tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Mariusz Pudzianowski: ludzie w Polsce nie są debilami

W przeszłości najsilniejszy człowiek świata, teraz zawodnik MMA. Mariusz Pudzianowski nie ukrywa, że także i w tym sporcie chciałby wejść na sam szczyt. – W strongmanach poczułem smak bycia najlepszym i muszę przyznać, że się od niego uzależniłem – przyznał w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Mariusz Pudzianowski (fot. PAP/Leszek Szymański)

RANKING: NAJBARDZIEJ ZNANI POLSCY SPORTOWCY. PUDZIANOWSKI WYŻEJ OD RADWAŃSKIEJ

RAFAŁ MANDES, SPORT.TVP.PL:  – W grudniu minie osiem lat od pierwszej walki w MMA. Zmieniłeś się przez ten czas?
MARIUSZ PUDZIANOWSKI:
– Inna specyfika sportu, ale podstawy te same jak w strongmanach – ciężka, bardzo ciężka praca. Nie ma opcji, by pójść na skróty, nie tędy droga. Tylko i wyłącznie systematyka, bez niej na sukcesy i spełnienie nie ma szans. A czy się zmieniłem jako człowiek? Każdy wiek ma swoje prawa, na pewno jestem bardziej doświadczony niż przed pierwszą walką, wiem jakich błędów nie popełniać, człowiek jest po prostu o te kilka lat starszy i mądrzejszy.

– MMA wciągnęło cię na dobre?
– Tak, ale to dopiero początek przygody. Na początku myślałem, że będzie łatwiej, jednak teraz mogę powiedzieć, że te osiem lat to było budowanie odpowiedniej bazy, to było przygotowanie organizmu do nowego sportu. W strongmanach bazę budowałem dziesięć lat i potem dziesięć lat rywalizowałem, w MMA od razu wskoczyłem na głęboką wodę i trzeba było trochę czasu, by się przestawić.

– To jak długo będziemy cię jeszcze oglądać w akcji?
– Dokładnie to nie wiem, ale jestem pewien, że dłużej będę rywalizować w MMA niż rywalizowałem w strongmanach. W tamtym sporcie poczułem smak bycia najlepszym i muszę przyznać, że się od niego uzależniłem. Chciałbym poczuć ten smak także w MMA, jednak zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Ale ja kocham wyzwania i samemu sobie chcę udowodnić, że i w tym sporcie stać mnie na wiele.

– Są jednak tacy, którzy nadal uważają Pudzianowskiego za tzw. "freak fightera", nie biorą cię na poważnie.
– Mało mnie to interesuje. Na dziś nikt mi jednak nie może zarzucić, że nadal nic nie umiem, że moje miejsce to tylko i wyłącznie "freak fighty". Jestem przekonany, że w Polsce mogę się bić z każdym w wadze ciężkiej. Nie wiem czy bym wygrał, czy przegrał, ale na pewno nie skompromitowałbym MMA.

– Jak trudno było się przestawić ze strongmana na zawodnika MMA?

– Cholernie trudno. To jak z budową domu – łatwiej postawić go od podstaw, niż wyremontować. Ja do MMA przeszedłem przecież po 20 latach w strongmanach i ten remont był bardzo skomplikowany. Musiałem zbudować praktycznie nową osobę. Najtrudniej było przebudować mięśnie i włókna z siłowych na wytrzymałościowe.

– Nadal masz w sobie chęć do trenowania?
– Tak, ale nie mam pojęcia skąd ten zapał u mnie. Chyba taki charakter, takim się trzeba urodzić. Oczywiście są dni, gdy rano wstaje i mam wszystkiego dosyć, ale ostatecznie i tak robię swoje. Muszę oddychać czy jeść, muszę też trenować. To po prostu kolejna z czynności obowiązkowych. Czuję się dobrze tylko gdy trenuję, więc nie ma innego wyjścia.

