaniem Ekwador – Argentyna Mario Kempes, mistrz świata z 1978 roku. Jak się jednak okazało, mylił się. Messi strzelił trzy gole na terenie, na którym dotąd Argentyńczycy wygrali zaledwie jedno z sześciu spotkań (w 2001 roku).

Zawodnik przyzwyczaił do bicia rekordów, szczególnie w koszulce Barcelony. Teraz jednak umocnił się na pozycji najlepszego strzelca reprezentacji (61 goli) oraz stał się piłkarzem z największą liczbą bramek w historii południowoamerykańskich eliminacji (21, wspólnie z Luisem Suarezem).

Nie wliczając Messiego, ostatniego gola dla Argentyny w eliminacjach MŚ w Rosji strzelił w listopadzie ubiegłego roku Angel Di Maria w wygranym 3:0 spotkaniu z Kolumbią. Bramka padła po asyście Messiego, tak jak i wcześniejsza Lucasa Pratto. Wynik meczu otworzył... Messi. Gdyby nie on, Argentyna raczej nie pojechałaby na mundial.

Boniek: przepis na sukces? Grupa, szczęście i Lewandowski Uzależnieni od "Lewego"

Aż takich kłopotów z awansem nie mieli Polacy. Można zaobserwować jednak podobieństwo, jakim jest zależność od największych gwiazd, które biorą na siebie ciężar odpowiedzialności w najtrudniejszych chwilach. Robert Lewandowski strzelił 16 z 28 goli Polski w tej kampanii (57 proc.). Można dywagować, czy bez takich statystyk napastnika kadra pojechałaby do Rosji. Jest to raczej wątpliwe.

Im trudniejsza sytuacja kadry, tym lepiej gra kapitan reprezentacji Polski. Na potwierdzenie tych słów można wskazać dwie ekstremalnie trudne sytuacje z eliminacji. Pierwsza z nich to ostatnia akcja meczu z Armenią w Warszawie, gdzie przy stanie 1:1 Lewandowski zdobył głową zwycięską bramkę, dzięki czemu kadra uniknęła blamażu i straty bezcennych punktów.

Drugą akcję mamy jeszcze świeżo w pamięci. Przy stanie 2:2 Czarnogórcy byli o krok od pokonania Polaków, co mogłoby oznaczać utratę pierwszego miejsca w grupie. Jednak to była sytuacja dla Lewandowskiego, który zrobił coś z niczego i strzelił gola na 3:2. Dzięki jego instynktowi cała Polska odetchnęła.

Podobieństwa z Messim na tym się jednak nie kończą. Przy okazji ostatniej wizyty Czarnogórców na Stadionie Narodowym w Warszawie Lewandowski po zdobyciu bramki na 1:1 uciszał krytykujących go kibiców. Atakowano go również podczas turnieju Euro 2016 we Francji, gdy wyliczano mu minuty bez gola, mimo że dawał z siebie wszystko. Tak wybitnym osobistościom, które dały już swoim kadrom bardzo wiele, należy się więcej szacunku i zaufania. Szczególnie wtedy, gdy nie wszystko idzie tak, jak powinno.

Kadra wraca do TVP. Co nas czeka w 2017 roku?

Sampaoli: futbol jest winny Messiemu grę na mundialu

podobne informacje

Nietypowe znaczki z... Burundi. Eto'o i Messi na polskich stadionach

Media o Messim: boski, wszechmocny, nadzwyczajny

El. MŚ 2018: los Argentyny w rękach innych. Oto scenariusze

Argentyna – Peru 0:0. Mundial coraz dalej...