tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Karoodporna". Reportaż o Karolinie Riemen-Żerebeckiej

Karolina Riemen-Żerebecka jechała na mistrzostwa świata w narciarstwie dowolnym 2017 z nadzieją na medal. Już jednak na pierwszym treningu ski crossu w Sierra Nevada potwornie upadła przy prędkości ponad 110 km/h. Obrażenia głowy były rozległe. Lekarze spodziewali się, że Polka do końca życia pozostanie podłączona do respiratora. Organizm narciarki okazał się jednak niebywale silny. Niesamowite postępy w rehabilitacji sprawiły, że do treningów wróciła już po pięciu miesiącach. Obecnie przygotowuje się do igrzysk olimpijskich w Pjongczangu.

Karolinę i Tomasza Żerebeckich odwiedziliśmy pod koniec września w ich domu w Lądku Zdroju.

Przeprowadzili się tu niedawno. Alternatywą było życie nieopodal Zakopanego. Oboje kochają prędkość, ale w życiu prywatnym stawiają na spokój, o który trudniej w zimowej stolicy Polski. – Skoki, Tour de Pologne, potem jeszcze coś innego, tłumy turystów – uzasadnia Żerebecki. – Na razie ciągle coś wykańczamy, ale brakuje czasu. W tym roku mieszkaliśmy tu… czternaście dni. Miało być więcej, ale dwa miesiące spędziliśmy w szpitalu – dodaje, patrząc w okno, z którego widać piękną panoramę pięciotysięcznego miasta w Górach Złotych, słynnego z uzdrowisk.

Kochają adrenalinę. Tomasz zaczynał jako slalomista, ale przerzucił się na rajdy. Był dwukrotnym mistrzem Polski GSMP (wyścigi górskie), lecz zrezygnował ze ścigania i został drugim trenerem Karoliny. – W pewnym momencie zapytano mnie, czy reklamę na pewno powinienem mieć na boku auta, czy może jednak na spodzie. To było po kilku dachowaniach – wspomina z uśmiechem. Nawet jednak on – który zna smak ryzyka w sporcie – nie potrafi nazwać ski crossu inaczej niż "szaleństwem".

To jedyna narciarska konkurencja zjazdowa, gdzie rywalizuje się bezpośrednio - niemal bark w bark przy prędkości dochodzącej do 120 kilometrów na godzinę. Cztery zawodniczki pokonują trasę najeżoną przeszkodami: skoczniami, rolerami, skrętami gigantowymi, skrętami supergigantowymi… Rywalizacja jest niezwykle efektowna, ale i niebezpieczna. Karolina przekonała się już o tym niejednokrotnie. Miała zerwane więzadła krzyżowe. Bardzo bolało, gdy zmagała się z dyskopatią lędźwiową (wypadnięcie dysku). Żadnej z tych kontuzji nie sposób jednak porównać do urazów ze Sierra Nevada. Wydarzenia z mistrzostw świata, a także rehabilitację przybliżamy w filmie "Karoodporna".

Zawodniczki na trasie ski crossu (fot. PAP/EPA)

***


Przeżyła lawinę

Niedawno zaczęła trzecie życie. O śmierć otarła się bowiem nie tylko w Sierra Nevada, ale także w dobrze sobie znanych Tatrach. Był marzec 2003.

Grupą kilkudziesięciosobową udali się do Świńskiego Kotła. Zbudowali skocznię. Była piękna wiosenna pogoda, więc mogli na przemian jeździć i opalać się. – Było wspaniale. Sielanka – wspomina Karolina, wtedy piętnastolatka. – Nagle jeden z kolegów zauważył lawinę. Naprawdę groźną, która mknęła prosto na nas – opowiada.

Miała wiele szczęścia. Znalazła się pod śniegiem, z którego wystawała tylko noga. Dzięki niej namierzyli i odkopali ją koledzy. – To cud, że wszyscy przeżyli. Straciłam wtedy przytomność, ale… nie było tak źle – podkreśla z uśmiechem Riemen-Żerebecka opowiadając o przeżyciu, które budzi grozę śmiertelnika. Nie w jej przypadku, o czym przekonuje Tomasz. – Lawina… No tak… Ale to właściwie nic przy tym z czego wyszła w tym roku! – zapewnia.

Upadek podczas treningu w Sierra Nevada (fot. archiwum prywatne T. Żerebeckiego)

***


Przeklęty skręt

Pierwszy przejazd przed zawodami jest zwykle asekurancki. – Tak było i wtedy. Tylko po prostu w tamtym miejscu nie dało się jechać wolniej – analizuje Karolina i zawiesza głos. Ostatnie co pamięta z tego feralnego dnia, to moment, gdy wsiadała na wyciąg. Przed oczami koszmar ma jednak wciąż Tomasz. – Byłem w sekcji startowej. Widziałem ten zakręt i widziałem upadek. Zobaczyłem, że Karolina przysiadła na skoczni. Zaczepiła o tyczkę, a potem obróciło ją w powietrzu. Z dużą prędkością uderzyła o przeciwstok skoczni – opowiada.