– Emerytura w ogóle chodzi ci po głowie?
– Znam ludzi, którzy w wieku 83 lat nadal prowadzą swoje firmy i ja też taki będę. Chcę trenować do śmierci, dosłownie. Oczywiście w pewnym momencie skończy się trenowanie zawodowe, ale bez ruchu nie wyobrażam sobie życia.

– Często powtarzasz, że nikomu nie musisz już nic udowodniać. A co sobie chcesz udowodnić?
– Chcę, by wychodząc do klatki to rywale się mnie bali, a nie na odwrót. Teraz wychodząc nie wiem czy wygram, czy przegram, oczywiście o porażce nigdy nie myślę, ale szanse są zazwyczaj 50 na 50. A ja chcę, by było jak w strongmanach – wtedy przed zawodami nie pytano kto wygra, tylko zastanawiano się jaką przewagę nad resztę będzie mieć Pudzianowski. Do tego dążę.

Mariusz Pudzianowski - Wspinaczka

– Nie brakuje głosów, że bez Pudzianowskiego MMA nie byłoby w tym miejscu, w którym jest. Ty jednak w świadomości Polaków zaistniałeś zdecydowanie wcześniej. Jak trenując i startując w strongmanach stałeś się aż tak popularny?
– Bo Mariusz jest sobą, niczego nie udaje. Ludzie w Polsce nie są debilami, aktorów bardzo szybko rozszyfrowują. Oni widzą moje postępy, widzą moją ciężką pracę, a u nas w kraju szanuje się ciężko pracujących. Jestem zwykłym Kowalskim i takim zwykłym Kowalskim się czuję.

– Nigdy nie ukrywałeś, że w domu się nie przelewało.
– Ojciec pracował na roli, matka w służbie zdrowia. Ojciec nie ma jeszcze emerytury, a matka marne 800 złotych. Najbardziej dumny jestem z tego, że własnymi rękami zapracowałem na to, że teraz cała moja rodzina o chleb nie musi się martwić do końca życia. To duża satysfakcja, że budząc się rano ma się za plecami koło ratunkowe. Chodzi o normalne życie, o to, by nie zastanawiać się, czy wystarczy od pierwszego do pierwszego. Miłe jest też to, że mogę sobie wejść do salonu mercedesa czy ferrari, wskazać palcem i kolejnego dnia wybrany model jest pod moim domem. Powtarzam jednak, że nie wygrałem w totka, nie miałem szczęścia, a na wszystko, co mam teraz, ciężko harowałem.

– Nie wszyscy wiedzą, ale poza sportem prowadzisz kilka biznesów.
– Mam firmę transportową, jest też restauracja. Zatrudniam około 40 osób i nie ukrywam, że zarządzanie ludźmi jest równie trudne jak bycie zawodowym sportowcem.

– Jesteś dobrym szefem?
– Nie mnie o to pytać. Firma to nie ja, firma to ludzie. Każdy jest inny, z każdym trzeba postępować inaczej. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, by umówić się na konkretne zadania, a potem na czas zapłacić wynagrodzenie. Do dziesiątego każdego miesiąca umówione kwoty są na kontach pracowników i tego się trzymam. Wiem jedno, że jak oszukam ja, to ten ktoś później odwdzięczy mi się z nawiązką. Chcesz, by pracownicy byli w stosunku do ciebie fair, to ty musisz być fair w stosunku do nich.

– Reasumując, jesteś człowiekiem spełnionym?

– Tak. Jestem zdrowy, mam co chcę, niczego w życiu mi nie brakuje.

Hardcorowy Koksu i Mariusz Pudzianowski - jak osiągnęli taki sukces?

najpopularniejsze

PŚ: przełamanie w Wiśle? Nieudane inauguracje...

PŚ w Wiśle: pierwsze takie kwalifikacje. Triumf Krafta

Media: Kubica wniesie do zespołu 8 milionów euro

"Cukier" zamiast śniegu? Polacy gotowi na start sezonu

Z kortu do szwalni. Nowe życie Domachowskiej