Dotarcie do niej zajęło mi półtorej minuty. Gdy zobaczyłem, że jest nieprzytomna, wiedziałem, że nie jest dobrze – wspomina. Zawiedli organizatorzy, którzy na zawody zaprosili niekompetentną służbę medyczną. – Ratownicy nie wiedzieli za bardzo co robić. Próbowali zdjąć zapięty kask, choć wiedzieliśmy, że mogło dojść do złamania podstawy czaszki…

Pozostało czekać na helikopter, który powinien być na miejscu od początku treningów. Tak ustalono dzień wcześniej, ale delegat FIS nie dotrzymał słowa. – Błagaliśmy, aby przyleciał. Gdy czekaliśmy w punkcie medycznym doszło do zatrzymania pracy serca. Byliśmy przy tym. Ja i Przemek –mówi Tomasz, a na twarzy ma grymas.

Pomoc nadleciała po półtorej godzinie. Karolina trafiła do szpitala w Granadzie. Tam mąż usłyszał o obrażeniach, które brzmiały jak wyrok. Wylew w pniu mózgu, trzy i pół centymetrowy wylew w lewej półkuli mózgu, blisko splotu nerwowego odpowiedzialnego za mowę, wzrok i prawe kończyny – górną i dolną. Pierwsze dni po upadku były dramatyczne. Karolina pozostawała w stanie śpiączki farmakologicznej.

Karolina Riemen-Żerebecka kilka dni po upadku (fot. archiwum prywatne T. Żerebeckiego)

***


Rozmowa z Holmlund

Miałam dużo szczęścia. Mój organizm ma niezwykłe zdolności regeneracji. To niesamowite! Inni po takim urazie dochodzą do siebie co najmniej dwa lata! A ja? Już jeżdżę na nartach! Nie wiem komu mam być wdzięczna? – zastanawia się Karolina, która – choć ciężko w to uwierzyć – przygotowuje się do igrzysk w Pjongczangu. Cel pozostał ten sam. Dla niej i dla niego. Jeszcze w szpitalu w Grenadzie, niedługo po wybudzeniu żony, Tomek krzyknął: - Zdążymy na igrzyska!

Olimpijska trasa w Korei odpowiada Karolinie. W lutym 2016 zajęła tam ósme miejsce, a awans do finału przegrała o centymetr z Anną Holmlund – jedną z najlepszych zawodniczek ostatnich lat. Medalistka igrzysk i mistrzostw świata nie pojedzie jednak do Korei. W grudniu miała koszmarny wypadek we włoskim Bolzano. Uraz określono na "trzy" w skali, gdzie "czwórka" oznacza śmierć mózgu.

Tak jak Karolina upadła na treningu. Też znalazła się w śpiączce farmakologicznej. Nie miała jednak tak silnego organizmu jak Riemen-Żerebecka. Wybudzenie było nie po siedmiu dniach, a po prawie pół roku. Szwedka ma dziś sparaliżowaną prawą część ciała. Potrzebuje asysty dwóch osób przy najprostszych czynnościach. - A wiecie, że ona mi się śniła? I to niedługo po upadku. Byłyśmy na zawodach Pucharu Świata i rozmawiałyśmy - włącza się Karolina przy wspomnieniu Holmlund. Do takiego spotkania nigdy nie dojdzie, bo lekarze nie dają jednej z najlepszych konkurentek z ostatnich lat żadnych szans na powrót do sprawności.

Rehabilitacja Karoliny Riemen-Żerebeckiej z fizjoterapeutą Markiem Migdałem (fot. archiwum prywatne T. Żerebeckiego)

***


13 grudnia 2016 to data wyjątkowa. Riemen-Żerebecka była druga w Arosie. To najlepsze miejsce Polki w zawodach Pucharu Świata w ski crossie. – I właściwie nie przebiło się w mediach – mówi z rozczarowaniem Tomasz. – Ale tak już jest, że złe informacje bardziej przyciągają uwagę – dodaje po chwili. Gdy Karolina upadła, zainteresowanie jej losem było rekordowe. Zmalało, kiedy… wybudzono ją ze śpiączki. Wieści o rehabilitacji, a nawet o powrocie na narty były tylko wzmiankowane.

Szum medialny powróci najpewniej w okolicach lutego. Dobra jazda w poprzednim sezonie zapewniła jej kwalifikację olimpijską. Wyjazd do Korei – po tym co przeszła – będzie czymś wyjątkowym. -Jestem sportowcem, a więc igrzyska są dla mnie najważniejsze. Zrobię wszystko, aby być wtedy w najwyższej formie. Naprawdę wierzę, że mogę zdobyć tam medal - zapewnia na pożegnanie.

Karolina Riemen-Żerebecka – narciarka, specjalizująca się w ski crossie. W tej konkurencji startowała w igrzyskach olimpijskich (Vancouver i Soczi). Dwukrotnie stawała na podium zawodów Pucharu Świata – trzecia w Are (2013) i druga w Arosie (2016). Szósta zawodniczka mistrzostw świata w Deer Valley (2011).

najpopularniejsze

Stoch: drugi skok był już z automatu

Nie żyje Janusz Wójcik, były selekcjoner reprezentacji Polski

Królewskie pożegnanie Artura Boruca przez kibiców Legii

Liga Mistrzów: transmisja meczu Juventus – Barcelona w TVP1, SPORT.TVP.PL i aplikacji TVP Sport

PŚ w Wiśle – II seria: skok Kamila Stocha (129,5 m)